lis 4 2009

Bieganie ochrona szyi

Dzisiaj temperatura po raz pierwszy spadła za dnia poniżej zera, do tego doszedł silny wiatr. Moim najsłabszym elementem stroju jest szyja, gdzie nie mam zapewnionej żadnej ochrony. Zarówno koszulka z długim rękawem jak i kurtka nie zakrywają tego fragmentu ciała. Z powodu braku w garderobie i pogody bieg przełożony na jutro.

Niewiele osób pisze o ochronie szyi podczas biegu. Czyżbym jako jedyny miał te problemy? Mój wybór padł na kołnierze vel golfiki przeznaczone raczej dla użytkowników kasków (motocykliści, narciarze, snowbordziści). Uważam, ze doskonale się sprawdzi w naszej dyscyplinie. Po długich poszukiwaniach w Arkadii znalazłem jeden, jedyny sklep HiMountain oferujący takie akcesoria.

Mój wybór padł na polski produkt – Golfik firmy Hauer wykonany ze stretchu.

Na stronie producenta znajduje się opis materiału

Pontetorto technostrech – 88% Polyester, 12% Elastan. Tkanina doskonała zarówno jako pierwsza lub druga warstwa odzieży. Bardzo elastyczna, strona zewnętrzna ma podwyższoną odporność mechaniczną, strona wewnętrzna ma wszystkie najlepsze cechy tkanin polarowych – doskonałe własności izolacyjne i odprowadzania wilgoci.

Więc jest to raczej dodatkowa ochrona niż samodzielna warstwa na duże mrozy. Zachęciła mnie cena – 29zł. Prezentuje się może niezbyt efektownie, ale nie o to chodzi. Jutro pierwszy test w boju – mają być około 3 stopnie ciepła.


paź 1 2009

Jesienny chłód – 5km

Wczoraj siedząc przed telewizorem (zdarza mi się) szukałem bolącego miejsca i znalazłem – w górnej połowie mięśnia piszczelowego przy wewnętrznej stronie. Rozmasowałem je sam dopóki ból nie ustąpił. O dziwo rano czułem mocniej te bolące miejsce, lekki ból w biodrze też. Ciekaw jestem czy te moje działania przyniosą jakiś pozytywny skutek?

Dzisiaj jesień objawiła się w pełni i to nie ta polska złota, lecz zimna i deszczowa. W tym roku i tak pogoda nas oszczędzała. Większość lata i jesieni była słoneczna i sucha. Nie pamiętam już czy kiedykolwiek przekładałem bieganie z powodu pogody. Dzisiaj jednak od początku dnia było pochmurno i padało. Około 16:00 lało tak solidnie, że przełożenie treningu było wręcz wskazane – jak i zostanie w pracy na dłużej. Aura zlitowała się nade mną i już w trakcie powrotu do domu (19:00) deszcz ustał.

Długo zastanawiałem się nad wyborem stroju. Poprzednia sauna dała się solidnie we znaki i o ile góra dresów pozostała bez dyskusji o tyle zastanawiałem się nad dolną częścią dresów. Było około 11 stopni na zewnątrz i biorąc pod uwagę, że szacuje się, że bieganie podnosi odczuwaną temperaturę o jakieś 10 stopni krótkie spodenki powinny być wystarczające.

Początek biegu bez dolnej części dresów był trudny. Odczucie chłodu było dokuczliwe a mięśnie sprawiały wrażenie stężałych mimo energicznej rozgrzewki. Do tego doszedł ból lewej nogi, który pojawił się wcześniej jak zwykle. 3km zajęło mi dogrzanie mięśni i ból ustępował. Zacząlem się rozkręcać. Skorzystałem z energii pochylenia co by ułatwić sobie bieg. Oszczędzałem się w trakcie biegu więc miałem energię na mocny finisz poczułem siłę. Wynik: 30:49 tempem 5:54/km na dystansie 5.21km.

Jeśli w niedzielę pobiegnę trochę szybciej i wytrzymam te 10km pobiję życiówke. Oby tak się stało.