Misja Poznań odcinek 4 – w deszczu i wietrze

Stopniowo lato ustępuje jesieni. Robi się coraz chłodniej rankami, gdy mam jedyną okazję pobiegać. Osobiście niezbyt lubię upały. Ciężej mi się biega, trudniej dokończyć długie wybiegania. O ile na chłodniejszą aurę można się nieco cieplej ubrać to na bardziej gorącą rozebrać bardziej już się nie da. Dochodzi jeszcze do tego konieczność noszenia ze sobą wody. Jesień ma w zanadrzu inne atrakcje. Miałem o tym przekonać się w niedzielę.

źródło: http://myctrring.com


Euforyczne długie wybieganie czułem dość długo. We wtorek mój organizm zastrajkował i niekontrolowanie przedłużył sobie poranną drzemkę. Chyba potrzebowałem więcej czasu na regenerację niż sądziłem

Środa – 28 sierpnia -  50 min DUSA zależnie od samopoczucia ( końcowe 10 minut biegniesz w coraz szybszym tempie) 40 minut lużno + 6 minut szybko+3 minuty szybciej +1 minuta max

Znowu ciało upomniało się o odpoczynek. Obudziłem się późnym rankiem. Dosłownie na styk, żeby zrobić trening i zdążyć do pracy. Podjąłem rękawicę. W planie był trening od 40 do 60 minut. Z jednej strony miałem presję czasu z drugiej chęć jak najlepszego wykorzystania treningu. Pogodziłem te interesy w połowie. Mimo początkowej chęci kontroli tempa dałem się ponieść nogom po 40 minutach. 6 minut w 4:45/km, 3 minuty w 4:18/km, 1 minuta w 3:51/km. Jest moc!

Czwartek – 29 sierpnia

Dzień bez treningu za to zapisałem się na maraton w Poznaniu. Tradycyjnie czekam do końca najniższej ceny wpisowego. Mając w głowie moje kontuzyjne historie wolę jak najmniej pozostawić przypadkowi. Szukajcie mnie z numerem 3658.

Piątek – 30 sierpnia – 15 to 30 min rozgrzewka + Tempo Interval Workout: 2 times 3.2km ( Tempo 4:18 – 4:36 min/km) |przerwa 5 min truchtu + 15 to 30 min truchtu

Korzystając z wolnego dnia nie zwlekałem się rano. Poczekałem na porę drzemki córki i wtedy założyłem buty biegowe. Po kilku chłodnych dniach tym razem słońce przypiekało bardzo mocno. Po 15 minutach rozgrzewki i solidnym rozciąganiu zabrałem się do biegania. Pędziło się zaskakująco dobrze na 1 odcinku, bezproblemowo, lekko. Aż nie poznawałem samego siebie. Trucht też wyszedł dość lekko w tempie długiego wybiegania. Drugi odcinek trudniejszy, ale w stabilnym tempie. Ostatnie 400m to niestety walka o utrzymanie rytmu i prędkości. Na trzeci nie miałem ochoty… Zaskakuje mnie moja prędkość.

Niedziela – 1 września – Long, Steady Run: 28 km

Tradycyjnie początki porannych wybiegań są w moim wykonaniu tragiczne. Podejrzewam, że nie jest to nawet kwestia braku węglowodanów, ale zaspanej głowy. Przed bieganiem spożyłem banana i żel. Mimo to początek był fatalny. Nie zliczę ile razy w trakcie pierwszych kilometrów musiałem się przekonywać, że dam radę dotoczyć swoje ciało do mety na 25km? . Próbowałem na siłę coś zmienić, w rytmie biegu, szybkości, popić wodę, zrobić przerwę na potrzeby fizjologiczne. To jednak nie pomagało.  Do 7km był istną męczarnią… Potem nagle bieg stał się lekki. Niesamowite uczycie. Jako, że było chłodno praktycznie nie miałem potrzeby picia. Od 11km biegło się rewelacyjnie. O ile wcześniej miałem wątpliwości czy dam radę dokręcić dystans to teraz już nie. Mimo braku dojadania węglowodanów biegło mi się bardzo dobrze. Miałem co prawda uczucie lekkiego głodu i pustego żołądka od 18km. Szybko jednak moja uwaga została odwrócona przez rzęsiście padający deszcz i wiejący dość mocno wiatr. Skupiałem się na omijaniu kałuż i trzymaniem ustalonego tempa. Dodatkową atrakcją były liczne światła, które zmuszały mnie do nieustannej modyfikacji wcześniej zaplanowanej trasy. Lekko wychłodzony, przemoczony do suchej nitki, ale bardzo szczęśliwy domknąłem swój licznik na 28km. Tempo było zadowalające, nie miałem objawów ściany. Zdrowotnie też OK. W trakcie biegu dokuczała nieco ponapinana prawa łydka. Po biegu czułem też obciążenie kręgosłupa.

Jest dobrze. Domykam kolejne etapu planu. Problemy zdrowotne mnie omijają. Nic tylko mocno i mądrze trenować :)


Komentarze facebook:

comments

to “Misja Poznań odcinek 4 – w deszczu i wietrze”

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.