Poranne treningi – I tydz. kwiecień 2010

W poprzednim tygodniu pracowałem nad przestawieniem mojego organizmu na poranne wstawanie. Wszystko przez planowane przygotowania do maratonu. Większość programów zakłada 4-5 treningów tygodniowo. Ciężko pozbawić się praktycznie wszystkich wieczorów – pozostaje więc wstawanie o świcie.

Plan wygląda tak:

5:00 -pobudka

do 5:15 – posiłek (banany lub ciasteczka zbożowe. Do picia sok lub izotonik)

do 5:30 – ubranie się i wyjście:

5:30-5:45 – rozgrzewka

5:45-6:45 – trening i rozciąganie

6:45-7:00 – prysznic

7:00-7:30 – śniadanie

i wyjście do pracy.

środa 07 kwietnia – 8km

Ciężka pobudka o 5:30 na dworze było jeszcze ciemno. Na dworze bardzo chłodno jedyne 5 stopni. Więc biegałem w rajtkach. W trakcie treningu walka z czasem i próba zmieszczenia się w zakresie do 170 uderzeń na minutę.

piątek 09 kwietnia – 6,75km

Znowu walka ze snem i wyjście z domu dopiero o 6:15. Po 2,5km biegu 4 interwały po minucie z minutową przerwą. Ostatni na HRmax – 190 uderzeń na minutę. Dalej mimo wolnego biegu nie zszedłem poniżej 170.

sobota, 10 kwietnia – 11,88km

Było pochmurno i padał lekki deszcz.  Wyszedłem na trening przed 9:00. Zerknąłem chwilę wcześniej na gazeta.pl tytuł na czerwono -  "awaria Samolotu w Smoleńsku" – pewnie znowu coś się zepsuło. Usiłowałem biegać w  zakresie 79-84% HrMax (150-159), ale praktycznie całą drogę wskazywało mi 160. Biegłem wolno, nawet coraz wolniej a tętno mi wcale nie spadało. Lekko obniżało jedynie głębokie i spokojne oddychanie. Mimo to zawsze kręciłem się wokół 160 uderzeń. Już w domu dowiedziałem się o katastrofie… :(


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.