Śnieżna czasówka – 16km

W sobotę mimo zaplanowanego biegu na 3.21 km nie zdecydowałem się zakładać stroju dla tak krótkiego dystansu. Zamiast tego wybrałem się na 5km spacer do Lasku na Kole. Zgodnie z przewidywaniami śniegu było sporo, ale był ubity. Jeśli nie popada będę miał równą nawierzchnię do biegania.

Szczerze mówiąc lekko obawiałem się dystansu 16,1km (10 mil) z czego początkowe 3,21km miały być lekkim biegiem, czasówka na 10 km, i na koniec 3,21km lekkim biegiem. Wydawało mi się, że po 10km szybkiego biegu mogę nie dać rady przebiec tych końcowych.

Obudziłem się około 8:00 bez budzika.  Zanim się napiłem, ubrałem i wysmarowałem na zegarze pojawiła się 9:00. Przez noc padał śnieg i nadal nie przestawał. To uczyni mój trening jeszcze trudniejszym. Oglądając z okna biały świat ciężko zrobić ten pierwszy krok na zewnątrz. Mogłem pobiegać wczoraj gdy pogoda była bardziej sprzyjająca…

Zacinający śnieg nie był tak męczący jak wiatr. Na otwartych przestrzeniach spowalniał i odbierał siły. Chodniki były przysypane świeżym śniegiem, ale dało się po nich bez problemu biec. Tuż po wbiegnięciu na ścieżkę do lasku śnieg stał się mokry i zapadający. Chwilę później okazało się, że przyczyną była jakaś awaria wodociągowa. Trochę dalej fachowcy przeorali śniegową pokrywę, dokopali się do zaworu i odcięli wodę.

Lasek przywitał mnie na 1km  mocnym wiatrem od Trasy Toruńskiej. Pierwsze kroki w przebyte po śniegu zaskoczyły mnie. Napadało go na tyle dużo, że nie sprawiał wrażenia ubitego. Ciężko się po nim biegło. Dzisiaj 16km to będzie niezłe wyzwanie. Muszę myśleć o tym jak by te pierwsze przebiec wolniej niż zwykle. Mam cały czas problemy z właściwym dobieraniem tempa do różnych treningów. Gdybym sprawił sobie taki gadżet jak Forerunner byłoby mi łatwiej.

W trakcie biegu otrzymałem pozdrowienia od starszego pana, który nie zważając na pogodę wędrował przez las. To bardzo miłe i niecodzienne. Oczywiście odpowiedziałem mu :) Ziemia została pokryta taką warstwą śniegu, że ścieżki momentami były niewidoczne 

W parku Księcia Janusza znajduje się dom sióstr zakonnych. W okolicach godziny 13-14 zbierają się tam ubodzy i bezdomni, gdyż serwowany jest ciepły posiłek. Jako, że dzisiaj biegałem wcześniej niż zwykle bez dodatkowego slalomu przebiegłem ten fragment trasy.

Zaraz po minięciu tego miejsca iPod wybił 3km. Zaczekałem na prostą i stoper poszedł w ruch. Próbowałem mocniej się zmobilizować, ale wydawało mi się, że biegnę niewiele szybciej. Na 2 okrążeniu potwornie przeszkadzał mi nierówny śnieg – usiłowałem złapać równowagę, ale wykręcało mi nogi.

Nie ominęła mnie również przygoda z psami. Beztroscy właściciele kilku psów spuścili je ze smyczy. Pupile bawiły się ze sobą, ale jeden z nich stwierdził, że chętniej "pobawi" się ze mną. Całe szczęście obejrzałem się za siebie i zobaczyłem psa biegnącego w moim kierunku. Chciał mnie wyraźnie ugryźć.  Gdy odwróciłem się i spojrzałem w oczy zatrzymał się, ale za chwilę próbował obiec mnie z boku i zaatakować. Dłuższą chwile zajęło właścicielce przywołanie go do siebie. Przestałem już się zastanawiać czy jakiś pies mnie pogryzie – pytanie jest takie kiedy to się stanie. Kocham psy, ale nienawidzę bezmyślnych właścicieli.

Na półmetku miałem czas 27:44 i sam ten fakt spowodował, że biegło mi się lżej. Ustabilizowałem pozycję, myślałem o celu. Z każdym metrem przybliżałem się do niego i czułem, że robię to szybko. Rozpoczęcie czasówki od 3km powodowało problemy z przeliczaniem odległości. Na dodatek połowy dystansu jeszcze Nike+ odlicza kilometry do zakończenia. Miałem jakieś zaćmienie ile km mi jeszcze zostało? Pod koniec dostałem skrzydeł. Poczułem przypływ sił jakbym nagle zaczął biec z górki. Moja czasówkę skończyłem w czasie 55:41 na 10km. Jak widać drugą połówkę zrobiłem o 13 sekund wolnej mimo subiektywnie lepszego samopoczucia.

Wbrew wcześniejszym obawom bez problemu przebiegłem kolejne kilometry skróconą trasą. Skończyłem po 16km w dobrym średnim tempie 5:34/km. Trudne warunki powodują, że niechętnie wychodzimy z domu, męczymy się mocniej na treningu, ale gwarantują radość po jego zakończeniu. Po takich treningach można być dumnym z siebie.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.