XXVIII Bieg Chomiczówki – 15 km relacja

Bieg Chomiczówki na stałe zagościł w moim kalendarzu biegowym. Tym razem był rozgrywany w nietypowej wiosennej pogodzie. To sprzyjało biciu życiówek na tym dość nietypowym dystansie.

Odbiór pakietu startowego

Na odbiór pakietu zdecydowałem się dzień wcześniej. Jak zwykle na biegaczy czekało nieoznakowane biuro zawodów. Gdybym nie był tu rok temu miałbym problem. Z zaciekawieniem zerknąłem co znajduje się w pakiecie startowym. Z niewielkiej opłaty startowej nie spodziewałem się cudów, ale zaskoczył mnie na minus. Oprócz numeru startowego z zamocowanym chipem, agrafek, oraz broszury 25 lat biegu Chomiczówki rozdawanej już pewnie ze dwa lata znajdowała się ulotka promująca marsz dla grubasów :) W poprzednim razem była przynajmniej saszetka z izotonikiem.

Założenia przedstartowe

Mimo dużego obciążenia treningowego celowałem w pobicie życiówki. Cel trzymanie tempa w granicach 5:10 – 5:20/km ze wskazaniem na górną granicę tempa. Chciałem za wszelką cenę pobić życiówkę a bieg poniżej 5:20/km dawał mi ją.

Dzień startu

Obudziłem się po 8:30, zjadłem posiłek złożony z 2 bananów i 3 mandarynek popitch zieloną herbatą. Przed wyjazdem jeszcze zdążyłem wypić izotonik. Lekko po 10:00 byłem na miejscu parkując około 400m od Gimnazjum gdzie urządzono szatnie. Jak co roku oznaczenie tego miejsca było żadne. Pokibicowałem biegnącym na 5km i udałem się na rozgrzewkę i rozciąganie do szatni. Tam czekało mnie miłe zaskoczenie. Wreszcie można było złożyć swoje rzeczy do worków i odebrać je na podstawie numeru startowego. To duża poprawa w stosunku do poprzedniego roku i norma na innych zawodach…

Należy powiedzieć też słowo o toaletach. Były tylko dwie (jedna damska, jedna męska). Jak możecie się domyślać ustawiały się do nich długie kolejki. Zrobiłem rozgrzewkę i po zdaniu rzeczy potruchtałem na linię startu. Tam w kolejce do toalet spotkałem Piotra, z którym miałem pobiec pierwsze kilometry. Niestety ich liczba również przy linii mety (naliczyłem 6 szt.) była zdecydowanie za mała. Miałem duże obawy czy zdążę na start. Udało się mi wyjść z niej na 3 minuty przed rozpoczęciem biegu. Ustawiłem się grzecznie na końcu stawki i wystartowaliśmy.

Pierwsze okrążenie

Jako, że startowałem na końcu uniknąłem tłoku na starcie. Korek jednak czekał już na 1 zakręcie, gdzie wbiegamy na chodnik. Pobiegłem ten odcinek po trawniku by nie być wstrzymywany przez innych biegaczy.

Po wbiegnięciu na twardy teren skontrolowałem tempo. Było właściwe 5:10/km. Piotr mimo szczątkowego treningu dotrzymywał mi kroku. Pierwszy kilometr pokonaliśmy w 5:11/km.

W poprzednim biegu koncentrowałem się bardziej na samopoczuciu w trakcie biegu i na doganianiu kolejnych osób. Tym razem Forerunner był tym bezlitosnym katem, który weryfikował moje założenia przedstartowe. Niestety tym razem znowu nie mogłem na niego liczyć jeśli chodzi o monitorowanie tętna. Na szczęście biegłem na tempo, choć ta informacja pomagałaby mi planować wysiłek. Na 2 km została rozmieszczona mata rejestrująca międzyczasy. Mój zegarek pokazał 1.98km więc szacowane tempo musiało być bardzo bliskie prawdy. Drugi km w 5:11. Myślę, że jest ono odpowiednim dla mnie na tym dystansie. Teraz pozostaje je utrzymać na takim samym poziomie do końca a na ostatnim okrążeniu przyspieszyć. Trzeci km 5:10/km. Na tym etapie biegliśmy bardzo równo co rusz wyprzedzając wolniejszych biegaczy. Mimo chęci dociśnięcia tempa opanowaliśmy ambicje i przebiegliśmy kolejny kilometr w 5:11.

W tym momencie wbiegliśmy na bardziej kręty fragment trasy i wypadliśmy nieco z rytmu.

Mimo prób dociągnięcia tempa do pożądanej wartości 5km przebiegnięty w 5:15. Okrążenie oficjalnie rozpoczęło się około 200m później.

Drugie okrążenie

Wskazanie tempa było bezlitosne dla moich założeń i mobilizowało do szybkiego powrotu do założonego wcześniej. Rezultatem tego impulsu było przebiegnięcie kolejnego km w 5:12.

Po kilku minutach biegu zobaczyliśmy wyprzedzający nas radiowóz. Okazało się, że prowadził on najszybszych zawodników biegu. Minęli nas około 200m przed punktem pomiarowym na 7km. Byli ponad 2 razy szybsi od nas! 7km pokonany w 5:11. Od połowy dystansu lekko zaczęło mi doskwierać ścięgno. Obawiałem się przez chwilę, że będę musiał zejść z trasy. Na szczęście było to chwilowe. Piotrek zaczął się dopytywać o dystans gdy byliśmy na 8km, który upłynął nam w przepisowe 5:11.

Po chwili coraz większe grupy biegaczy zaczęły dublowanie. Zrobiło się ciasno i nieco niebezpiecznie. Widać, że do linii mety było bardzo blisko. Chwilę później Piotr odklepał i życzył mi powodzenia. Ruszyłem sam do walki ze sobą. Wielka szkoda, bo Piotrek doskonale dyktował tempo. Znowu 5:11 na 9km. Za wszelką cenę walczyłem o podtrzymanie tempa na krętym odcinku. Nogi o dziwo same zaczęły się kręcić i po raz pierwszy poczułem lekkość biegu. Chwilowe tempo sięgało nawet 5:06/km kilka zakrętów i spadło do mojej ulubionej wartości 5:11 i tak zakończyłem okrążenie.

Trzecie okrążenie

Cieszyłem się, że to już ostatnie kółko. Zmęczenie już trochę mi doskwierało i będę mógł nareszcie lekko przyspieszyć. Tłum biegaczy bardzo się rozrzedził. W związku z tym nie było praktycznie kogo ścigać. Moim jedynym motywatorem był Forerunner i udało się utrzymać je na poziomie 5:11. Założenia były wcale nie ambitne – utrzymać podobne tempo. Niestety zamiast przebiec kolejne kilometry szybciej sprzęt pomiarowy uparcie wskazywał niższe tempo. Tempo siadło do  5:15  na 12km.  Ewidentnie przeżywałem kryzys. Po wcześniejszych szaleńczych wskazaniach tętna nie było już śladu a licznik pokazywał 184 uderzenia. Wiedziałem, że ciężko będzie mi utrzymać mi poprzedni rytm. Na horyzoncie pojawiło się dwóch biegaczy, których mogłem traktować jako mój cel. Raz ja byłem tuż za ich plecami, raz oni odskakiwali. Ta wzajemna rywalizacja nie pomogła mi jednak w utrzymaniu właściwego tempa. Na 13km - 5:17. Z czasem do wszystkich w  grupie docierała świadomość bliskości mety. Nogi same zaczęły się lepiej kręcić i na wzajem nakręcaliśmy się do lepszego biegu. Skutek przerósł moje oczekiwania. Kilometr przebiegnięty w 5:10

Na ostatnim km desperacko walczyłem o co najmniej utrzymanie tempa. Po tętnie 186 wiedziałem, że nie dam rady finiszować cały kilometr. Zacząłem 500m później. Podziękowałem współtowarzyszom i na jednym z końcowych zakrętów przyspieszyłem. Biegłem ile sił w nogach,  płuca z trudem nadążały z podawaniem tlenu. Nie zauważyłem jak mignął mi ostatni km przebiegnięty w 5:06. Została mi ostatnia prosta.

Nie miałem kogo ścigać. Inni byli jakieś 100m przede mną i zachowali siły na finisz.

Mimo to dałem 100% z tego co mi pozostało.

Na zegarze ujrzałem czas 1:19:06! Życiówka pobita :)

Po biegu

Na szybko zawisł medal. Chwilę później otrzymałem folię NRC, która pozwoliła utrzymać ciepło, Czekając na Piotra poszedłem na ostatni wiraż kibicować innym. Wreszcie się pojawił – miałem obawy czy nie zejdzie z trasy…

Gdy znalazł się już on na mecie poszliśmy w kierunku bufetu. Niestety kolejka okazała się tak duża, że zamiast czekać udaliśmy się do sklepu.

Po posileniu się izotonikami i delicjami wróciliśmy do gimnazjum. Zrobiliśmy rozciąganie i po zmianie stroju udaliśmy się do domów. Na mnie czekał obiad po którym udałem się na zasłużoną drzemkę :)

Statystyka

Zająłem 498 miejsce na 867 osób, które ukończyły bieg.

Byłem 471 mężczyzną czyli wyprzedziło mnie 27 kobiet :)

Czas brutto: 01:19:06

Czas netto: 01:18:11

Średnia prędkość 11.51km/h

Pierwsze okrążenie 00:27:08 pozycja 554 średnia prędkość 11.06km/h  5:25 min/km

Drugie okrążenie   suma 00:53:22 00:26:14 pozycja  518 średnia prędkość 11.24km/h prędkość okrążenia 11,44km/h tempo 5:15 min/km

Trzecie okrążenie suma: 00:24:49 prędkość okrążenia 12,09km/h tempo 4:58min/km

Według pomiarów organizatora przyspieszałem, wg Garmina słabłem na ostatnich metrach. Komu ufać – nie wiem. Tym bardziej, że dokładność pomiaru była wręcz wzorcowa. Na 15km zmierzony dystans 15.06km co daje niewiarygodną rozbieżność na poziomie 0,4%. Biorąc pod uwagę to, że nie biegłem idealną, najkrótszą trasą pomiar staje się wręcz wzorowy.

Podsumowanie

Organizacja była niezła, ale można wytknąć kilka niedociągnięć..

Na minus:

  1. Brak oznaczeń kilometrowych na trasie.
  2. Brak wyraźnego oznaczenia biura, szatni i trasy dojścia na start
  3. Bardzo długa kolejka do bufetu
  4. Bardzo ubogi pakiet a właściwie jego brak
  5. Dość długie kolejki do toalet zarówno w szatni(2 szt) jak i na linii mety (6 szt.)

Żeby nie mówić jedynie o minusach trzeba pochwalić za:

  1. Wysokość wpisowego – 20 zł (100% podwyżka w stosunku do ubiegłego roku, ale można było za tą cenę pobiec w dwóch biegach)
  2. Oznaczenie trasy – mimo wielu zakrętów nigdy nie miałem dylematu gdzie skręcić.
  3. Organizacja ruchu – policjanci dobrze regulowali ruchem, w momentach gdy nikt nie biegł przepuszczali samochody
  4. Folia NRC była bardzo przydatna na mecie ze względu na dużą odległość do szatni.
  5. SMS z wynikiem został wysłany minuty po zakończeniu biegu.
  6. Dobre zabezpieczenie medyczne trasy. Co kilometr można było spotkać ratowników.

Wynik

Życiówka została pobita i to o prawie 2 minuty. Na wynik na pewno miała wpływ doskonała, wręcz wiosenna pogoda. Muszę powiedzieć, że jestem zadowolony ze swojego biegu. Po cichu muszę się przyznać, że sprawdziłem prognozę czasu na maratonie wg McMillan Running calculator. Zgadnijcie ile pokazał… 3:56:46 :) Marze, żeby to się spełniło… :)


Komentarze facebook:

comments

to “XXVIII Bieg Chomiczówki – 15 km relacja”

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.