XXII Bieg niepodległości – relacja

Bieg, którego miało nie być. Bo niby co ma robić tam gość, który nie przebiegł od kilku miesięcy 10km?  Coś mnie podkusiło, żeby spróbować swoich sił w konkursach organizowanych na facebook.com/bieganie i runblog.pl. Szczęśliwie udało się wygrać i zamiast truchtać w samotności miałem możliwość uczestniczenia w drugim co do wielkości biegu w Warszawie.

źródło: http://www.zabiegajopamiec.waw.pl/

Pogoda

W tym roku aura była łaskawa dla biegaczy. Około 8 stopni Celsjusza, pochmurno z niewielkimi przebłyskami jesiennego słońca. Niewielkie podmuchy wiatru. Jednym słowem optymalne warunki do biegania.

Plan

Moim celem w tym biegu było zejście poniżej godziny. Nie wiedziałem czy to będzie realne. Po 3 miesiącach przerwy, 3 odbytych treningach i nie do końca zaleczonym Achillesie trudno o planowanie. Biegłem więc na samopoczucie i tętno. Starałem się trzymać 180 uderzeń na minutę. Wiem, że taki wysiłek jestem (byłem) w stanie znieść przez 10 km.

Przed startem

Mimo mapki z planem miasteczka biegowego zgubiłem się. Zwiedziłem biuro zawodów  by finalnie dotrzeć do namiotu gdzie zostało zorganizowane biuro prasowe. Dużym ułatwieniem byłoby oznaczenie dużymi numerkami poszczególnych budynków. Bez problemu odebrałem pakiet startowy, który składał się z: numeru startowego zszytego z chipem, czerwonej (podobno farbującej) bawełnianej koszulki, worka do przebieralni oraz frotki od sponsora. Biorąc pod uwagę, że czekały na mecie medale, izotoniki oraz catering cena 30zł jest niewygórowana.

Wróciłem do samochodu, aby w spokoju przymocować numer do koszulki. Zamiast biec w nasiąkającej jak gąbka bawełnie wybrałem białą oddychającą koszulkę jaką otrzymałem w biegu dookoła zoo. Będę mógł więc wkomponować się we flagę i czuć się komfortowo w trakcie wysiłku. Na 1,5 godziny przed biegiem wypiłem 0,7l izotonika, zjadłem banana i batona.

W czasie pozostałym do zawodów zwiedzałem stoiska wystawców i wymalowałem sobie na policzkach biało-czerwone barwy.

 

źródło: http://www.zabiegajopamiec.waw.pl/

Nawodnienie było prawidłowe, bo aż 3 krotnie sprawdzałem czy jest wystarczająca ilość toalet na tylu uczestników :) Nie musiałem zbyt długo czekać. Tu więc należy się plus organizatorom.

Na 30 minut przed startem rozpocząłem rozgrzewkę. Spociłem się dość mocno – zastanawiałem się czy aby mój strój jest adekwatny. W międzyczasie rozpoczęła się kolejna rozgrzewka poprowadzona przez Marcina Urbasia. Skorzystałem i z tej możliwości dogrzania mięśni ucząc się przy okazji nowych ćwiczeń.

Po zakończeniu rozgrzewki udałem się na koniec strefy 55:00 (tuż przed 60:00). Nagłośnienie w tej odległości było bardzo kiepskie. Wiele osób nie słyszało nawet jak mamy utworzyć flagę z koszulek. Potem nastąpiło długie oczekiwanie na start. Na początku wystartowali wózkarza i rolkarze. My musieliśmy jeszcze czekać kolejne długie minuty. Próbowałem znaleźć jakąś osobę biegnącą na czas poniżej 60:00 zgodnie z ustawieniem strefowym. Słyszałem wielokrotnie odpowiedź, że biegną aby dobiec. Gdy odpytałem po co w takim razie ustawili się w niewłaściwej strefie stwierdzili, że stąd bliżej do linii startu. Jak widać biegi mamy coraz lepiej zorganizowane, ale wiele wody upłynie w Wiśle zanim uczestnicy nauczą się przestrzegania zasad.

Wreszcie po 5 minutach przekroczyłem linię startu.

Bieg

1km bardzo ciasno – mimo ustawienia we właściwej strefie wyprzedzałem mnóstwo biegaczy. Tempo 1km mocno mnie zaskoczyło 5:45/km! Nawet nie wskoczyłem w optymalne tętno rzędu 180 :) Powinno być dobrze.

2km kolejny kilometr znowu upłynął na wyprzedzaniu wielu osób. Tętno kręciło się poniżej 180 a tempo 5:32/km! Idealnie byłoby tak przebiec cały dystans. Niestety za chwilę nastąpi koniec sielanki. Z oddali zaczęła się wyłaniać biało czerwona flaga nad Al. Jerozolimskimi. Widok był niesamowity, bo większość zawodników utrzymywało wyznaczone na starcie strony.

Obawiałem się, że po rozpoczęciu podbiegu moje tętno poszybuje do 190 i nie będę go w stanie zbić niższym tempem. Takie uroki niewytrenowania. Nie atakowałem więc wzniesienia z pełnym zaangażowaniem. Pokonałem go z tętnem 185 i w trakcie zbiegu wróciłem na normalne tory.

W międzyczasie Mariusz Giżyński walczył z rywalem i  z drugim podbiegiem. Dopingowaliśmy go ile sił w zmęczonych biegiem płucach. Jak potem okazało się, był to decydujący moment. Na zbiegu Mariusz uzyskał przewagę, której nie oddał do mety.

3km - średnie tempo wolniejsze od poprzedniego 5:43/km, ale nadal jestem ponad zakładany plan. Widzę,  że jestem w stanie trzymać 5:45/km do końca biegu – modyfikuję więc założenia startowe.

4km – średnie tempo wzrosło do 5:35/km serce w równym rytmem 180 uderzeń na sekundę pompuje krew. Wyprzedzam innych biegaczy. Jednym słowem jest idealnie. Po drodze przyszła mi do głowy myśl, że jeśli marzę o złamaniu 4h w maratonie muszę biegać w takim tempie znacznie dłuższe dystanse. Jak kontuzja mnie nie dopadnie – spróbuję powalczyć w Dębnie.

W międzyczasie na hulajnogach wyprzedziły mnie jakieś dzieciaki. Myślałem, że szybko zrezygnują, ale przez prawie 2km towarzyszyły biegaczom. Niesamowite jest to ile drzemie w nas energii w młodości.

5km – półmetek wg Forerunnera pokonany w 28:17 w rzeczywistości po około 10 sekundach mijam linię półmetka. Średnie tempo 05:42/km.  Od nawrotu poczułem się jakbym opadł z sił. Nie mam pojęcia czy to moja psychika siadła czy zaczęliśmy biec pod wiatr. Szukałem kogoś biegnącego nieco szybciej ode mnie i próbowałem gonić.

6km – na niewiele zdały się moje zabiegi motywujące tempo spadło do 5:44/km, ale tętno już wyskoczyło lekko ponad 180. Po raz pierwszy od rozpoczęcia biegu czułem dyskomfort w kontuzjowanym ścięgnie Achillesa. Jakieś 500m dalej spotkaliśmy najstarszego uczestnika biegu – 84 letniego Jana Niedźwieckiego zamykającego bieg. Zgotowaliśmy mu gorącą owację :)

7km – średnie tempo 05:42/km tętno podniosło się do 182. Czekał mnie kolejny podbieg, ale tym razem atakowałem silnie wzniesienie starając się utrzymać dotychczasowe tempo. Zbieg udało się zrobić na pełnym rozluźnieniu. Nogi same się kręciły…

8km – 05:36/km tętno znowu o oczko wyżej 183. Zapamiętałem dróżniczkę, która mówiła o pozostałych 2km do mety. Szkoda, że organizatorzy nie pokusili się o oznaczenie kilometrów trasy. Starałem się dotrwać do 9km w dobrej formie, żeby móc rozpocząć finisz.

9km – 05:41/km tętno jak wcześniej 183. Teraz czas na wrzucenie wyższego biegu. Mimo tego, że minęło już sporo czasu cały czas było ciasno. Osoby spacerujące z kijkami skutecznie blokowały zawodników. Usiłowałem przecisnąć się do przodu lawirując między innymi zawodnikami. Od baneru Centrum Biegowego Ergo przycisnąłem ile fabryka dała.

10km META Dobiegłem w niezłym czasie 56:26. Po zakończeniu biegu byłem zmęczony. Dałem z siebie tyle ile mogłem, nawet trochę więcej bo w lewym ścięgnie Achillesa poczułem dziwnie rozlewające się ciepło. Z wyniku jestem zadowolony – godzina złamana i to z ogromnym zapasem.

Za metą jak zwykle powstał korek. Najpierw nastąpiło zczytywanie chipów, zdawanie ich (niezwykle ciężko odczepić go od numeru startowego). Otrzymałem medal, nawet udało się załapać na izotonik choć widziałem pazerne osoby niosące po 2 :( Jak okazało się później zabrakło napoi dla wolniejszych biegaczy. Otrzymałem jeszcze papierowy certyfikat z biegu i nie czekając na catering, poszedłem do samochodu.

Statystyka

Według klasyfikacji brutto zająłem 3888 miejsce na 5756, które dobiegły do mety. Czas brutto 01:01:33. Na półmetku osiągnąłem 00:33:34 i byłem 4205. Wyprzedziłem więc od 5km aż 317 osób. Założę się, że w pierwszej części prześcignąłem co najmniej 2 razy więcej. Wg klasyfikacji netto byłem 3551.

Podsumowanie

Uważam, że taki bieg to manifestacja zdrowego patrioryzmu. Niestety media poświęcają więcej czasu na demonstracje które kończą się starciami z Policją niż na jedną z większych imprez sportowych dla amatorów. Co do samego biegu to należą się słowa uznania dla organizatorów za świetną imprezę. Chętnie pojawię się za rok.

Co do uczestników – to musimy nauczyć się kultury biegowej. Ustawiania się w strefach czasowych, szacunku do współuczestników.

Na plus:

  • Świetny pomysł z żywą flagą
  • Najlepsza manifestacja patriotyzmu w Warszawie
  • Wyznaczenie stref czasowych
  • Dobra frekwencja
  • Napoje i catering
  • Podobno szatnie bez zarzutu – sprawnie i szybko.

Nad czym można popracować:

  • Oznaczenie miasteczka biegowego, zbyt mała ilość map

Co do poprawy:

  • Oznaczenie trasy co kilometr
  • Odstępy od zawodników Nordic Walking. Powinni startować na końcu za biegaczami
  • Ustawianie się w strefach
  • Nagłośnienie startu

Komentarze facebook:

comments

to “XXII Bieg niepodległości – relacja”

  • Mateusz z runblog.pl Says:

    Dobrze, że wyleczyłeś się z problemów ze ścięgnem :) 
    Mi się najbardziej nie podobał tłok na starcie, masakra!

  • michal Says:

    Co do ścięgna to jakoś jest – nie jestem zadowolony z leczenia, ale mogę biegać a to najważniejsze. Jeśli chodzi o tłok na starcie to trzeba zacząć się przyzwyczajać. Coraz więcej osób biega. Inna sprawa, że musimy jako biegacze propagować dyscyplinę i ustawianie się w strefach – wtedy będzie łatwiej i przyjemniej biegać nawet w tłumie.

  • Midi Says:

    Gratulacje! Ładny wynik, jak na dłuższą przerwę i tłok na trasie.
    Też uważam, że to najżywsza i najbardziej naturalna impreza patriotyczna, na pewno wyzwala w ludziach więcej pozytywnej energii niż manifestacje, parady wojskowe czy wywieszanie flag…
    Moje ścięgno pozdrawiam Twoje ścięgno ;) Mam nadzieję, że powrót do biegania nie zaszkodzi.

  • michal Says:

    Dziękuje za pozdrowienia i gratulacje. Mam nadzieję, że Ty też już biegasz.

  • Podsumowanie sezonu 2010 – 2011 | Bieganie blog - o zdrowiu, życiu, wyzwaniach Says:

    [...] W międzyczasie dzięki wygranej w konkursie na runblog.pl miałem okazję wystartować w Biegu Niepodległości. Po zaledwie 2 treningach nie nastawiałem się na osiągnięcie żadnego wyniku. Biegłem na [...]

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.