Test na 10km – IV tydzień przygotowań

Ten tydzień upłynął mi pod znakiem testu na 10km. Zaliczyłem go w satysfakcjonującym mnie czasie 00:49:05. Wg kalkulatora McMilana szacowany wynik maratoński kształtuje się na poziomie 3:50:21. Jestem więc na dobrej drodze do osiągnięcia wymarzonego wyniku.

Dzięki podarowanemu przez Janka zestawowi suplementów zdecydowałem się na wypróbowanie Chondroityny w celu wzmocnienia ścięgien i chrząstek stawowych. Nie jestem zwolennikiem suplementacji, ale w wypadku moich dziwnych dolegliwości szukam na nie sposobu.  

Wt, 29 cze 2010 6:09 (00:45:52)
1M jog, 4 x (800m fast, 200m jog) 1M jog

Po dniu odpoczynku czułem się znacznie lepiej niż w poniedziałek. Byłem wtedy nieco rozbity i szukałem rozpaczliwie jakiegoś złotego sposobu na powrót do radości biegania. Mimo wielu przemyśleń nie znalazłem złotego środka :( To był wreszcie interwał, w którym poczułem wiatr we włosach. Pierwszy ruszyłem z bardzo dużym animuszem około 4:30/km, ale po namowach trenera zwolniłem do przepisowych 4:45/km. Krótki odpoczynek i kolejne interwały. Odpoczynki (200m) były na tyle krótkie, że ledwie udawało się uzyskać właściwy rytm odcinka już trzeba było przyspieszać. Najszybciej pokonałem 3 odcinek, ale nawet na 4 czułem, że mam zapas sił. Nareszcie powiew optymizmu :)

Śr, 30 cze 2010 6:16 (01:08:20)
7M slow

Na wolne człapanie zdecydowałem się na małą rewolucję w mojej playliście. Skusiłem się na nowy album Cypress Hill "Rise up" po ich prezentacji w rockowej stacji. W praktyce nie wygląda on  tak dynamicznie. Mamy rockowy ogień serwowany w 2 z 3 przypadkach przez Toma Morello, .Pozostałe utwory to mieszanka 2 popowych hiciorów oraz hip-hopowych kawałków. Nie przypadły mi do one gustu.  Rytm piosenek okazał się  idealny do płynięcia w wolnym tempie dyktowanym przez trenera. Może to właśnie jest sposób na wykorzystanie ich w przyszłości?

Cz, 1 lip 2010 6:05 (00:38:34)
1M jog, 2M brisk, 1M jog

O dziwo po wolnym człapaniu i to na dodatek po miękkim, dopadł mnie ból kolana. Na szczęście po krótkiej rozgrzewce był już jedynie minimalny. W uszach nadal miałem cyprysowe wzgórza. Dolegliwości w kolanie ustąpiły a trening udało się zrobić praktycznie bez większego wysiłku.

So, 3 lip 2010 9:14 (00:40:31)
4M easy

Odpoczynek zdecydowanie się przydał, dolegliwości stały się mniejsze, o bolącym kolanie zapomniałem. Dużo nowości w mojej playliście. Tym razem Iron Maiden – "Brave New World". Zdecydowanie nie nadaje się do zaplanowanego wolnego człapania.Trener uparcie przywoływał mnie do właściwego tempa, a ja robiłem swoje :)

N, 4 lip 2010 8:58 (01:08:38)
10 K race (1M jog before and after)

Nie czułem się dobrze przed tym testem. Przyplątał się katar i obawa przed sprawdzianem. Na dodatek na dworze było bardzo duszno nawet mimo pochmurnego nieba. Rozpocząłem od pełnej rozgrzewki ze skipami, przekładankami i powoli truchcikiem dobiegłem do parku.

Test na 10km

Zacząłem bieg mocno około 4:45/km, ale już po 2km miałem problemy z utrzymaniem tempa. Powoli uchodziło ze mnie powietrze. Walczyłem o utrzymanie tempa, ale około 3km spadło do 4:55/km. Najtrudniejsze miało jednak dopiero przyjść. Wyszło słońce i na dodatek od 6km zaczęła mnie boleć przepona.Takie coś zdarzyło mi się po raz pierwszy.

Tabuny myśli przebiegały przez głowę z których większość można streścić jako "Zatrzymaj się do cholery!". Na szczęście ten mały, ledwie słyszalny głosik mówiący, że dam radę zwyciężył. Skupiałem się na jak efektywniejszej pracy nóg przypomniałem sobie zasady chi-running. Wszystko po to, żeby zająć czymś umysł. Pomogło, bo biegłem dalej, ale bardzo nerwowo patrzyłem na zegarek.

Po 8km już wiedziałem, że dam radę. Cały czas walczyłem o zdobycie czasu poniżej 50:00. Planowałem przyspieszyć na ostatnim kilometrze, ale miałem duże wątpliwości czy dałbym wtedy radę dobiec do mety. Wreszcie na 500m przed końcem mocno zerwałem się do biegu w niecałe 4:00/km. Wreszcie koniec męki!

Wysokie tętno – 195 (około 98% HRMAX) spowodowało, że nie byłem w stanie przejść od razu do truchtu. Chwilę odpocząłem usiłując złapać oddech. Potem powoli potruchtałem do domu. Po śniadanku wybieram się oddać swój głos w wyborach prezydenckich.

Wynik 00:49:05 mogę uznać za mały sukces. Było to wykonane jako etap przygotowujący do dłuższego dystansu i w reżimie treningowym. W porównaniu do Biegu Dookoła Zoo czuć, że nieco zaniedbałem treningi szybkościowe realizując program według wskazań tempa nie tętna. Nawet w aktualnej formie byłoby lepiej (pewnie o około minutę) gdybym miał kogo gonić.To niewątpliwa zaleta zawodów.

Na koniec o moim zdrowiu. Bieganie po miękkim powodowało dużo mniejsze dolegliwości w łydkach. Na tej podstawie wnioskuję, że winą za to należy obarczyć amortyzację w Brooksach.Jak się okazuje niewystarczającą jak na moje potrzeby. W celu weryfikacji tej tezy kolejny tydzień zrobię w trialowych Pegasusach. Zobaczymy czy poczuję różnicę.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.