Maraton S03 odcinek 2 – na skróty

Kolejny odcinek serialu przesunął się w czasie, ale to nie znaczy, że nie biegam. Mam jedynie problem ze znalezieniem czasu, żeby to wszystko Wam opisać.

Ten tydzień był wejściem w normalny rytm treningowy. Zrobiłem go nieco na skróty, ale lepiej zrobić krótszy trening niż nie zrobić go wcale.

źródło: http://www.berryreview.com

Wtorek, 7 grudnia 2010 – OWB1 + przebieżki – 9km + GS (zamiast 12km)

Zimą ciężko mi biegać o świcie. Jakoś ciężej zwlec się z łóżka, jest zimniej, chodniki bywają jeszcze nieodśnieżone. Stąd moja zmiana na wieczorne bieganie.

Ostatnio staram się co tydzień uczestniczyć w Ergo treningach. Tym razem byłem spóźniony przez załatwianie spraw związanych z wykańczaniem mieszkania. Gdy przybyłem do sklepu grupa już wybiegła. Na szczęście mogłem jeszcze zostawić swoje rzeczy. Pędziłem więc co sił (poniżej 4:30/km) w kierunku Ogrodu Krasińskich. Doganiałem ekipę dopiero przed skrzyżowaniem ul Andersa ze Świętojerską. Tradycyjnie pobiegłem ze słabszą grupą ze względu na zaplanowane przebieżki. Bieg nad Wisłą upływał w poszukiwaniu wydeptanych w śniegu ścieżek. Na nasze szczęście nie wiało, więc biegło się całkiem przyjemnie. Nieco dalej czekała nas wspinaczka na krakowskie przedmieście w dobrym tętnie (176). Szczególnie porównując do debiutu na tej trasie (195)! Potem wykonaliśmy przebieżki po około 100m. W grupie zrobiłem 4 kolejne 4 wykonywałem po drodze. To był dobry trening w doborowym towarzystwie zakończony gimnastyką siłową w domu. Jedyne co mąci ten ideał to dystans nieco mniejszy niż zakładał plan.

Czwartek, 9 grudnia 2010 – KROSS P – 29 minut (zamiast 35)

Jurek Skarżyński musiał mieć nie po kolei w głowie, żeby w środku zimy biegać po górkach. Tego dnia warunki były bardzo niesprzyjające. Na chodnikach i ścieżkach parku zalegał zmrożony śnieg. Nie zwiastowało to ciekawego treningu. Moje obawy były uzasadnione. Ścieżka upatrzona latem na tego rodzaju bieganie okazała się potwornie zasypana śniegiem, a lodowa pokrywa z trudem pozwalała na utrzymanie się na nogach. Skróciłem więc trasę do około 700m pętli. Zaczynała się ona szaleńczym zbiegiem śliską ścieżką biegnąca pomiędzy dwoma zamarzniętymi stawami. Podbieg był równie trudny – nawet trialowe buty nie radziły sobie na oblodzonym podbiegu. Z każdym kolejnym okrążeniem ciało, ku mojemu zdumieniu, przyzwyczajało się do trudnych warunków zgotowanych przez naturę. Nadal prześladowała mnie ta myśl: mam nie po kolei w głowie biegając po górkach w taką pogodę. Pocieszeniem może być fakt, że pewnie takich jak ja jest jeszcze kilku. Z planowanych 35 minutach krosu wykonałem jedynie 29. Znowu idę na skróty…

Sobota, 11 grudnia 2010 r, OWB1 – 8km zamiast 12km

Zima zmusza do odejścia od utartych schematów. W inne pory roku staram się uciec od miejskiej dżungli i ruszam na podbój podmiejskich i wiejskich ścieżek. Tym razem muszę poszukać bezpieczeństwa na odśnieżonych chodnikach. Właśnie na zimowe chłody starałem się poszukać trasy, która osłoni mnie od wiatru i pozwoli na bezpieczny trening.

Niestety ze względu na nie cierpiące zwłoki sprawy wykończenia mieszkania – ledwie wepchnąłem ten trening w grafik. Wytyczona trasa okazała się ciekawa i co ważne dość długa. Jedno okrążenie wokół mojego rodzinnego miasta zajmuje mi niecałe 8km. Gdybym chciał to samo zrobić w Warszawie musiałbym pewnie biegać ze trzy doby. Wytyczone okrążenie ma delikatne podbiegi i dość strome zbiegi. Na pewno sprzyja ona "kształtowaniu czucia mięśniowego" jakby powiedział Jurek Skarżyński.

Stanąłem więc na starcie wyścigu na 1h. Po jednej stronie ja – po drugiej obiad u babci. Spóźnienie na posiłek jest jednym z najcięższych występków. Czy muszę się tłumaczyć dlaczego zrobiłem jedynie 8km?

Poniżej moja zimowa trasa z Zambrowa:

Niedziela, 12 grudnia 2010 – WB 16km + GS

Ten trening zapamiętam głównie ze względu na szalejące wg. mojego Forerunnera tętno. Pasek mojego pulsometru wymaga niezwykłej troski w posługiwaniu się nim. Należy postępować zgodnie z instrukcją i po każdym treningu przemywać pasek wodą a przynajmniej raz w tygodniu zafundować mu ręczne pranie z wykorzystaniem mydła. Bez tego urządzenie mści się w dość wyrafinowany sposób – rejestrując bardzo wysokie tętno. Poprawianie paska pomaga na niewielki czas. Wycieranie założonego czujnika koszulką również nie rozwiązuje problemu. Jedynym wyjściem było zdjęcie go z ciała (przy mrozie około -6 stopni) wytarcie rękawiczkami i ponowne założenie.

Pierwsze okrążenie było dla mnie wyjątkowo trudne – padający śnieg i lekki wiatr zniechęcał do biegania. Czułem się ociężały i niemrawy. Wybitnie to nie był mój dzień na bieganie. Inni mężczyźni chyba mieli równie kryzysowe dni. W niedzielny poranek na około 12 osób odśnieżających chodniki spotkałem jedynie 1 mężczyznę :)
Po skończeniu 1 okrążenia udało mi się przełamać swoją niechęć i niechciejstwo i zrobić 16km. Tempo wybitnie spacerowe około 6:40/km.

W ramach rekompensaty za wolny bieg zrobiłem jeszcze gimnastykę siłową. Na koniec dnia wniosłem jeszcze do nowego mieszkania ponad 200kg gresu – czy można to zaliczyć jako 3 GS w tygodniu?

Podsumowanie

Wreszcie zrobiłem pełny trening (4 razy w tygodniu). Dystans został nieco skrócony więc mogę zaliczyć wykonanie na jakieś 90%. Samopoczucie i tempo bez rewelacji, ale tak to jest po powrocie po okresie lenistwa…

 

 


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.