Maraton S03 odcinek 4 – świąteczne bieganie

To był nie najlepszy biegowy tydzień. Znowu zaatakował mnie brak czasu, ostatnie szlify nowego mieszkanka i mniejsze niż zwykle zakupy prezentowe. Za to było wigilijne bieganie na podniesienie tempa przemiany materii oraz drugiego dnia świąt na spalenie zbędnych kalorii.

żródło: http://www.vectorstock.com/

Poniedziałek, 20 grudnia 2010 r. – Test wydolnościowy

Wypoczęty po niedzielnym nieróbstwie dokończyłem w Szpitalu na Solcu badania dla sportowców. USG serca, EKG, Spirometria i test wydolnościowy. Na rowerku stacjonarnym wykręciłem 16,5 Mets co daje 146% normy. O tym więcej w odrębnym wpisie, gdzie będę próbował Was zachęcić do takich badań.

Piątek, 24 grudnia 2010 r. – OWB1 + przebieżki – 12km

W wigilię trafiła się cudowna pogoda na bieganie – było słonecznie i około 5 stopni. Trochę żałowałem, że nie zabrałem ze sobą lżejszej odzieży do biegania. Zacząłem dość mocno – poniżej 6:00/km i o dziwo mimo rosnącego dystansu i kilku podbiegów nie wykraczałem poza założone ramy tętna. Wystarczył lekki powiew wiosny a poczułem moc. To cudowne uczucie gdy widać na własne oczy efekty treningów. Przebieżki wypadły również dobrze – średnio przebiegłem je w 4:30/km czując duży zapas prędkości. I jak tu nie można być optymistą ten świąteczny czas? :D

Niedziela, 26 grudnia 2010 r. – WB 17km (zamiast 20km)

Zima postanowiła pokazać inną, bardziej lodowatą twarz. Mimo zaledwie -2 na termometrze na dworze wiał arktyczny wiatr, który dawał temperaturę odczuwalną na poziomie -15 stopni. Uznałem, że to doskonałe warunki do przetestowania wełnianych skarpetek biegowych Icebreaker. Nie wiem czy to w święta wpadłem w jakiś stan hibernacji, ale moje tętno na starcie biegu było rewelacyjne. Przy prędkości 5:55/km serce kręciło się w okolicach 155 uderzeń! Nawet zimny wiatr, pofałdowana trasa i padający śnieg nie był w stanie tego zmienić. Chłonąłem kolejne kilometry ciesząc się z dobrej formy jaką obecnie prezentuję. Pozostaje mieć nadzieję, że kontuzję mnie nie dopadną i będę w stanie powalczyć wiosną o życiówki. Z tej sielanki wyrwał mnie zegarek – za 15 minut muszę być w domu. Z pełni zaplanowanego treningu  nici, ale zabrakło tylko 3km…

Podsumowanie

Po kilku dniach bez biegania odzyskałem świeżość, czuję moc w nogach. Widzę, że trening wg. Skarżyńskiego przynosi efekty. Nie można się nimi w pełni delektować będąc w rytmie treningowym. Wystarczy jednak trochę odpuścić by wrócił optymizm i prędkość. Kilometrażowo bardzo marnie – 29,52km.


Komentarze facebook:

comments

to “Maraton S03 odcinek 4 – świąteczne bieganie”

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.