II Bieg dookoła zoo – 10km
Obudziłem się około 7:00 i postanowiłem poeksperymentować z przedstartowym posiłkiem. Na śniadanie przygotowałem 2 kromki chleba z miodem oraz 2 banany wszystko popite zieloną herbatą a potem szklanką izotonika. Moje samopoczucie przedstartowe nie było najlepsze: bolał mnie prawy achilles. Czyżbym jakoś źle spał? Muszę wierzyć, że to nic poważnego. Pozostało mi jedynie spakować strój na zmianę i ruszam w drogę.
Trochę zbyt późno zebrałem się z domu – 8:20 – nie będę miał zbyt dużo czasu na przebranie i mogę się spóźnić na rozgrzewkę. Na rozbudzenie przed walką słuchałem muzyki z Rocky'ego. Miałem skasować ją z iPoda, ale jest w niej to coś co mobilizuje. Po dotarciu do dworca Wileńskiego białe koszulki naprowadziły mnie na szatnię. Było nieco ciasno i gorąco jak w saunie. Na start zabrałem Tigera i izotonik.
Kofeina to mój nowy środek dopingujący. Wg najnowszych badań wypicie jej przed wysiłkiem poprawia refleks, koncentrację a nawet produkcję energii z kwasów tłuszczowych. Dodatkowo może pozytywnie wpływać na kurczliwość mięśni. Zaleca a dawka to 150-200mg kofeiny natychmiast przed wysiłkiem. Warunek jest jeden trzeba być dobrze nawodnionym.
Podobno dzisiaj będzie wyprowadzony gepard. Poprzednio był tygrys szykuje się więc szybszy bieg ![]()
W depozycie rozdawano duże worki, i naklejano numery startowe zdającego zawodnika. Stanąłem w kolejce do toalety i dostałem się do niej po dłuższej chwili oczekiwania . Spotkałem Michała – kolegę, który biega dość nieregularnie i za moją namową skusił się na debiut. Razem potruchtaliśmy w kierunku linii startowej. Z oddali dobiegały nas odgłosy rozgrzewki. Dołączyłem do tłumu. Nie rozumiałem nazw ćwiczeń jakimi operowała instruktorka, ale pozwoliło to lekko się rozgrzać. Wypiłem Tigera, trochę wcześniej na wypadek gdyby zmusił mnie do wizyty w toalecie. Spotkałem ziomala z Zambrowa, który jak okazuje się startuje w biegach długodystansowych. Pochwalił się życiówką w półmaratonie 1:18:00. Na razie nie moja liga, ale może kiedyś…Pożegnaliśmy się – życzył mi powodzenia. Ja rozpocząłem dynamiczną rozgrzewkę: skipy, wieloskoki, przekładanki, przebieżki.Już w tłumie zrobiłem statyczne ćwiczenia. Na start przyszło nam dość długo czekać. W końcu pojawił się burmistrz i wreszcie rozległ się strzał rozpoczynający bieg.
Przenikliwy chłód – 7km
Cały dzień czułem się głodny i nie mogłem się doczekać obiadokolacji. Na domiar złego przed urlopem jak zwykle uzbierało się mnóstwo spraw do załatwienia. Na dodatek zmarzłem po drodze w dłonie i nogi. Czy muszę mówić jak mi się nie chciało? Pogoda na bieg zapowiada się podobnie -6 temperatura odczuwalna -8. Warto więc poczuć na własnej skórze co czeka mnie w niedzielę.
Przed treningiem miałem dylemat ilości warstw jakie mam założyć na taką pogodę. Bielizna termiczna, legginsy, ale czy również jako 3 warstwa dresy. Spróbuję z dwoma.
Wyszedłem po rozgrzewce w domu. Było mi chłodno, ale nie zimno.
Odwilż, deszcz i uraz – 6km
Po dużych mrozach i opadach śniegu pogoda zmieniła się. W ciągu jednego dnia temperatura podskoczyła o prawie 15 stopni i stała się dodatnia. Szkoda, bo od kilku lat nie możemy się doczekać białych świąt.
Moje bieganie w poprzednim tygodniu nie było udane: we czwartek śnieżyca sparaliżowała całe miasto, a w niedzielę nie dopisało zdrowie. Przed wigilijnym obżarstwem postanowiłem zadbać o moją przemianę materii. Półmaraton już niedaleko…
Przed startem dokonałem modyfikacji butów biegowych dodałem zwykłe wkładki termoizolacyjne (filc+aluminium), założyłem 2 pary skarpet. Po założeniu ich but był mocno wypełniony.
Rozgrzewka w domu i start w samych legginsach – jak się okazało chyba ostatni…
Facet w rajtuzach i rekord na 10km
Dzisiaj po raz pierwszy przyszło mi biegać na mrozie. Na dworze było -4 stopnie. Wczorajsze zakupy: bielizna i rajtuzy doczekały się premiery. Ciężko mi było ubrać legginsy – są tak obcisłe, że non stop ściągały mi się kalesony. Po kilkuminutowej walce – udało się. To miał być dzień premiery rajtuzów jako zewnętrznej warstwy, ale wychodząc po buty na balkon stwierdziłem, że jest zbyt zimno. Musiałem dołożyć spodnie. Temperatura poniżej zera stanowi dla mnie jakąś mentalną barierę – pewnie dlatego, że nie biegałem w takich warunkach.
Rozgrzewkę rozpocząłem w domu, ale lekko się spociłem i kontynuowałem już na dworze. Zamiast spacerku do lasku na Kole rozpocząłem bieg co by nie zmarznąć.
Sesja zdjęciowa i rekord na 10km
Tydzień się kończy a moje postanowienie co do biegania regularnie już jest zagrożone. Sobota i niedziela to ostatnie dni w tygodniu w jakich mogłem wyznaczyć bieganie. Nietypowo na dłuższy trening wybrałem drugi dzień tygodnia.
Właściwie nie licząc zdjęć z biegnij Warszawo – nie miałem żadnych
Dzisiaj z wizytą do rodziców przyjechał mój brat z nowym nabytkiem Canonem EOS 500D. Obaj uznaliśmy, że to idealna okazja na sesję zdjęciową.
Dzień był chłodny, pochmurny – około 2 stopni ciepła i na szczęście było bezwietrznie. Rozgrzewka – kilka fotek i start.
Po jesiennym dywanie i rekord – 7km
Dzisiaj przebudziłem się około 9:00 i od razu spojrzałem na termometr – było chłodno niecałe 3 stopnie. To jedna z najniższych temperatur przy jakich biegałem. Po dłuższym namyśle nie modyfikowałem stroju. Zabrałem dodatkowo ze sobą chusteczki do nosa. Jak się okazało nie na darmo. Po wyjściu na dwór czuć było niższą temperaturę, chłód szczególnie mnie szczypał w łydki, dlatego przyspieszyłem kroku. Rozgrzewka i ruszyłem. Dystans – ambitniej niż zwykle 10km.
Trening i rekord na 5km
Po starcie w Nike Human Race bolało mnie lewe biodro. Dzisiaj nie odczuwałem już tej dolegliwości. Przed wyjściem z domu sprawdzam temperaturę powietrza. Dzisiaj zostałem mile zaskoczony. Było aż +10 stopni(!), więc pod kurtką znalazła się jedynie krótka koszulka. Po rozgrzewce z obowiązkowymi ćwiczeniami mięśnia piszczelowego ruszyłem.
Nike Human Race 2009 – 10km
Czwartkowe bieganie wypadło z kalendarza. Planowałem pobiec 5 km, aby rozgrzać się przed startem. Nie czułem się najlepiej: ból głowy bardzo mocno mi dokuczał. Zamiast męczyć się i na siłę biegać odpuściłem sobie.
Nike Human Race 2009 w Polsce wygląda dużo bardziej ubogo niż poprzednie edycje. Większość biegów odbywa się wirtualnie – zarejestrowanych za pomocą Nike+. W niewielu miejscach na świecie planowano prawdziwe biegi. Mój odbył się w Zambrowie na mojej ulubionej trasie. Brakowało mi tej atmosfery startu, mobilizacji, morza jednakowych koszulek. Ten start nie będzie się różnił praktycznie niczym od codziennego treningu oprócz odnotowania go w jakiejś klasyfikacji.
Pierwotnie planowałem odbyć bieg rano, nawet wstałem, ale zostałem poproszony przez żonę o pozostanie w domu. Przeplanowałem więc na popołudnie – 2 godziny po obiedzie (16:00) powinny wystarczyć na strawienie obiadu. Obiad jak to u babci był wyśmienity, ale i bardzo kaloryczny. Nawet około 17 czułem, że mój żołądek nie jest do końca pusty. Dzień był pochmurny, z delikatną mżawką. Robiło się coraz ciemniej a trasa po której biegam jest w większości nieoświetlona. Rozgrzewkę rozszerzyłem o ćwiczenia na mięsień piszczelowy. Ustawiłem dystans w nike i ruszyłem. Więcej
Biegnij Warszawo 2009 – relacja
Przygotowanie
Wieczorem poprzedniego dnia udałem się na masaż. Rozmasowane zostały łyki ścięgna achillesa oraz mięsień strzałkowy lewej nogi. Miałem nadzieję, że pomoże to zmniejszyc moje doleglowości. Skutek przerósł moje najśmielsze oczekiwania, ale o tym dalej. Jeszcze rzut oka na trasę – ciekawa. Końcowy zbieg daje nadzieje na dobry rezultat.
Dojazd
Pobudkę planowałem na 6:30, ale wstałem o 7.00. Na śniadanie sprawdzone energetyczne danie: banany z miodem do tego herbata oraz szklanka izotonika. Poranek był chłodny, ale wydawało się, że cieplejszy jak sobotni. Worek ważył potwornie dużo i zastanawiałem sie czy przypadkiem nie przegiąłem z ubraniami i gadżetami. Powoli zmierzałem w kierunku Górczewskiej. Uciekło mi 171 i musiałem poczekać kolejne 10 minut na chłodzie. Wokół żuliki okupowały 24 godzinny sklep. Imprezki zaczete w sobotę jeszcze trwają… ZTM anonsował zmiany w trasie – ciekawe gdzie mnie dowiezie? Na Placu Bankowym wszedł pierwszy biegacz z firmowym workiem biegu. W centrum była już nas solidna grupa. Autobus zatrzymał się na przystanku Rozbrat jakieś 200m od Torwaru.
Na miejscu byłem kilka minut po 9:00. Nie było tłoczno można było się spokojnie przebrać. Przebieralnie okazały się małymi namiotami z rozstawionym ławkami w środku. Organizator anonsował szatnie więc wziąłem ręcznik klapki i żel. O naiwności ludzka. Pozostał jeszcze wybór stroju. Nabrałem tyle, że spokojnie dobrałbym ciepły strój na temparaturę w okolicac zera
Tak jak większość biegaczy zdacydowałem się na krótkie spodenki. Co do koszulki to wybrałem z długim rękawem, a na głowę czapkę co by się nie przeziębić. Na doładowanie energii spożyłem batonik z guarana izostara – dołączony jako gratis do odżywki. Czasu było jeszcze sporo, więc dla upewnienia się co do zasadności wyboru stroju wyszedłem na dwór. Było chłodno, rześko, ale nie zimno. Poszedłem pod scenę. Poznalem tam kilka osób, z którymi zamieniłem kilka słów. Na scenie imprezę prowadził Maciej Kurzajewski, który podobnie jak my pobiegnie. Najciekawszy był wywiad z Danusią Urbanik – srebrna medalistka juniorskiego biegu przełajowych Mistrzostw Europy w Toro. Jak powiedziała młoda biegaczka, średnio kilometr pokonuje w 2:47 to wzbudziło mój wielki szacunek. Nawet gdybym biegł moim szybkim tempem to byłbym 2 razy wolniejszy. Tłum powoli tężał. Spotkałem człowieka, który wróicł z imprezy o 4.00 rano i stawił się na bieg. Jeszcze lekko czuć było od niego wypity alkohol. To się nazywa siła ducha:) Dowiedziałem się od niego, że izotoniki znajdę za sceną. Byłem lekko spragniony – wypita 1 szklanka izotonika 2,5 godziny temu to zdecydowanie za mało.
Rozgrzewka i start
Po chwili rozpoczęła się rozgrzewka. Na scenę wyszły 3 osoby z Gymnasion. Z mikrofonem pojawiła się biuściasta dziewczyna powiedziała, że nas rozgrzeje ![]()
Słowa dotrzymała. Było dość ciasno i ciężko było wykonać część ćwiczeń, ale sobie poradziliśmy. W trakcie rozgrzewki pojawił się lekki ból w lewej nodze. Na szczęście szybko ustąpił.
Po skończeniu ustawiłem się w kolejce do toi-toi i przeszedłem na start. Zgodnie z sugestią organizatorów ustawiłem się w drugiej strefie. Porządku nie było, bo część osób z pierwszej strefy stała obok mnie. Poznałem Wojtka.Okazało się, że mamy podobne doświadczenia i cele na bieg. Czas mijał a nic się nie działo. Rozgrzewkę trzeba więc zrobić jeszcze raz. Wypity Oshee (0,75) zaczął jeszcze raz dawał znac o sobie. Nie było już czasu na powtórną wizytę w przybutku. Lliczyłem, że pobiegnę i nie będę musiał oczekiwać na okazję pójścia "w las". Nagłośnienie w miejscu gdzie stałem było fatalne – nie było słychać prezenterów i tego co się dzieje. Rozpoczęło się odliczanie do startu i… nic. Nawet wystrzału nie słyszeliśmy. Kilka minut oczekiwania. Śmieliśmy się, że dają fory VIPom co by ich nikt nie wyprzedził
Wreszcie się ruszyło, ale to był ledwie marsz. Im bliżej do startu tym bardziej się robiło luźno.