cze 29 2011

Kontuzja – usg, stłuczka i masaż

Po kolejnym tygodniu przerwy miałem nadzieję na to, że wreszcie moje ścięgno dojdzie do siebie. Niestety wygląda na to, że Maraton Warszawski zaczyna ode mnie oddalać.

Więcej


maj 29 2011

Blogacze – sztafeta maratońska – VII Accreo Ekiden 2011

Gdy Bartek na początku roku opublikował pomysł na zjednoczenie blogowej braci biegowej pod wspólnym szyldem bez zastanowienia zgłosiłem chęć uczestnictwa. Nie miałem sprecyzowanych planów, ale bardzo chciałem poznać ludzi, których wpisy czytam i komentuję. W ciągu kilku dni zebraliśmy skład a nawet zanosiło się na drugi.W miarę upływu czasu chętnych nie ubywało i sam start stawał się coraz bardziej realny. Mieliśmy kilka etapów głosowań i wreszcie jako drużyna Blog@czy zapisaliśmy się na Ekiden.

Od lewej: Bartek, Ewa, Wojtek, Michał, Kuba, Krzysiek

Więcej


lis 2 2010

Z wizytą u masażysty

Jak to mawiają tonący brzytwy się chwyta. Mimo kilku dni odpoczynku od aktywności fizycznej moje ścięgno coraz bardziej mi dokuczało. Udałem się więc do specjalisty do spraw beznadziejnych – masażysty. Tego masażu nie da się porównać do czegokolwiek innego w moim życiu. Ból jaki temu towarzyszy jest potworny, ale muszę przyznać, że te tortury bywają bardzo skuteczne. Kilkukrotnie wyciągnął mnie z różnych chorób i dolegliwości.

Źródło:  http://www.massagetableoutlet.com

Więcej


cze 27 2010

Klątwa maratońska – III tydzień przygotowań

Nie wiem czy ktoś rzucił na mniej jakąś klątwę? Jak tylko zacznę przygotowania do maraton miewam problemy zdrowotne. Wcześniej przyczyna była dla mnie jasna – ambitny amator marzący o debiucie. Tym razem mam świetny grunt pod trening, dobrane buty a zdrowie nie dopisuje.
Ten tydzień był walką głównie z samym sobą.

Więcej


kwi 26 2010

Wejście w rytm – III tydzień kwiecień 2010

W kolejnym tygodniu treningu wszedłem na dobre w rytm pięciodniowego treningu. Dolegliwości potreningowe są coraz mniejsze a ja mogę lepiej realizować zaplanowane cele. Więcej


mar 28 2010

5 Półmaraton Warszawski – debiut – 21,0975km

Poprzedni dzień zakończyłem cudownym masażem, który rozluźnił moje mięśnie przed biegiem. U mnie przynosi to cudowne rezultaty. Zwykłe biegowe przypadłości nie przypominają o sobie w trakcie startu.

Wstałem około 7 rano nowego czasu. Tej nocy mieliśmy zmianę czasu więc spaliśmy o godzinę krócej. Przygotowałem sobie moje śniadanie przedstartowe: pokroiłem 3 banany , dodałem 3 łyżeczki miodu i wypiłem zieloną herbatę na pobudzenie. Dzień wcześniej przygotowałem ubrania a na ranek pozostawiłem sobie jedynie przyczepienie numeru startowego. Spakowałem plecak i wyjrzałem przez okno. Moim oczom ukazało się bezchmurne, niebieskie niebo. Jak cudownie – nie wierzyłem po tym co zobaczyłem wczoraj, że mój debiut przypadnie w tak słoneczny dzień. Ubrałem na siebie strój i nałożyłem na to ciepły dres. Do plecaka oprócz ręcznika i izotoników spakowałem buty na zmianę oraz spodnie dresowe i koszulkę z długim rękawem. Przed wyjściem wypiłem szklankę izotonika. Około 8:30 wyjechaliśmy z żoną na zawody. Po drodze wypiłem 750 ml Oshee. Na miejscu byłem przed 9:00. Opiłem się jak smok – więc moje zwiedzanie miasteczka maratońskiego rozpocząłem od wizyty w toalecie. Niebo nadal pozostawało bezchmurne. Kto by pomyślał, że jeszcze wczoraj prognozowano deszcz od 11:00?

Znaleźliśmy miejsce na słoneczku i wygrzewaliśmy się. Było na tyle ciepło, że bez wahania zdecydowałem się na krótką wersję stroju, Na górę 2 koszulki – jedna na ramiączka a druga z krótkim rękawkiem, na dół krótkie spodenki. Na 30 minut przed startem przebrałem się i oddałem plecak do depozytu.

W drodze powrotnej kolejny raz odwiedziłem toaletę. Rozgrzewkę rozpocząłem późno – około 20 minut przed startem, wygibasy, przebieżki skipy przekładanki, przyspieszenia, trochę rozciągania.

Na wszelki wypadek udałem się  kolejny – już trzeci raz do toalety. Na pewno jestem wystarczająco nawodniony. Na 5 min przed 10:00 ustawiłem się na start. Wielu ludzi trzymało baloniki – jak tu dostrzec balon i tabliczkę zająca? Zapytałem jak daleko stoją. Usłyszałem, że około 100m dalej stoi pacemaker na 2:15 pewnie 200m dalej na 2:00. Tłum był bardzo gęsty – więc przeciskanie się było prawie niemożliwe. Trochę sam jestem sobie winien – przyszedłem zbyt późno na start. Przed startem wysłuchaliśmy nieoficjalny hymn Warszawy. Spodziewałem się jakiejś pieśni patriotycznej – może Warszawianka? Nieźle by pasowała: "Oto dziś dzień krwi i chwały" :) Okazało się, że jest to piosenka Czesia Niemena -" Sen o Warszawie". Część osób głośno odśpiewała hymn a ja w głowie układałem plan na bieg. Odległość do pacemakerów na tyle duża, że mój plan spokojnego startu nie wchodził w rachubę. Ustawiłem iPoda na półmaraton i czekałem na start. Więcej


lut 21 2010

Odwilż – 16km

Długi odpoczynek nie przełożył się na dobre samopoczucie. Bolało mnie gardło, i byłem lekko osłabiony. Przydałby się masaż karku i pleców a może jeszcze pośladków?

Tak długo wyczekiwana wiosna wreszcie nadeszła. Na dworze było około – 1 stopni, wokół śnieg w rozpuszczał się promieniach słońca. Ciekawe czy przyjdzie mi biec po błocie w lesie?

Zrobiło się cieplej – muszę się więc właściwie ubrać. Modyfikacja może niewielka – na głowę założyłem lżejszą czapkę i zrezygnowałem z podkoszulki. Więc na górze jedynie 2 warstwy – tyle samo co na dole.

Więcej


paź 4 2009

Biegnij Warszawo 2009 – relacja

Przygotowanie

Wieczorem poprzedniego dnia udałem się na masaż. Rozmasowane zostały łyki ścięgna achillesa oraz mięsień strzałkowy lewej nogi. Miałem nadzieję, że pomoże to zmniejszyc moje doleglowości. Skutek przerósł moje najśmielsze oczekiwania, ale o tym dalej. Jeszcze rzut oka na trasę – ciekawa. Końcowy zbieg daje nadzieje na dobry rezultat.

Dojazd

Pobudkę planowałem na 6:30, ale wstałem o 7.00. Na śniadanie sprawdzone energetyczne danie: banany z miodem do tego herbata oraz szklanka izotonika. Poranek był chłodny, ale wydawało się, że cieplejszy jak sobotni. Worek ważył potwornie dużo i zastanawiałem sie czy przypadkiem nie przegiąłem z ubraniami i gadżetami. Powoli zmierzałem w kierunku Górczewskiej. Uciekło mi 171 i musiałem poczekać kolejne 10 minut na chłodzie. Wokół żuliki okupowały 24 godzinny sklep. Imprezki zaczete w sobotę jeszcze trwają… ZTM anonsował zmiany w trasie – ciekawe gdzie mnie dowiezie? Na Placu Bankowym wszedł pierwszy biegacz z firmowym workiem biegu. W centrum była już nas solidna grupa. Autobus zatrzymał się na przystanku Rozbrat  jakieś 200m od Torwaru.

Na miejscu byłem kilka minut po 9:00. Nie było tłoczno można było się spokojnie przebrać. Przebieralnie okazały się małymi namiotami z rozstawionym ławkami w środku. Organizator anonsował szatnie więc wziąłem ręcznik klapki i żel. O naiwności ludzka. Pozostał jeszcze wybór stroju. Nabrałem tyle, że spokojnie dobrałbym ciepły strój na temparaturę w okolicac zera :) Tak jak większość biegaczy zdacydowałem się na krótkie spodenki. Co do koszulki to wybrałem z długim rękawem, a na głowę czapkę co by się nie przeziębić. Na doładowanie energii spożyłem batonik z guarana izostara – dołączony jako gratis do odżywki. Czasu było jeszcze sporo, więc dla upewnienia się co do zasadności wyboru stroju wyszedłem na dwór. Było chłodno, rześko, ale nie zimno. Poszedłem pod scenę. Poznalem tam kilka osób, z którymi zamieniłem kilka słów. Na scenie imprezę prowadził Maciej Kurzajewski, który podobnie jak my pobiegnie. Najciekawszy był wywiad z  Danusią Urbanik – srebrna medalistka juniorskiego biegu przełajowych Mistrzostw Europy w Toro. Jak powiedziała młoda biegaczka, średnio kilometr pokonuje w 2:47 to wzbudziło mój wielki szacunek. Nawet gdybym biegł moim szybkim tempem to byłbym 2 razy wolniejszy. Tłum powoli tężał. Spotkałem człowieka, który wróicł z imprezy o 4.00 rano i stawił się na bieg. Jeszcze lekko czuć było od niego wypity alkohol. To się nazywa siła ducha:) Dowiedziałem się od niego, że izotoniki znajdę za sceną. Byłem lekko spragniony – wypita 1 szklanka izotonika 2,5 godziny temu to zdecydowanie za mało.

Rozgrzewka i start

Po chwili rozpoczęła się rozgrzewka. Na scenę wyszły 3 osoby z Gymnasion. Z mikrofonem pojawiła się biuściasta  dziewczyna powiedziała, że nas rozgrzeje :)

Słowa dotrzymała. Było dość ciasno i ciężko było wykonać część ćwiczeń, ale sobie poradziliśmy.  W trakcie rozgrzewki pojawił się lekki ból w lewej nodze. Na szczęście szybko ustąpił.

Po skończeniu ustawiłem się w kolejce do toi-toi i przeszedłem na start. Zgodnie z sugestią organizatorów ustawiłem się w drugiej strefie. Porządku nie było, bo część osób z pierwszej strefy stała obok mnie. Poznałem Wojtka.Okazało się, że mamy podobne doświadczenia i cele na bieg. Czas mijał a nic się nie działo. Rozgrzewkę trzeba więc zrobić jeszcze raz. Wypity Oshee (0,75) zaczął jeszcze raz dawał znac o sobie. Nie było już czasu na powtórną wizytę w przybutku. Lliczyłem, że pobiegnę i nie będę musiał oczekiwać na okazję pójścia "w las". Nagłośnienie w miejscu gdzie stałem było fatalne – nie było słychać prezenterów i tego co się dzieje. Rozpoczęło się odliczanie do startu i… nic. Nawet wystrzału nie słyszeliśmy. Kilka minut oczekiwania.  Śmieliśmy się, że dają fory VIPom co by ich nikt nie wyprzedził :) Wreszcie się ruszyło, ale to był ledwie marsz. Im bliżej do startu tym bardziej się robiło luźno.

Więcej


wrz 29 2009

Michałki i prezent – 10km

W niedzielę przebiegłem jedynie 5km, ale dość boleśnie odczuwałem jego skutki. Dobrze, że nie zaatakowałem 10km, bo raczej skończyłoby się to bolesną kontuzją.. Po biegu dopadły mnie  moje standardowe dolegliwości w lewej nodze. Nie dawało to pomyślnych rokowań na biegnij Warszawo. Nadzieja podobno umiera ostatnia. W przeddzień udałem się na masaż. Moje dolegliwości rozpoczynają się od stopy, i wędrują w górę, staw skokowy, mięsień piszczelowy, aż do łydki. Wszystko kończy się bolesnym skurczem. Masaż odbył się zgodnie z występowaniem bólu: na początek spuchnięta stopa, potem łydka, spięta i mocno grudowata. Wiele pracy trzeba było włożyć w rozluźnienie mięśni, ale czy to pomoże?

To już naprawdę ostatni dzień na sprawdzian przed  biegnij Warszawo. Jeszcze jedynie jutro będzie można zapisać się w cenie 50 zł w Arkadii i innych centrach handlowych. Z pracy wyszedłem późno -  po 19.00. Po drodze przeraził mnie chłód – zmarzłem w ręce! Do tego lekki deszczyk i mamy jesień. Po przyjściu do domu zastanawiałem się nad terminem czy wieczorem czy jutro rano. Temperatura i pogoda wskazywały na wieczór.

Nowy strój z kolekcji jesie/ zima nie został jeszcze zakupiony wybrałem stary, nieoddychający dres.  W głowie mobilizacja – taka, jak nigdy wcześniej – chciałem przebiec ten dystans. W końcu kiedyś potrafiłem. Teraz też dam radę.

Więcej


wrz 21 2009

Laskowy bieg – 5km

Od długiego czasu staram się namówić żonę na bieganie, Już wydawało mi się, że jestem blisko. Dzień wcześniej kupiłem jej buty do biegania i skarpetki na zachętę. W zamian dostałem prezent urodzinowy – słuchawki do biegania.

Liczyłem, że razem wypróbujemy nowy sprzęt. Obudziłem się dość wcześniei czekałem na to jak się obudzi żona.Czekałem niestety dopadła ją choroba.

Dzień wcześniej miałem wykonany masaż łydek i achillesa. Skoro stary znany masażysta nie pomógł, trzeba wrócić do tej, która pomaga. Odkąd zacząłem biegać zacząłem mieć problemy ze ścięgnem achillesa. Na początku pojawił się dotkliwy ból, potem krótka rehabilitacja, ale masaż od tamtej pory nie należał do przyjemności. Teraz właściwie obyło się bez bólu. Po zdecydowanym skróceniu dystansu stan zapalny ustąpił.

Wyszedłem na bieganie. Po drodze mijałem kwatery dla brygad. Trwała imprezka. Mają zdrowie Ci budowlańcy – była jedenasta. Ciekawe czy kończyli, czy po przebudzeniu była druga iteracja :)

Więcej