Kryzys VIII tydzień przygotowań

Na początku tygodnia cieszyłem się z powrotu do biegania. Czułem siłę i moc w nogach. Sobota zwiastowała jakiś spadek formy, ale nie odebrałem tego jako chorobę. Finał miał miejsce podczas długiego wybiegania na koniec moje tętno wynosiło ponad 220. Przegiąłem z treningiem, wizja debiutu maratońskiego się oddala. Kolejny tydzień zajmie mi pewnie poszukiwanie źródła problemu :(

Wtorek

Wczoraj miałem ochotę wyjść na trening, ale kuracja antybiotykowa pozostawiła niepokojące objawy żołądkowe. Wieczorem też mnie nawiedziły.. :( Wstałem przez to niewyspany z bolącą głową, ale nie dałem się złamać i wyszedłem na trening. Nareszcie było chłodniej około 15 stopni, lekka mżawka. Moja ulubiona pogoda do biegania. Na pierwszy dzień celem było przebiegnięcie 6km w tempie poniżej 6:00/km. Początki były trudne. Rozleniwiony organizm przytłoczony niezbyt dobrze przespaną nocą nie kwapił się do szybkiego biegu. Normalnie ciężko mi utrzymać zadane tempo wolnego biegu. Teraz przyszło mi to bez trudu. Stopniowo przyzwyczaiłem się do wysiłku i przebiegałem kolejne kilometry. Nieróbstwo przełamane.

Środa

Wczoraj pod koniec dnia poczułem ból prawego kolana pod rzepką. Niewiele lepiej było rano. Poranna pobudka przyszła mi z trudem. Muszę na nowo przyzwyczaić się do wcześniejszego wstawania. Pogoda była niezła – 19 stopni i sucho mimo zapowiedzi rzęsistego deszczu. Na dzisiaj zaplanowałem dłuższy – 8km spokojny bieg w tempie 6:00/km. Od początku dokuczał mi zjedzony przed treningiem banan. Rzadko się zdarza, że mam takie uczucie ciężkości na żołądku. Rozpocząłem spokojnie pierwszy kilometr w tempie 6:28/km  i stopniowo, nieświadomie przyspieszałem. 2km – 06:03,3km – 6:00,4km – 5:47, 5km – 5:48. Gdy na 6km zobaczyłem kolejny wzrost tempa( 5:42/km), postanowiłem zmienić jego charakter na BNP. Przedostatni km zrobiłem  w 5:26/km by na ostatnim mimo podbiegów zrobić  5:12/km. Czułem się bardzo dobrze więc ostatnie 200m pokonałem w  04:20/km. Jak widać muszę mieć trenera, który ciągnie za rękę dyktując właściwe tempo. Miało być spokojnie wyszło jak zwykle – szybko. Jutro już muszę trzymać się w ryzach i zrobić spokojny trening. Moja rekonwalescencja po chorobie i wolne wchodzenie na obroty uważam za zakończone.

Piątek

Całą noc padał deszcz, na szczęście rano się rozpogodziło. Czekał mnie kolejny bieg po Parku Moczydłowskim za względu na  to, że w parku Księcia Janusza po opadach deszczu gliniane ścieżki zamieniają się w śliską breję. Jakoś nie miałem ochoty na wolne człapanie więc zdecydowałem się poszukać w Parku Moczydłowskim idealnej trasy do realizacji krosu. Po 2km truchtania po równym zacząłem pętle zbiegając do stawów potem na wbiegając pod górę odkryłem wąską asfaltową pętlę długości 600m z licznymi zakrętami podbiegami i zbiegami. Biegało mi się świetnie nogi same niosły do przodu a ostre zakręty urozmaicały trasę. Mimo rosnącego zmęczenia biegłem coraz szybciej. Z tego transu wybijały mnie rozwiązujące się sznurówki. Niedokładnie je zawiązałem. Po pokonaniu 4 okrążeń truchtem wróciłem do domu. Mimo sporej przerwy w treningach czułem moc w nogach – to świetny objaw :)

Sobota

Czułem w mięśniach wczorajsze szaleństwo byłem ociężały i niemrawy. Wystartowałem naprawdę powoli i bez problemu trzymałem tempo, co zdarza mi się rzadko. Obserwowałem z uwagą moje tętno. Nawet przy bieganiu około 6:20/km wydawało mi się, że serce bije szybciej niż zwykle. Najprawdopodobniej jest to związane z przerwą w treningu. Już w domu przeanalizowałem dwa biegi: dzisiejszy oraz sprzed 4 tygodni.  Co się okazało? Mam spadek formy. Poprzednio biegałem w średnim tempie 06:14/km przy średnim tętnie 147 uderzeń. Teraz przy tempie 06:20/km mam średnią 149 uderzeń. Czuję się jednak dobrze i wierzę, że uda mi się wrócić do poprzedniej formy przed maratonem. Choć może to jedynie efekt mocnego treningu?

Niedziela

Długie wybieganie. To było tak dawno, że aż nie pamiętam kiedy je robiłem. Planowany dystans to 24km – bardzo dużo jak na powrót po nic nie robieniu. Dzień wcześniej przygotowałem trasę biegnącą przez Wolę, Bemowo, Chomiczówkę, Kampinos, Klaudyn, Bemowo i Wolę. Przygotowałem pas – do buteleczek nalałem izotonik. Trudniejsze było zabranie ze sobą czegoś do jedzenia. Najchętniej wziąłbym banana, ale nie mieścił się do małej kieszonki w pasie. Po chwili kombinowania znalazłem dla niego dogodne miejsce, po raz pierwszy zabrałem ze sobą telefon (na wszelki wypadek) i ruszyłem.

Dzień był ciepły i parny, ale słońce od czasu do czasu wyglądały zza chmur. Biegło mi się dobrze, choć pas z dodatkowym obciążeniem nie ułatwiał zadania. Trochę bałem się o buteleczki, które potrafią się odczepiać i banana umocowanego prowizoryczne do pasa. Mimo obaw dodatkowy sprzęt trzymał się mocno do końca biegu. Gdy dobiegałem do ulicy Conrada okolica przywoła wspomnienia  z zimowego biegania. Obawiałem się, że nie trafię do lasu, bo w tej okolicy jeszcze nie byłem. Po drodze spotkałem biegaczkę, która szybszym tempem wytyczała szlak. Tak też trafiłem do lasu. Było mokro i powietrze było zgniłe. Na 10km już wbiegłem w postindustrialny krajobraz. Jakieś fabryki, wysypisko śmieci. W tych pięknych okolicznościach przyrody wyjąłem banana i powoli go skonsumowałem. Nie odczułem żadnych skutków pozytywnych (wzrostu energii) ani negatywnych (zaleganie na żołądku). Może tętno trochę podskoczyło. Zobaczyłem znak koniec Warszawa początek Klaudyn. Trochę zdębiałem, ale startujący samolot upewnił mnie, że biegnę w dobrym kierunku. Przez chwilę biegłem poboczem drogi by za jakiś kilometr biec leśną ścieżką biegnącą równolegle do drogi. Wbiegłem w ulicę Radiową by po chwili skręcić w Kilińskiego w kierunku WATu. Czułem rosnące zmęczenie.

Od 16km zaczęła się walka z samym sobą. Domyślałem się, że taki kryzys przyjdzie – tętno skoczyło do 170, ale nie zwalniałem. Z każdym kilometrem było gorzej a tętno powoli rosło. Na podbiegu pod wiadukt było około 180, ale na zbiegu spadło do 160. Skupiłem się na pozostałym dystansie. Sporo mi zostało, więc zdecydowałem o skróceniu dystansu byle dobiec do domu. Straciłem z oczu tętno (przełączyłem się na inny widok) a nie było ciekawie… Tętno podbiło się do prawie 200 (!) po czym lekko spadło. Czułem się wykończony, było mi duszno, ale siłą woli ciągnąłem dalej. Oddech nie był płytki i przyspieszony, ale moje tętno wariowało. Miałem w głowie jeden cel przebiec dystans półmaratonu (w końcu planuje takie wyzwanie i to w szybszym tempie) Ciągnąłem z mozołem do końca noga za nogą. Gdy przełączyłem widok oniemiałem – 220!!! Stop koniec. Coś dramatycznego się stało. Jakaś choroba? Osłabienie antybiotykami? Tym treningiem chyba udowodniłem sobie, że maraton zdecydowanie nie w tym roku :(


Komentarze facebook:

comments

to “Kryzys VIII tydzień przygotowań”

  • BoberPL Says:

    A ja ostatnio puls powyżej 200 miałem we wrześniu 2009. Trochę zazdroszczę, że potrafisz wjechać na takie obroty.
    Widzę, że nie tylko ja mam problemy z wczesnym wstawaniem. Od tygodnia wstaję codziennie o 6:00 i szukam budzika, bo codziennie go chowam. Później wstaję o 12:00 i idę biegać ;-)
    Mam nadzieję, że nie zrezygnujesz z maratonu, bo, w przeciwnym razie, nie będziemy mieli co czytać ;-)

  • michal Says:

    Odcinek z poprzedniego tygodnia niebawem :)

  • Midi Says:

    A ja bym nie wierzyła ślepo pulsometrowi – szansa, że przy tempie 6:20 / km dobijesz do 220 bpm jest nikła, chyba że to stan przedzawałowy ;) Może to było jakieś chwilowe przekłamanie? Jasne, że infekcje, antybiotyki, niewyspanie itd. podwyższają tętno, ale nie do poziomu powyżej HRmax :)

  • Janek Says:

    Wpadnij do sklepu w tym tyg. to pogadamy chwilę. :) Też szykuję się na maraton, ale trenując >5razy w tyg. i mało śpiąc nie nadażam z regeneracją i nie mam superkompensacji – to sao było chyba u Ciebie – miałeś trudny koniec tyg. piatek, sobota i niedziela.
    PS
    Moje trenngi możesz podejrzeć tutaj (kolor zielony) – zaraz się zaktualizują :)
    PPS
    Pomyśl co powiedziałby Skarżyński na wycieczkę biegową kończącą się tętnem 220. Już 150 te pewnie za dużo jak na długie wybieganie!
    Pzdr,
    Janek

  • michal Says:

    Midi – masz rację, ale to miało być w następnym dramatycznym odcinku :)

  • michal Says:

    Janek z chęcią wpadnę może w przerwie obiadowej :)
    Też uważam, że przegiąłem i to potwornie, ale ta chora ambicja nadrabiania tego co stracone nie daje mi spokoju. Wolę nie myśleć o Jurku, bo usłyszałbym kilka ciepłych słów ;)

  • krzysiek162333 Says:

    Czesc czytam twoj blog regularnie i mam pytanie.
    Moglbys ocenic moje przygotowania do moich zawodow. Wszystko jest opisane na moim blogu: krzysiek162333.pinger.pl . Potrzebuje opinii jakiejs doswiadczonej osoby. Z gory dzieki ;) .

  • michal Says:

    Hej,
    Nie jestem doświadczoną osobą i cieszę się, że mnie za taką uważasz. Na blogu wrzuciłem Ci parę przemyśleń i porad.

  • krzysiek162333 Says:

    Dzieki wielkie za rady o to mi chodzilo. Tez tak myslalem zeby zrobic jakies wieksze wybieganie raz w tygodniu(mi wyjdzie 9 km). A plan jest podejrzany bo sam go wymyslilem :) prosty uklad 3 razy w tygodniu bieg moja trasa a raz na jakis czas Interwaly.Jeszcze raz wielkie dzieki, i ksiazke napewno zakupie.
    Ps.Sory za skopiowanie zdjecia myslalem ze go z neta sciagnoles, a nie ze jest to przez ciebie zrobona fota, w kazdym razie juz usunolem.Jeszcze raz dzieki.

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.