gru 5 2010

Maraton S03 – 01 Pilot serialu

Już dwa razy poniosłem klęskę w moich przygotowaniach do debiutu maratońskiego. Pora na kolejną serię tego serialu. Tym razem główny bohater stracił co nieco ze swojego zapału, ma za sobą pierwszą poważną kontuzję, która nadal od czasu daje o sobie znać. Jest śnieżna zima i marzy mu się start w Maratonie Dębno. Czy tym razem uda się doprowadzić ten serial do happy endu? Czy może scenarzysta uparcie będzie dążył do kolejnego pogmatwania tej historii? Tego dowiecie się z kolejnych cotygodniowych postów.

żródło: http://www.runwithjill.com/ Więcej


lut 21 2010

Odwilż – 16km

Długi odpoczynek nie przełożył się na dobre samopoczucie. Bolało mnie gardło, i byłem lekko osłabiony. Przydałby się masaż karku i pleców a może jeszcze pośladków?

Tak długo wyczekiwana wiosna wreszcie nadeszła. Na dworze było około – 1 stopni, wokół śnieg w rozpuszczał się promieniach słońca. Ciekawe czy przyjdzie mi biec po błocie w lesie?

Zrobiło się cieplej – muszę się więc właściwie ubrać. Modyfikacja może niewielka – na głowę założyłem lżejszą czapkę i zrezygnowałem z podkoszulki. Więc na górze jedynie 2 warstwy – tyle samo co na dole.

Więcej


lut 14 2010

Śnieżna czasówka – 16km

W sobotę mimo zaplanowanego biegu na 3.21 km nie zdecydowałem się zakładać stroju dla tak krótkiego dystansu. Zamiast tego wybrałem się na 5km spacer do Lasku na Kole. Zgodnie z przewidywaniami śniegu było sporo, ale był ubity. Jeśli nie popada będę miał równą nawierzchnię do biegania.

Szczerze mówiąc lekko obawiałem się dystansu 16,1km (10 mil) z czego początkowe 3,21km miały być lekkim biegiem, czasówka na 10 km, i na koniec 3,21km lekkim biegiem. Wydawało mi się, że po 10km szybkiego biegu mogę nie dać rady przebiec tych końcowych.

Obudziłem się około 8:00 bez budzika.  Zanim się napiłem, ubrałem i wysmarowałem na zegarze pojawiła się 9:00. Przez noc padał śnieg i nadal nie przestawał. To uczyni mój trening jeszcze trudniejszym. Oglądając z okna biały świat ciężko zrobić ten pierwszy krok na zewnątrz. Mogłem pobiegać wczoraj gdy pogoda była bardziej sprzyjająca…

Więcej


lut 11 2010

Tłusty i śnieżny czwartek – 5km

Dzisiaj tłusty czwartek – dzień gdy wszyscy bezkarnie mogą objadać się pączkami. Jeden pączek zawiera aż 341 kcal co daje ponad 25 minut biegu. Ja nie planowałem zjeść tych bomb kalorycznych, ale w imię tradycji skusiłem się na ten poczęstunek przywieziony przez kierownika. Na początku bardzo mi smakował, po kilku minutach poczułem jego ciężar gatunkowy. Zalegał mi do końca dnia na żołądku i wywołał lekką zgagę. Już wyobrażam sobie te morze starego tłuszczu, którym radośnie nasiąkał.

Tą chwilę łakomstwa muszę nadrobić treningiem. Dzisiaj zgodnie z planem niecałe 5km, bo w weekend czeka mnie ponad 16km w tym czasówka na 10km. Mimo dużych opadów śniegu nie odpuściłem i wyszedłem na bieg. 

Więcej


sty 10 2010

Śnieżyca – 12.5km

Poprzedniego dnia śnieżyca sparaliżowała Polskę – najgorzej było na południu. Na Podlasiu, gdzie przebywałem w weekend śnieg przysypał grubą kołdrą ulice i nie zamierzał przestać. Do tego dochodził silny wiatr, tworzący zamiecie śnieżne. Kolejny dzień to już lepsze warunki dość czarne szosy, więc powrót do Warszawy był bezproblemowy. Dzisiaj kolejny etap przygotowań przed Biegiem Chomiczówki – 12,5km. Plan ambitny – leżało sporo śniegu, ale nie padało.

Rozgrzewka w domu. Postanowiłem w ciepłym pomieszczeniu ustawić dystans treningu. Niestety – iPod rozładował się. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Zawsze ilekroć pozostawiam go bezczynnego automatycznie przechodzi w stan uśpienia. Podłączyłem sieciową ładowarkę (tak, mam takie cudo) i czekałem. Na zegarku 14:15 a o godzinie 15:15 przewidziany był zachód słońca. Nie miałem czasu czekać dłużej. 15 minut ładowania i udało się osiągnąć przedostatnią kreskę. Po uruchomieniu odmierzania – już ostatnia. Ściszyłem muzykę do minimum. Zobaczymy ile będzie w stanie zarejestrować.

Więcej