Wybiegaj sprawność relacja

W poprzednią niedzielę brałem udział w bardzo nietypowym biegu. Różnił się wszystkim od innych imprez w których do tej pory uczestniczyłem.

źródło zdjęć www.maratonczyk.pl

Organizatorem imprezy jest jednoosobowo Janusz Bukowski – zapalony biegacz i społecznik. Janusza znam z Ergo treningów. Za jego namową zacząłem zbierać plastikowe nakrętki z napojów. Okazuje się, że dzięki takiej zbiórce zakupił już kilka wózków inwalidzkich. Tym razem postanowił zrobić coś wyjątkowego – bieg, z którego dochód będzie przeznaczony dla niepełnosprawnych. Dzięki wielkiej determinacji Janusza oraz pomocy sponsorów w dniu 17 października braliśmy udział w pierwszej edycji biegu "Wybiegaj sprawność".

Biuro zawodów mieściło się w Centrum Olimpijskim. Tam bardzo sprawnie zostałem zarejestrowany. Otrzymałem pakiet startowy, w którym była oddychająca koszulka oraz numer startowy. Nie było jednak na nim chipa do pomiaru czasu. Cel biegu był przecież inny. Nie chodziło o skupienie się na sobie własnych rezultatach. Biegliśmy aby dać możliwość realizacji marzeń innych. Mimo tej idei jakiś cel wynikowy miałem w głowie.  Po długiej przerwie w bieganiu  liczyłem na osiągnięcie wyniku poniżej 25 minut.

Pogoda była już jesienna. Chmury zasłaniały niebo a temperatura nie przekraczała 4 stopni. Zdecydowałem się założyć 1 warstwę testowanego zestawu Newline z rękawkami i nogawkami. Na wszystko nałożyłem otrzymaną koszulkę z numerem oraz czapkę i rękawiczki. 

Tak przygotowany udałem się na miejsce startu mieszczące się po drugiej stronie Wisłostrady. Tam po krótkiej rozgrzewce przeprowadzonej według wskazówek otrzymanych w Ortorehu. Po przybyciu na miejsce startu rozpoczęła się rozgrzewka przeprowadzona przez dziewczyny z World Class.  

Było dynamicznie zabawnie i z uśmiechem na twarzy.

Oraz nie tylko na twarzy :)

Sam bieg rozpoczął się z około 20 minutowym opóźnieniem przez dużą ilość osób, które chciały się zapisać bezpośrednio w biurze zawodów. Na starcie ustawiłem się z moim kolegą Piotrkiem. Mimo niedawnej kuracji antybiotykowej postanowił dotrzymać mi kroku.

Tuż po wystrzale startera na wąskiej uliczce powstał duży tłok. Staraliśmy się jak najszybciej wyprzedzić wolniejszych zawodników. Biegnąc obok ścieżki dość szybko złapaliśmy właściwe tempo. Ku mojemu zaskoczeniu Garmin pokazywał tempo 4:30 i czułem się dość komfortowo. Za chwilę trasa zbliżała wznosiła się do góry. Podbieg był krótki, ale bardzo stromy. Zerknąłem na tętno 181 – wygląda, że jestem nieźle przygotowany. Pierwszy kilometr przebiegłem w 4:27.

Trasa prowadziła nieco w dół w kierunku wody. Mimo tego ułatwienia tętno nie opadało a biegło się coraz ciężej. Wydawało mi się, że mimo tego będę w stanie utrzymać tempo. Drugi km nieco wolniej w 4:33.

Z każdą chwilą ból był coraz większy a tempo spadało 3km przebiegłem w 4:57.

Jednak najgorsze miało nadejść. Kumulacja nastąpiła po podbiegu. Tętno było bardzo wysokie, ja poczułem się słabo. Poprosiłem Piotrka, żeby biegł sam aż ja dojdę do siebie. Niemoc była przerażająca. Na 2 dni przed biegiem oddałem krew i to mogło być przyczyną kryzysu.  Przeszedłem do marszu. Po kilkunastu sekundach doszedłem do siebie i rozpocząłem bieg. Tempo było już znacznie wolniejsze – w okolicach 5:00/km. Ku mojemu zaskoczeniu udawało się utrzymać kontakt wzrokowy z Piotrkiem, ale o nadrobieniu dystansu nie było mowy.  Starałem się trzymać równe tempo tak aby nie być zmuszonym do zatrzymania. 4km był najwolniejszy przebiegnięty w 5:08.

Zaczynałem ostatni km biegu i powinienem rozpoczynać mocny finisz. Miałem jednak wrażenie, że do przebiegnięcia pozostało więcej niż 1000 metrów. Tuż po nawrocie na 4,5km lekko przyspieszyłem i wyprzedziłem zaskoczonego Piotrka. Od tej pory biegliśmy znowu razem nakręcając tempo. Po przebiegnięciu mostku i wybiciu przez Garmina piątego km (4:58) rozpocząłem właściwy finisz.

Za mną krok w krok biegł Piotrek oraz jeszcze jeden biegacz. Biegłem ciasno tuż przy krawężniku by nie ułatwić zadania rywalom. Na ostatniej prostej walczyliśmy w sprinterskim finiszu.

Udało mi się obronić pozycję i zakończyłem bieg w czasie 25:55. Wg Garmina przebiegłem 5,42km co daje średnie tempo 4,47/km. Można wiec powiedzieć, że mój cel (przebiegnięcie 5km poniżej 25 minut) został zrealizowany.

Na mecie ledwie trzymałem się na nogach. To był naprawdę trudny test dla organizmu wracającego do treningów i startów. Za linią mety czekał Janusz i osobiście gratulował ukończenia biegu. W obrębie naszej finiszującej trójki podziękowaliśmy sobie za rywalizację na ostatnich metrach. Po chwili zostaliśmy spisani przez organizatorów na listę zawodników, którzy ukończyli bieg (pomiar miejsc i czasu był dokonywany ręcznie). Nieco dalej otrzymaliśmy izotonik oraz wodę i udaliśmy się na pyszny żurek.

Po przebraniu się w suche ubrania wróciłem na biegi dziecięce oraz ceremonię wręczenia nagród dla zwycięzców biegów. Najbardziej wzruszającym momentem było przekazanie dwóch wózków niepełnosprawnym za pieniądze zebrane od biegaczy i sponsorów biegu. Na sam koniec nastąpił moment rozlosowania bardzo licznych nagród rzeczowych uczestnikom biegu.

Podsumowanie

Impreza na pewno zagości na stałe w moim kalendarzu biegowym ze względu na szczytny cel i doskonałą atmosferę. Janusz – ogromne gratulacje za zorganizowanie cudownego biegu.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.