Po zmrożonym śniegu – 8km

Rano obudziłem się z jakimś kacem. Dziwne, bo poprzedniego dnia wcale nie piłem alkoholu. Dwie szklanki wody z sokiem ugasiło pragnienie. Wczoraj miałem masaż. Przez intensywne interwały naderwałem sobie przyczepy mięśni w okolicach kolana. Ból dzisiaj jest jakby mniejszy. Zobaczę czy uraz nie odezwie się w trakcie biegu.

Rozgrzewkę zrobiłem w domu i wyszedłem na poza osiedle. Tuż za bramą jakaś żulinia zaczepiła mnie o 2zł. Nawet gdybym miał to bym nie dał .

Ruszyłem myśląc tylko o przebiegnięciu dystansu naprawdę szybko. Zanim dotarłem do lasku zatrzymały mnie światła.  Tego oczekiwania na inny kolor lampki po prostu nienawidzę podczas biegania. Szczególnie gdy jest mróz i z każdą chwilą czujesz, że stygniesz.

1km i dobre, mocne tempo. Z każdym metrem powoli słabłem – jeszcze na 2km udało się utrzymać prędkość.

Minąłem narciarza, spotykam go około południa w Lasku na Kole. Ma on powyżej 40 może nawet 50, a pomyka na nartach biegowych aż miło patrzeć. Chciałbym cieszyć się taką formą do końca mych dni jaką miał mój dziadek – w wieku 85 lat jeszcze jeździł na rowerze, a dożył ponad 100 lat. Babcia i dziadek mojej żony też cieszą się dobrym zdrowiem, babcia mimo swoich 85 lat nadal wybiera się na rowerowe wycieczki  rowerem, a dziadek dzielnie maszeruje przez miasto. Ruch to jednak podstawa dobrego samopoczucia. Trzeba uciszyć tego lenia, który drzemie w nas i niezależnie od wymówek ruszać się.

Na 3km lekko odcięło mi zasilanie. Biegło mi się już ciężej, nie byłem w stanie z siebie wykrzesać tempa 5:15km. Miałem jednak inne powody do radości – cieszyłem się z dobrego trzymania butów na śniegu.  To był naprawdę dobry zakup. Dystans dzisiaj do pokonania mam mało ambitny, więc dam radę. Kilka osób też biegało. Kolejne kilometry to powolne osłabienie, ale dwa zające spowodowały przyspieszenie na 5km. Znajomy narciarz i początkujący ledwie utrzymujący się na nogach. Debiutant (tak myślę) miał szeroko rozłożone  narty i jedynie pracą rąk wprawiał się w ruch. Dalej na horyzoncie dostrzegłem biegacza. Zawsze ilekroć mam możliwość pościgu  – gonię zająca. Wykrzesuje wtedy z siebie wtedy nieznane mi pokłady energii. Skręcił on jednak w inną ścieżkę. Na zakończenie okrążenia pozostało 1,29km do końca więc muszę jeszcze pobiec małe kółko w lesie. Ostatnie metry to lepsze tempo i pełnym biegiem wpadłem przed bramę osiedla.

Na mecie byłem zmęczony, ale zadowolony.  Do półmaratonu pozostało jedynie 49 dni więc trzeba wykonać plan na 100% i nie odpuszczać żadnego treningu. Pod koniec lutego jeśli nie będą mnie męczyć kontuzje – zapiszę się :)


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.