Maraton S03 odcinek 3 – problemy ze zdrowiem i czasem

My biegacze lepiej niż inni ludzie gospodarujemy czasem. Wciskamy treningi w każdą wolną chwilę. Jednak czasami przychodzą takie chwile gdy po prostu nie dajemy rady. Jak jeszcze przyplącze się do tego przeziębienie – z czterech treningów robią się dwa.

Wtorek, 14 grudnia 2010 r.

Tym razem nie udało mi się zdążyć na kolejny Ergo Trening. Przyczyna – kolejne zakupy. Do treningu wystartowałem więc tuż przed 22:00. W końcu maraton coraz bliżej… Sypał śnieg więc wybrałem najlepiej odśnieżone odcinki chodników. Skonstruowałem pętle jak się później okazało długości 4,5km. Z jedynie dwoma skrzyżowaniami wyposażonymi we światła :) Biegło mi się dość szybko, choć bieganie w dość głębokim śniegu bardzo mnie męczyło. Pod koniec  pierwszego kółka biegłem około 1km pod wiatr. Wiał bardzo silnie – odbierał ciepło i ochotę do biegania. Udało mi się przełamać niechęć i dokończyłem kolejne okrążenie. Potem szybka rozgrzewka w truchcie i interwały. Biegając je na odcinku zaledwie 100m bardzo ciężko było mi  złapać właściwe tempo biegu. Wychodziły po około 5:30/km.

Niestety kolejnego dnia dopadł mnie katar i drapanie w gardle. Zamiast zarzynać organizm treningami postąpiłem zgodnie ze strategią Marcina Nagórka opublikowaną na jego blogu.

… obudziłem się z przykrym uczuciem drapania w gardle. Ewidentne miejscowe kłopoty. W związku z tym od razu zaordynowałem sobie przerwę. W takich przypadkach stosuję taktykę, która znakomicie się sprawdza – gdy tylko cokolwiek jest nie tak, odpuszczam, czekając, aż będzie dobrze. Wolę pauzowac nawet 3 dni i wrócić do treningu tryskając energią niż wyjść w stanie niepewnym, dobić się, chorować tydzień, a potem kolejne dwa odzyskiwać straconą moc.

żródło: http://800m.blox.pl/2010/12/Zabawa-w-kondycje.html

Zaordynowałem sobie kurację następującymi lekami: Iskial (tran z wątroby rekina) na poprawę odporności, Citrosept na wyleczenie przeziębienia i podniesienie odporności, Cirrus na chwilową ulgę w katarze, Rutinoscorbin też na katar, Cholinex na gardło. Po trzech dniach objawy się znacząco zmniejszyły i byłem gotowy do kolejnego treningu

Czwartek, 17 grudnia 2010 r.

Na kolejnym tym razem bardziej kameralnym spotkaniu mogłem poznać Mariusza Giżyńskiego. Postaram się napisać o tym szerzej w odrębnej notce.

Sobota, 18 grudnia 2010 – OWB1 – 11km

Tym razem pobiegłem utartymi ścieżkami Lasku na Kole. Leżący i nierówno ubity śnieg nie ułatwiał biegania i utrzymania się na odpowiednio wysokich obrotach. Udało się przyzwyczaić do panujących warunków. Kolejne okrążenia mijały mi na pilnowaniu tętna i walką z nierównymi ścieżkami. Było nieco krócej niż zaplanowałem – 11km. Objawy przeziębienia ustąpiły, pojawiły się za to inne problemy: potwornie bolące ścięgno oraz ból w kolanach. Na wieczór uskuteczniłem kurację maściami przeciwzapalnymi.

Niedziela

Mimo dużej chęci wyjścia na bieganie nie udało mi się wyjść na bieganie w niedzielę. Jedyne czym mogę się pocieszać to tym, że będę lepiej wypoczęty na zaplanowany na poniedziałek test wysiłkowy.

Podsumowanie

Pokonałem jedynie 23km – więc nie ma powodów do dumy. Pozostaje wierzyć, że w kolejnym tygodniu nie zabraknie czasu i zdrowia do kolejnego 4 treningowego tygodnia.

 

 


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.