maj 1 2010

II Bieg dookoła zoo – 10km

Obudziłem się około 7:00 i postanowiłem poeksperymentować z przedstartowym posiłkiem. Na śniadanie przygotowałem 2 kromki chleba z miodem oraz 2 banany wszystko popite zieloną herbatą a potem szklanką izotonika. Moje samopoczucie przedstartowe nie było najlepsze: bolał mnie prawy achilles. Czyżbym jakoś źle spał? Muszę wierzyć, że to nic poważnego. Pozostało mi jedynie spakować strój na zmianę i ruszam w drogę.

Trochę zbyt późno zebrałem się z domu – 8:20 – nie będę miał zbyt dużo czasu na przebranie i mogę się spóźnić na rozgrzewkę. Na rozbudzenie przed walką słuchałem muzyki z Rocky'ego. Miałem skasować ją z iPoda, ale jest w niej to coś co mobilizuje. Po dotarciu do dworca Wileńskiego białe koszulki naprowadziły mnie na szatnię. Było nieco ciasno i gorąco jak w saunie. Na start zabrałem Tigera i izotonik.

Kofeina to mój nowy środek dopingujący. Wg najnowszych badań wypicie jej przed wysiłkiem poprawia refleks, koncentrację a nawet produkcję energii z kwasów tłuszczowych. Dodatkowo może pozytywnie wpływać na kurczliwość mięśni. Zaleca a dawka to 150-200mg kofeiny natychmiast przed wysiłkiem. Warunek jest jeden trzeba być dobrze nawodnionym.

Podobno dzisiaj będzie wyprowadzony gepard. Poprzednio był tygrys szykuje się więc szybszy bieg :)

W depozycie rozdawano duże worki, i naklejano numery startowe zdającego zawodnika. Stanąłem w kolejce do toalety i dostałem się do niej po dłuższej chwili oczekiwania . Spotkałem Michała – kolegę, który biega dość nieregularnie i za moją namową skusił się na debiut. Razem potruchtaliśmy w kierunku linii startowej. Z oddali dobiegały nas odgłosy rozgrzewki. Dołączyłem do tłumu. Nie rozumiałem nazw ćwiczeń jakimi operowała instruktorka, ale pozwoliło to lekko się rozgrzać. Wypiłem Tigera, trochę wcześniej na wypadek gdyby zmusił mnie do wizyty w toalecie. Spotkałem ziomala z Zambrowa, który jak okazuje się startuje w biegach długodystansowych. Pochwalił się życiówką w półmaratonie 1:18:00. Na razie nie moja liga, ale może kiedyś…Pożegnaliśmy się – życzył mi powodzenia. Ja rozpocząłem dynamiczną rozgrzewkę: skipy, wieloskoki, przekładanki, przebieżki.Już w tłumie zrobiłem statyczne ćwiczenia. Na start przyszło nam dość długo czekać. W końcu pojawił się burmistrz i wreszcie rozległ się strzał rozpoczynający bieg.

bieg_zoo_start Więcej


mar 28 2010

5 Półmaraton Warszawski – debiut – 21,0975km

Poprzedni dzień zakończyłem cudownym masażem, który rozluźnił moje mięśnie przed biegiem. U mnie przynosi to cudowne rezultaty. Zwykłe biegowe przypadłości nie przypominają o sobie w trakcie startu.

Wstałem około 7 rano nowego czasu. Tej nocy mieliśmy zmianę czasu więc spaliśmy o godzinę krócej. Przygotowałem sobie moje śniadanie przedstartowe: pokroiłem 3 banany , dodałem 3 łyżeczki miodu i wypiłem zieloną herbatę na pobudzenie. Dzień wcześniej przygotowałem ubrania a na ranek pozostawiłem sobie jedynie przyczepienie numeru startowego. Spakowałem plecak i wyjrzałem przez okno. Moim oczom ukazało się bezchmurne, niebieskie niebo. Jak cudownie – nie wierzyłem po tym co zobaczyłem wczoraj, że mój debiut przypadnie w tak słoneczny dzień. Ubrałem na siebie strój i nałożyłem na to ciepły dres. Do plecaka oprócz ręcznika i izotoników spakowałem buty na zmianę oraz spodnie dresowe i koszulkę z długim rękawem. Przed wyjściem wypiłem szklankę izotonika. Około 8:30 wyjechaliśmy z żoną na zawody. Po drodze wypiłem 750 ml Oshee. Na miejscu byłem przed 9:00. Opiłem się jak smok – więc moje zwiedzanie miasteczka maratońskiego rozpocząłem od wizyty w toalecie. Niebo nadal pozostawało bezchmurne. Kto by pomyślał, że jeszcze wczoraj prognozowano deszcz od 11:00?

Znaleźliśmy miejsce na słoneczku i wygrzewaliśmy się. Było na tyle ciepło, że bez wahania zdecydowałem się na krótką wersję stroju, Na górę 2 koszulki – jedna na ramiączka a druga z krótkim rękawkiem, na dół krótkie spodenki. Na 30 minut przed startem przebrałem się i oddałem plecak do depozytu.

Przed startem

W drodze powrotnej kolejny raz odwiedziłem toaletę. Rozgrzewkę rozpocząłem późno – około 20 minut przed startem, wygibasy, przebieżki skipy przekładanki, przyspieszenia, trochę rozciągania.

Rozgrzewka

Na wszelki wypadek udałem się  kolejny – już trzeci raz do toalety. Na pewno jestem wystarczająco nawodniony. Na 5 min przed 10:00 ustawiłem się na start. Wielu ludzi trzymało baloniki – jak tu dostrzec balon i tabliczkę zająca? Zapytałem jak daleko stoją. Usłyszałem, że około 100m dalej stoi pacemaker na 2:15 pewnie 200m dalej na 2:00. Tłum był bardzo gęsty – więc przeciskanie się było prawie niemożliwe. Trochę sam jestem sobie winien – przyszedłem zbyt późno na start. Przed startem wysłuchaliśmy nieoficjalny hymn Warszawy. Spodziewałem się jakiejś pieśni patriotycznej – może Warszawianka? Nieźle by pasowała: "Oto dziś dzień krwi i chwały" :) Okazało się, że jest to piosenka Czesia Niemena -" Sen o Warszawie". Część osób głośno odśpiewała hymn a ja w głowie układałem plan na bieg. Odległość do pacemakerów na tyle duża, że mój plan spokojnego startu nie wchodził w rachubę. Ustawiłem iPoda na półmaraton i czekałem na start. Więcej


sty 17 2010

XXVII bieg Chomiczówki – relacja

Obudziłem się przed godziną 8:00. Właściwie wczoraj zaplanowałem całą logistykę i plan na bieg, jedyne co mi pozostało to dobór ubrania. Sprawdziłem w jak przystało na informatyka w internecie temperaturę za oknem. Nie dorobiłem się jeszcze termometru. -6 temperatura powietrza a odczuwalna aż -12(!). Wiatr da więc nam solidnie popalić. Zakładam więc na górę komplet 3 warstwy a na dół 2. Powinno wystarczyć

Śniadanie

Jeśli muszę koniecznie coś zjeść – stawiam na owoce. Nie powodują ciężkości żołądka jednocześnie dodając energii. Tym razem w domu zabrakło miodu. Dlatego zamiast bananów z miodem przygotowałem sałatkę owocową. Banan, pomarańcz, kiwi i jabłko posiekać w kostkę i wymieszać. Jedna z najprostszych sałatek jakie znam :)

Przygotowania

Nałożyłem na twarz grubą warstwę tłustego kremu na twarz a wazelinę kosmetyczną na usta i sutki. Tak to prawda – potwornie sobie je obcieram w bieganiu w zimnie. Uwierzcie na słowo – to bardzo niemiłe uczucie. Widziałem, że część zawodowców zakleja je plastrami.

Założyłem na siebie strój, na to dodatkowo ciepłe dresy, a do plecaka zapakowałem buty biegowe, czapkę i rękawiczki na bieg. Jeszcze przed wyjazdem na miejsce zakupiłem dwa izotoniki – jeden do wypicia przed startem drugi na powrót. Nie zapomnę jak bosko smakował mi po Biegnij Warszawo.

Dojazd i szatnie

Wiele ulic w okolic zostanie częściowo zamknięta w trakcie biegu dlatego zaparkowałem w bezpiecznej odległości – około 400m od  Gimnazjum gdzie urządzono szatnie. Po doświadczeniach z rejestracją – nie spodziewałem się dobrego oznaczenia. W tym mnie organizatorzy nie zawiedli:) Szedłem za tłumem ludzi. Na wejściu nie sprawdzano żadnych numerów startowych – wejść mógł każdy. Szatnie były pootwierane – dziwne – tym bardziej, że trwa już przecież jeden z biegów. Na Biegnij Warszawo było to zorganizowane o niebo lepiej. Dodatkowo temperatura przypominała bardziej saunę niż szatnie. 25 może nawet 28 stopni, aż nie chciało się wychodzić na zewnątrz.

Kolejne rozczarowanie to brak depozytu. Zostałem zmuszony do upchnięcia  portfela i kluczyków do kurtki biegowej. Inni mieli trudniej – widziałem ludzi, którzy biegali trzymając w ręce portfel. Odwiedziłem łazienkę i wypiłem izotonik. Rozgrzewkę rozpocząłem wewnątrz budynku – jak wiele innych osób. W tym czasie pojawiali się biegacze, którzy ukończyli Bieg o Puchar Bielan (5km). Narzekali na fragmenty biegu przeprowadzane po chodnikach. Zalegał tam śnieg i było bardzo wąsko. Zerknąłem na zegarek – pozostało 20 minut do startu.  pozostaje więc wyjść na chłód.

Przygotowania do startu

Jak dojść na start? Nie znam okolicy na tyle dobrze, żeby znaleźć skrót. Wracających z mety zawodników łatwo było poznać po foliach NRC. Potruchtałem więc na miejsce przygotowując mięśnie do wysiłku. Tuż przed startem natura dała znać o sobie po raz drugi. Kolejka nie była przesadnie długa i udało się sprawnie załatwić potrzeby. Te nowe leki dziwnie na mnie działają :(   Jeszcze przed startem krótkie truchtanie, podskoki, wymachy rąk. Wszystko aby utrzymać temperaturę.

Organizator przypomniał o regulaminie biegu, szczególnie podkreślano to, co by biegać wyłącznie po wyznaczonej trasie. Ja w tym czasie przesunąłem się dość blisko linii startu. Strzał i zaczęliśmy.

bieg_chomiczowki_start Więcej


paź 26 2009

Nike Human Race 2009 – 10km

Czwartkowe bieganie wypadło z kalendarza. Planowałem pobiec 5 km, aby rozgrzać się przed startem. Nie czułem się najlepiej: ból głowy bardzo mocno mi dokuczał. Zamiast męczyć się i na siłę biegać odpuściłem sobie.

Nike Human Race 2009 w Polsce wygląda dużo bardziej ubogo niż poprzednie edycje. Większość biegów odbywa się wirtualnie – zarejestrowanych za pomocą Nike+. W niewielu miejscach na świecie planowano prawdziwe biegi. Mój odbył się w Zambrowie na mojej ulubionej trasie. Brakowało mi tej atmosfery startu, mobilizacji, morza jednakowych koszulek. Ten start nie będzie się różnił praktycznie niczym od codziennego treningu oprócz odnotowania go w jakiejś klasyfikacji.

nike_human_race_2009_logo

Pierwotnie planowałem odbyć bieg rano, nawet wstałem, ale zostałem poproszony przez żonę o pozostanie w domu. Przeplanowałem  więc na popołudnie – 2 godziny po obiedzie (16:00) powinny wystarczyć na strawienie obiadu. Obiad jak to u babci był wyśmienity, ale i bardzo kaloryczny. Nawet około 17 czułem, że mój żołądek nie jest do końca pusty. Dzień był pochmurny, z delikatną mżawką. Robiło się coraz ciemniej a trasa po której biegam jest w większości nieoświetlona. Rozgrzewkę rozszerzyłem o ćwiczenia na mięsień piszczelowy. Ustawiłem dystans w nike i ruszyłem. Więcej