Tęskonta za ciepłem – 8km

Przed bieganiem skusiłem się z łakomstwa na ćwiartkę jabłka. Potem trochę bałem się, że ta przekąska odbije się jakąś kolką. Cóż nie będę jedynym facetem, który dał się namówić skusić kobiecie na jabłko :) 

Początek biegu jak zwykle z werwą. Wybiegłem na ulicę co by szybciej wyprzedzić ludzi idących po wąskim chodniku.

Mam już dość zimy. Z każdym dniem biega mi się gorzej. Śnieg tworzy coraz grubszą zmarzniętą skorupę z licznymi nierównościami, gdzie łatwo o poślizg i jakieś skręcenie. Tęsknie do wiosny, do ciepła i słońca. Ciekawe jak będzie wyglądać odwilż czy szybko nadejdzie ocieplenie i w ciągu kilku dni zniknie śnieg czy też będziemy tygodniami brodzić w śnieżnej brei?

Zamyśliłem się tak mocno, że nie zauważyłem jak przebiegłem 1,5 kółka (3km). Zaczynamy to czego najbardziej nie lubię -  interwały. Tym razem plan jest lżejszy 4 razy po 2 minuty. 

Pierwszy bez problemów, choć często patrzyłem na zegarek. Za drugim mocniej się postarałem, bo zobaczyłem na horyzoncie biegacza. Trzeci to już męczarnia – z tęsknotą wyczekiwałem końca, brakowało mi tchu. To dziwne, ale lepiej czułem się prawie tydzień temu gdy przyszło mi biegać dłuższe odcinki. Czyżbym miał jakiś dołek treningowy?  Czwarty i ostatni przebiegłem mocno – wiedząc, że koniec treningu jest blisko.

Dokończyłem bieg przez kładkę, ulicą Banderii i Zawiszy. Po skończonym biegu, gdy szedłem do bramy osiedla, wyprzedziła mnie para spiesząca się potwornie para. Próbowali się dobić do nieistniejącego bloku 166 zamiast 16B i tak krążyli od bramy do bramy :)


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.