Blogacze sztafeta maratońska – VIII Accreo Ekiden – 7,195km

Kontynuując ubiegłoroczną tradycję Warszawa stała się miejscem spotkania znajomych i mniej znajomych biegających bloggerów. W tym roku udało się skompletować dwa składy i poznać nowych blogaczy. Podobnie jak przed rokiem spędziłem niezapomniane chwile w towarzystwie takich biegowych pasjonatów jak ja.

Autorzy zdjęć: Wojtek Siwoń z HRMax.pl, Kasia z rusz-sie.pl oraz fotomaraton.pl

Przygotowania

Ze względu na moją kontuzyjność nie udało się zrealizować wcześniej zapowiadanych poprawy życiówek na wszystkich dystansach. Start w Ekidenie miał być więc podsumowaniem pracy nad techniką biegową.

Starałem się w miarę możliwości czasowych chodzić raz w tygodniu na zajęcia z techniki biegowej. Zmiana sposobu biegania jest odczuwalna. Na krótkich odcinkach zdarza mi się biegać luźno, lekko i szybko. Nie ma nadal w tym automatyzmu. W trakcie biegu muszę skupiać się na poszczególnych elementach.

Na swój program treningowy wybrałem program miCoach Finish Faster 10km na czas 42:00. Mimo, że był on pomyślany jako biegany wg tempa wykonywałem go wg tętna. Szczególnie na początku nie byłem w stanie biegać go tak szybko jak było to zalecane. Dodatkowym argumentem  za wykonywaniem go z rytmem serca jest moja kontuzyjność. Programy biegane na tętno są wg mojego doświadczenia mniej ryzykowne. 

Dodatkowym dostosowaniem go pod siebie była zmiana ilości dni treningowych. Rekomendowaną ilością treningów jest aż 6(!) w tygodniu. Mając w głowie złe doświadczenia z treningami 5 razy w tygodniu oraz ograniczeń czasowych byłem w stanie wykonywać go 4 dni w tygodniu.

Program oparty jest na treningu interwałowym wg przepisu trenera McMillana. Muszę przyznać, że jest dość wymagający i urozmaicony.  Nie ma w nim żadnych ćwiczeń techniki biegowej ani siły biegowej, ale kombinacje odcinków bieganych w różnych strefach nie nudzą się.

Kombinacja mocnego treningu z usiłowaniem biegania poprawnie technicznie była trudna do pogodzenia. Czasami biegało mi się nadzwyczaj lekko. Praktycznie bez wysiłku osiągałem zdumiewające tempa. Zwykle jedynie na początku treningu udawało mi się utrzymać dobrą technikę.  Z czasem zmęczenie powodowało skupienie jedynie na utrzymaniu tempa treningu.

Wyostrzanie

Ostatnie treningi zwiastowały przebłysk formy. Szczególnie środowe minutówki były biegane średnio w 3:45/km uświadomiły mi, że szczyt formy jest blisko. Dawno nie biegałem tak szybko interwałów.

We czwartek umówiłem się po dłuższej przerwie na technikę biegania. Okazało się, że nieprawidłowo pracuję lewą ręką. Z tyłu zachodziła na kręgosłup i naprawdę ciężko było to skorygować… Poza tym pracowaliśmy nad lekkością kroku biegowego wykonując nowe ćwiczenia.

W piątek mając w głowie kontuzję podczas ubiegłorocznego Ekidena udałem się na przegląd do Fizjoperfektu. Po krótkim pobycie na kolcach okazało się, że kręgosłup (zapewne dzięki samodzielnemu leżeniu na macie) jest dość rozluźniony. Za to łydki wymagają większej uwagi. Było więc obwiązywanie węższymi taśmami kolcowymi, kłucie wykałaczkami a nawet stymulacja maszyną przypominającą paralizator…

Za namową Szczepana odpuściłem sobotnie bieganie robiąc jedynie długi spacer.

Integracja

Niestety w tym roku ominęła mnie przedstartowa integracja. Za rok obiecuję sobie nie przegapić tej imprezy. Rok temu była to doskonała okazja by móc poznać lepiej drużynę.

Ekiden

Rankiem nie czułem się najlepiej – coś drapało mnie w gardle. Mimo tego nie miałem zamiaru odpuszczać. 

Przed wyjściem z domu postanowiłem wykorzystać patent podpatrzony u Mariusza Giżyńskiego i polecany przez Szczepana Figata. Przed wyjściem na trening należy rozluźnić lędźwiowy odcinek kręgosłupa poprzez przyłożenie tam kolczastej maty. Szczególnie dobrze sprawdza się podczas jazdy samochodem. Jazda w zadziwiający sposób robi się bardziej płynna a wszelkie dziury w jezdni są pokonywane z niezwykłą ostrożnością i gracją :)

A propos Szczepana to na miejscu pojawiłem się wcześniej ze względu na planowaną profesjonalną rozgrzewkę z jego udziałem. Już w samochodzie dostałem SMS-a, że się nie pojawi :( Moja zapowiedziana atrakcja okazała się niewypałem…

Były jednak i plusy takiego wczesnego przybycia. Pod sceną czekał poznański duet w osobie Wojtka i Krzyśka. Po całonocnej podróży wyglądali na zmęczonych, ale duch walki w sztafecie nie zgasł. Po chwili pojawiła się Kasia biegnąca w swojej firmowej drużynie. Tematów do wspólnych rozmów w coraz szerszym gronie nie brakło. W końcu pojawił się Bartek z torbą pełną numerów startowych, koszulek od organizatora oraz naszych drużynowych ufundowanych przez HRMax.pl.

Po odprawie udałem się na tradycyjną rozgrzewkę i na 10 minut przed biegiem dołączyłem do drużyny. Wykonaliśmy tradycyjne zdjęcie naszych tylnych części ciała, by uwidocznić imiona oraz adresy blogów.

Wkrótce miał nastąpić start. Najważniejszym celem było pokonać Anię i zdobyć przewagę na pierwszej zmianie. Kolejnym – poprawić wyniki sprzed roku. Marzeniem pokonać trasę w tempie 4:19/km co pozwoliłoby przybliżyć się do naszego celu – ukończenia sztafety w czasie poniżej 3h.

Z rozmowy przedstartowej z Anią usłyszałem, że cele ma podobne chce pobiec w 32 minuty. Mi taki czas daje osiągnięcie drugiego. Muszę więc pobiec na cel optimum licząc, że Ania nie będzie w stanie pobiec tak szybko.

Bieg

Po odliczaniu ruszyliśmy na trasę.

Było dość parno i ciepło. Chciałem rozpocząć spokojnie a zarazem nie tracić z oczu Ani. Niestety te dwa cele były nie do pogodzenia.

Podbieg, którego się obawiałem poszedł wyjątkowo lekko. Zdaje się, że na nim zgubiłem swoją rywalkę. Po płaskim nogi rozpędziły się i pierwszy km pokonałem w 4:13. 

Biegło mi się zdumiewająco szybko i lekko. Przez pewien czas wydawało się, że to zasługa lepszej techniki biegowej i w takim tempie dotrwam do samej mety. Podczas wiraży nerwowo oglądałem się gdzie jest Ania. Biegła jakieś 10 – 20m za mną i wydaje się, że kontrolowała bieg by móc zaatakować pod koniec dystansu. 

Rywalka przystąpiła do ataku szybciej niż się spodziewałem.  Na jakieś 300m przed rozpoczęciem 5km pętli oglądałem plecy Ani z adresem jej bloga. 2 km był jeszcze szybszy – 4:07.

Nie mogłem pozwolić na to by mi uciekła. Przyspieszyłem i przekraczając linię mety biegliśmy już ramię w ramię. (podobno wyglądaliśmy niczym truchtająca obrażona na siebie para ).

Na podbiegu Ania po raz kolejny zaatakowała. Próbowałem dotrzymać jej kroku, ale to ona wbiegła pod górę jako pierwsza. Za wszelką cenę starałem się nie stracić jej z oczu. Tętno sięgnęło 187 uderzeń, ale rozsądek w tej chwili nie dochodził do głosu. Liczyło się zwycięstwo.

Na moje szczęście rywalka poczuła w nogach ten podbieg i lekko zwolniła. Ja korzystając z jej kryzysu wysunąłem się na prowadzenie. Pulsometr uświadomił mi, że dalsze kilometry będą ciężkie. Tętno nie uspokoiło się a ja powoli opadałem z sił 3km w 4:27.

Świecące słońce dawało się mocno we znaki. Było duszno na dodatek praktycznie całą drogę nie można było liczyć na cień rzucany przez drzewa. W tej chwili żałowałem, że nie zadbałem o jakiś bidon. 4km w 4:27.

W głowie mimo opadania z sił kręciła się myśl, że najgorsze mam za sobą. Dwa strome podbiegi. Teraz po płaskim muszę tylko trzymać swój rytm biegu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy tuż przed 5km zobaczyłem kolejny podbieg. Po jego pokonaniu byłem już zmasakrowany. 5km w 4:30..

Biegnący obok kolega ze sztafety Charty z Arupa (155) zamienił ze mną parę słów. Przy tym poziomie zmęczenia nie byłem w stanie być elokwentnym rozmówcą. Poczęstował mnie łykiem izotonika. W smaku przypominało to jakiś środek do mycia naczyń, ale przynajmniej nawilżyło usta. Wielkie dzięki Mariusz! 

Niestety nie byłem w stanie dotrzymać mu kroku. Przechodziłem poważny kryzys. Gdybym biegł sam – pewnie był się zatrzymał i złapał oddech. To była jednak sztafeta.

Na pałeczkę i swoją kolej czekał Wojtek. Jak można sprawić zawód koledze? Powtarzałem sobie w głowie, że to przecież zaledwie 2km… 6km w 4:30.

Ostatni kilometr biegłem już wyłącznie siłą woli. Płaciłem potwornie wysoką cenę za mocny początek. Nerwowo spoglądałem za siebie czy nie mam na plecach reprezentantki bliźniaczej sztafety.

Zapewne gdyby Ania czaiła się za mną i tak nie miałbym szans na walkę na finiszu. Co ciekawsze  - nie obyło się bez kolejnego podbiegu pokonanego noga za nogą. 7km mimo ogromnego wysiłku w 4:36.

Końcowe metry usiłowałem przyspieszyć. Nogi wydawały się odporne na polecenia z centrali w oddali widziałem już Wojtka, który czekał na przekazanie pałeczki. Tym razem się przechwycić pałeczkę za pierwszym razem.

Czas netto: 31:53

Po biegu

Po kilku minutach i wchłonięciu trzech izotnoków doszedłem do siebie. Mogłem podzielić się wrażeniami z trasy oraz podopingować walczącego na trasie Wojtka. Niestety nie mogłem zostać do końca zawodów i po biegach Wojtka oraz Bartka udałem się do domu. Jeszcze po drodze podopingowałem Hanię.

Podsumowanie

Mój bieg był bardzo dobry jeśli chodzi o osiągnięte cele – było szybciej niż rok temu mimo bardziej pagórkowatej trasy. Pokonałem w biegu Anię. Jeśli chodzi o taktykę to bardziej zachowawcza zapewne dałaby lepszy rezultat, ale nie gwarantowałaby zwycięstwa.

Jako drużyna Blogacze I zajęli 61 miejsce na 403 drużyn przybiegając w czasie 03:11:06,68

na zmianach biegli:

1Michał7,195km31:53
2Wojtek10km39:20
3Bartek10km45:38
4Hania5km23:05
5Krzysiek5km26:20
6Ewa5km24:50

 

Nasz bliźniaczy skład Blogacze II zajął  77 miejsce i przybiegł w 03: 13:57,48

 

1Ania7,195km32:11
2Paweł10km45:26
3Leszek10km44:31
4Emilia5km27:22
5Artur5km21:25
6Marcin5km22:59

 

Niezmiernie miło było spotkać się z Wami. Liczę, że za rok znajdę więcej czasu na integrację.

 

Impreza

Co do strony organizacyjnej imprezy to chylę czoła przed organizatorami. Sprawili się perfekcyjnie. Szczególne słowa uznania należą się za wyczytywanie drużyn jakie mają przygotować się do zmian. Ania w tej roli sprawdziła się znakomicie.  W cenie wpisowego (50zł  za osobę) były koszulki bawełniane, numery (bez chipa – był on w pałeczce), woda na trasie, medal i izotonik na mecie.

Można narzekać jedynie na pagórkowatą trasę, która nie sprzyja osiąganiu rekordowych rezultatów.

Galeria


Komentarze facebook:

comments

to “Blogacze sztafeta maratońska – VIII Accreo Ekiden – 7,195km”

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.