Mroźny wieczór – 5km

Po Biegu Chomiczówki bardzo długo dochodziłem do zdrowia. Wydaje mi się, że przez słabe zabezpieczenie głowy powiało mi zatoki. Zmagałem się 3 dni z potwornym katarem. Dawno takiego nie miałem.

Dzisiaj temperatura też nie rozpieszcza. Jest  zimno: temperatura powietrza -9 stopni, odczuwalna -10. Po dłuższej przerwie dystans 5km wydawał się optymalny. Nie lekceważę już chłodu – założyłem nowiutką czapkę termalną a na ręce dodatkowo nałożyłem drugie, zwykłe rękawiczki. Na dół dodatkowo założyłem ortalionowe spodnie. Rozgrzewkę przeprowadziłem w domu. Po dojściu na miejsce okazało się, że nie mam założonego do  iPoda nadajnika nike+ :(

Od samego startu zima przypominała o sobie: mróz szczypał w policzki a nos wychładzany zimnym powietrzem. Początkowe metry biegłem po wąskiej ścieżce wśród wyślizganego śniegu. Już po 1km zamarzł mi nos – już wiedziałem, że w domu zużyję tonę chusteczek. Mimo półtoratygodniowej przerwie w bieganiu nie czułem się zbyt dobrze. Byłem jakiś spięty i nie poruszałem się tak szybko jakbym chciał. Widać mój organizm nie regeneruje się i nie nabiera większej chęci na bieganie tylko przechodzi szybko w tryb leniwca.

Na zakrętach było bardzo ślisko. Mając w pamięci moją przedświąteczną przygodę zawsze zwalniam na zmrożonej kostce. Nowy nabytek – czapka sprawowała się nadzwyczaj dobrze. Było mi ciepło, ale nie gorąco. Za wyjątkiem tych koniuszków uszu jakie mi wystawały.

Z podziwem myślałem o osobach przygotowujących się do maratonu w Dębnie będącym jednocześnie mistrzostwami Polski w maratonie. Organizowanie ich w kwietniu jest według mnie nieporozumieniem, bo żaden z zawodników nie będzie w optymalnej formie. Dodatkowo treningi przy tej pogodzie to nie lada wyzwanie również dla zawodowców. Mariusz Giżyński na swoim blogu wspomina, że takiej zimy nie pamięta od 15 lat treningów i startów.

Tak zamyślony dobiegłem do mety. Po przyjściu do domu zobaczyłem szron na czapce i rękawiczkach. Teraz naprawdę widać, że oddychające tkaniny działają.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.