Kolka w śniegu – 18km

Z porannym bieganiem jest kilka problemów. Po pierwsze wstawanie – trzeba mieć dużo silnej woli aby wstawać wtedy gdy inni przekładają się na drugi bok i smacznie śpią. Druga sprawa to jedzenie. O ile chcemy schudnąć to warto biegać na czczo. Jeśli jednak w planach mamy bieg powyżej 10km bez porannej przekąski na pewno stracimy energię do biegania i będziemy spalać mięśnie. Z drugiej strony powinniśmy odczekać około 1,5 – 2h od posiłku, żeby uniknąć kolki. Moim sposobem na taką przekąskę są banany z miodem. Tym razem nie było tych owoców pod ręką. Zjadłem więc pyszny sernik i LU Go.

Nadal było chłodno: temperatura na dworze wynosiła -3 stopnie a odczuwalna -5. Ubrałem się zimowo i rozgrzewkę zrobiłem w domu.

Chodniki były przysypane śniegiem. Nie sądziłem, że w tym roku będzie ku temu okazja. Od 1km poczułem kolkę w lewym boku :( W lasku ścieżki były równe na części z nich zalegał nieudeptany śnieg. To doskonała okazja, żeby przyjrzeć się jak stawiam w biegu stopy. Kolka trzymała aż do końca pierwszego okrążenia – 4km. W lesie zaczęli pojawiać się biegacze – w tym jakiś starszy człowiek, który dość szybko pokonywał dystans. To naprawdę mobilizujący widok.  Cieszę się, że w takim wieku jeszcze komuś się chce.

Łatwo znalazłem pozostawione przeze mnie ślady. Niestety stopy nie stawiam równo z kierunkiem biegu, lecz lekko odchylam na zewnątrz. Mijały kolejne kilometry a mi nie ubywało sił – kolejne kilometry po prostu mijały a myśli podróżowały w różnym kierunku.

Jeden z nich to nordic walking. Moja żona zażyczyła sobie na prezent kije do tego sportu. Próbowała zacząć ze mną biegać, ale mimo miksu biegu i marszu stwierdziła, że to nie dla niej. Sam dobór kijów jest dość prosty: ich długość jest uzależniona od wzrostu i trochę stylu chodu (dłuższe dla tych chodzących szybciej). Kolejny parametr to zawartość włókna węglowego determinujący ich ciężar i wytrzymałość. Do tego jeszcze dochodzą bajery typu wypinane rękawiczki itd. Trudniejsza sprawa to nauka techniki. Tu według mnie warto zdać się na instruktora – co by skorzystać z pełni dobrodziejstw tego sportu.

Żona namawia mnie na takie wspólne spędzanie naszego wolnego czasu. Ja jeszcze się waham. Bieganie daje mi naprawdę dużo satysfakcji i mój cel się nie zmienił – maraton. Zastanawiam się nad spędzaniem w ten sposób dni w jakie nie biegam. Nie powinienem przeciążyć mięśni (trochę inne partie pracują w trakcie biegu i chodzenia). a mogę wzmocnić te nieużywane w trakcie biegania.

W połowie trzeciego okrążenia (8km) miałem przygodę z psem. Na szczęście niegroźną. Młodziutki bokser bawił się ze swoim właścicielem aportując patyk. W chwili gdy mnie zobaczył stanął i z wrażenia opadła mu szczęka i patyk wypadł na śnieg :) Potem ochoczo ruszył w moim kierunku. Nie próbował szczekać i gryźć. Chciał jedynie pobiec ze mną podskakując radośnie w momencie gdy mnie doganiał.

Tak dotarłem do połowy dystansu. Nie czułem zmęczenia, ale zacząłem z utęsknieniem odmierzać kilometry do końca. Chciałem, żeby aktualne okrążenie było tym ostatnim. Na 2 okrążenia przed końcem biegu zauważyłem starszego faceta palącego papieroska. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdybym mijając go kolejne 2 razy (po niecałych 20 i 40 minutach) nie widział  go z palącym się papierosem w ustach! Na zdrowie…

Pod koniec mojego biegu usiłowałem zmusić się do  podkręcenia tempa, ale nogi zrobiły się ciężkie i różnica w tempie była niewielka – tym bardziej, że zakończenie jest pod górkę :) Średnie tempo 5:45/km czyli całkiem dobrze.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.