XXVII bieg Chomiczówki – relacja

Obudziłem się przed godziną 8:00. Właściwie wczoraj zaplanowałem całą logistykę i plan na bieg, jedyne co mi pozostało to dobór ubrania. Sprawdziłem w jak przystało na informatyka w internecie temperaturę za oknem. Nie dorobiłem się jeszcze termometru. -6 temperatura powietrza a odczuwalna aż -12(!). Wiatr da więc nam solidnie popalić. Zakładam więc na górę komplet 3 warstwy a na dół 2. Powinno wystarczyć

Śniadanie

Jeśli muszę koniecznie coś zjeść – stawiam na owoce. Nie powodują ciężkości żołądka jednocześnie dodając energii. Tym razem w domu zabrakło miodu. Dlatego zamiast bananów z miodem przygotowałem sałatkę owocową. Banan, pomarańcz, kiwi i jabłko posiekać w kostkę i wymieszać. Jedna z najprostszych sałatek jakie znam :)

Przygotowania

Nałożyłem na twarz grubą warstwę tłustego kremu na twarz a wazelinę kosmetyczną na usta i sutki. Tak to prawda – potwornie sobie je obcieram w bieganiu w zimnie. Uwierzcie na słowo – to bardzo niemiłe uczucie. Widziałem, że część zawodowców zakleja je plastrami.

Założyłem na siebie strój, na to dodatkowo ciepłe dresy, a do plecaka zapakowałem buty biegowe, czapkę i rękawiczki na bieg. Jeszcze przed wyjazdem na miejsce zakupiłem dwa izotoniki – jeden do wypicia przed startem drugi na powrót. Nie zapomnę jak bosko smakował mi po Biegnij Warszawo.

Dojazd i szatnie

Wiele ulic w okolic zostanie częściowo zamknięta w trakcie biegu dlatego zaparkowałem w bezpiecznej odległości – około 400m od  Gimnazjum gdzie urządzono szatnie. Po doświadczeniach z rejestracją – nie spodziewałem się dobrego oznaczenia. W tym mnie organizatorzy nie zawiedli:) Szedłem za tłumem ludzi. Na wejściu nie sprawdzano żadnych numerów startowych – wejść mógł każdy. Szatnie były pootwierane – dziwne – tym bardziej, że trwa już przecież jeden z biegów. Na Biegnij Warszawo było to zorganizowane o niebo lepiej. Dodatkowo temperatura przypominała bardziej saunę niż szatnie. 25 może nawet 28 stopni, aż nie chciało się wychodzić na zewnątrz.

Kolejne rozczarowanie to brak depozytu. Zostałem zmuszony do upchnięcia  portfela i kluczyków do kurtki biegowej. Inni mieli trudniej – widziałem ludzi, którzy biegali trzymając w ręce portfel. Odwiedziłem łazienkę i wypiłem izotonik. Rozgrzewkę rozpocząłem wewnątrz budynku – jak wiele innych osób. W tym czasie pojawiali się biegacze, którzy ukończyli Bieg o Puchar Bielan (5km). Narzekali na fragmenty biegu przeprowadzane po chodnikach. Zalegał tam śnieg i było bardzo wąsko. Zerknąłem na zegarek – pozostało 20 minut do startu.  pozostaje więc wyjść na chłód.

Przygotowania do startu

Jak dojść na start? Nie znam okolicy na tyle dobrze, żeby znaleźć skrót. Wracających z mety zawodników łatwo było poznać po foliach NRC. Potruchtałem więc na miejsce przygotowując mięśnie do wysiłku. Tuż przed startem natura dała znać o sobie po raz drugi. Kolejka nie była przesadnie długa i udało się sprawnie załatwić potrzeby. Te nowe leki dziwnie na mnie działają :(  Jeszcze przed startem krótkie truchtanie, podskoki, wymachy rąk. Wszystko aby utrzymać temperaturę.

Organizator przypomniał o regulaminie biegu, szczególnie podkreślano to, co by biegać wyłącznie po wyznaczonej trasie. Ja w tym czasie przesunąłem się dość blisko linii startu. Strzał i zaczęliśmy.

Bieg – 1 okrążenie

Jeszcze na koniec organizatorzy życzyli nam pobicia życiówek. W moim wypadku to będzie łatwe – wystarczy dobiec na metę, ale u innych może być z tym ciężko.

Tuż po starcie tłum na nowo zgęstniał. W tym fragmencie trasa biegła dość wąskim chodnikiem. Utworzył się duży korek. Część osób jak ja cierpliwie czekała. Inni (Ci co myśleli o życiówkach) nie zważając na nic wbiegła na ulicę. Chodnik był pełen śniegu, częściowo ubitego a częściowo sypkiego. Niezbyt dobrze świadczy to o dzielnicy Bielany będącej współorganizatorem biegu. Tempo początkowo narzuciłem sobie bardzo mocne i wyprzedzałem wielu biegaczy. To bardzo mobilizuje i skłania do dalszego podkręcania tempa. Może to być zdradliwe na tak długim dystansie. Kolega wspominał mi o swoim debiucie w maratonie, gdy zszedł po pierwszych 5 kilometrach tak mocno starał się nie dać wyprzedzić.

Na 1km pierwszy problem – rozwiązana sznurówka w bucie. Znalazłem miejsce na uboczu i szybko zawiązałem buta. Chip pomimo tego, że był zamontowany wysoko – był na swoim miejscu. Szybko powróciłem do właściwego tempa.

2km – na własnej skórze mogłem się przekonać, że odczuwana temperatura jest poniżej -10 stopni. Na krótkim odcinku drogi wiał bardzo silny wiatr. Robiło się wtedy przeraźliwie zimno, a tempo biegu się obniżało. Większość trasy  była osłonięta wysokimi blokami wystarczyło więc dobiec do kolejnego z wielu zakrętów. Strach pomyśleć jak by się biegło w otwartym terenie.

Byłem zadowolony z dobrego tempa biegu – choć czułem, że mogę wykrzesać z siebie więcej. Na 3,5km drugi (i na szczęście ostatni odcinek wiodący nieodśnieżonym chodniku. Z problemami i licznymi drobnymi poślizgami udało się go przebiec. Moje tempo cały czas oscylowało wokół 5:15/km. Trasa biegu była wręcz usiana fotografami a rozgrywanie biegu na okrążeniach ułatwiało jego dobre udokumentowanie. Na początku miałem siły im machać,  potem już skupiałem się jedynie na bieganiu.

Pierwsze przebiegnięcie przez matę – sprawdziłem na ile wiarygodne są wskazania Nike+. Przebiegnięty dystans został określony na 5.15km – więc wskazania co do mojego tempa były zawyżone.

II okrążenie

Pierwszy przebieg przez matę i nike+ 5:15 czyli moje tempo jest lekko zawyżane. Tuż po rozpoczęciu drugiego okrążenia czekał mnie feralny chodnik.  Dało się już po nich biegać. bo osób było zdecydowanie mniej. Na tyle mało, że szukałem osób jakie mogę doganiać. To daje mobilizację do trzymania tempa biegu.  Za mną od dłuższego czasu czaił się biegacz i prawie deptał mi po piętach. Chronił się przed wiatrem.  Gdy go zapytałem czy może pociągnie dalej – nic nie odpowiedział. Podczepił się pod kolejnego biegacza i przyspieszył.

Ja powoli traciłem siły – mimo, że oddech cały czas był normalny – nogi biegły trochę wolniej. Coraz trudniej było mi znaleźć przeciwnika do przegonienia. Tuż przed połową dystansu pojawił się kryzys. Zaczęły mnie boleć mięśnie skośne brzucha, pojawiła się lekka kolka.

Po chwili mimo słuchawek na uszach usłyszałem klaksown quad organizatora. Musimy zrobić miejsce dla liderów. Dublowanie przypadło na bardzo niewygodne miejsce drugi ośnieżony chodnik. Mało nie zaliczyłem tam wywrotki chcąc ustąpić szybkonogim.. Czułem jak opadam z sił. Szukałem kogoś, kto pomoże mi przetrwać te ciężkie chwile.

Znalazłem kolegę w kominiarce (numer 178) – biegnącego równym tempem.  Za wszelką cenę starałem się nie pozwolić mu się oddalić.

Opuściłem go dopiero na 10km, w momencie gdzie jeszcze kilku zawodników mnie wyprzedzało.

III okrążenie

Po 10km wstąpiły we mnie nowe siły. Jakby ten ciężar psychiczny dystansu do przebiegnięcia spadł ze mnie. Ścigałem Dżastin z jakiegoś klubu biegowego. Dopadłem ją bardzo szybko na ośnieżonym chodniku. Dalej biegłem już praktycznie zdany sam na siebie. Starałem się za wszelką cenę zawalczyć o lepszy czas. Mimo moich szczerych chęci czułem już zmęczenie a nogi nie chciały tak współpracować.

Wreszcie znalazłem osobę biegnącą moim tempem, pozwalającą wykrzesać jeszcze trochę sił. Kolega biegł równo, a ja raz byłem bliżej, a raz dalej. Szczególnie ciężką przeszkodą do pokonania był drugi fragment chodnika. Postawiłem kilka razy krzywo nogę i dopadł mnie znany ból kolana. Potwornie mocno odbił się na tempie biegu i kolega w zielonej opasce zaczął mi znikać z oczu. Inni biegacze rozpoczynali finisz, co zmobilizowało mnie do dogonienia zająca.

Na ostatnich 400m przyspieszyłem znacznie a na ostatniej prostej  stoczyłem sprinterską walkę z zawodnikiem 815 – wygrałem ją dosłownie o włos.

Po biegu podziękowaliśmy sobie za męską walkę. Na szyi zawisł medal. Próbowałem podziękować za prowadzenie koledze z zieloną opaską, ale mnie nie usłyszał :( Jak zwykle w ferworze walki zapomniałem o wyłączeniu nike+.Czas 1:20:27 średnie tempo – 5:24/km.

Na mecie

Zaraz na mecie czekała mnie walka ze sznurówkami, aby oddać chip. Każdy oddany Chip miał brać udział w losowaniu nagród, ale regulamin nic nie mówił o samych nagrodach ani o terminie ich rozdania. Silny wiatr szybko wyziębiał ciało. Niewiele pomagała specjalna folia. Mimo zawiązania u góry i włożenia w spodnie nie czułem wielkiej poprawy. Kolejka po grochówkę dość szybko się posuwała do przodu i po chwili stanąłem z gorącą miską w dłoni. Szybko zjadłem na stojąco stygnącą z każdą chwilą zupę. Smakowała dobrze, ale wcale mnie nie rozgrzała. Jeszcze na koniec załapałem się na gorącą herbatę. Osłodziłem 2 łyżeczkami cukru i włożyłem plasterek cytryny. Nie smakowała mi – zwykle w domu pijam gorzką. Tym razem chodziło o uzupełnienie węglowodanów wypalonych w biegu.

Herbata tylko na chwilę pozwoliła mi zapomnieć o otaczającym chłodzie. Truchcikiem pobiegłem do szatni. Zastanawiałem się czy zastanę tam moje rzeczy… Na szczęście dla mnie społeczność biegających okazała się uczciwa i w komplecie odnalazłem tam swoje rzeczy. Kichałem jak najęty – chyba przeziębienie mnie nie ominie. Szybko zmieniłem skarpetki i buty, nałożyłem dres i ruszyłam do samochodu.

W domu

Po drodze kapało mi mocno z nosa. Przygotowana przez żonę herbatka z sokiem malinowym nie pomogła. Po gorącym prysznicu i solidnym obiedzie udałem się na drzemkę.

Podsumowanie

Bieg Chomiczówki to jeden z najstarszych biegów w stolicy. Warto w nim wystartować ze względu na historię i niezapomniany klimat biegu wokół  blokowiska. Start przypada na martwy sezon biegowy i może to być impuls do trenowania w zimę.

Według oficjalnych wyników zająłem 507 miejsce na 873 zawodników, którzy ukończyli bieg. Miałem czas brutto 1:20:28. Wystartowałem na trasę 23 sekundy po strzale.

pomiar czasu – I okrążenie – 00:27:33

pomiar czasu – II okrążenie – 00:54:01

meta III okrążenie – 01:20:28

Czas netto 01:20:06

Mój występ oceniam dobrze. Przebiegłem w dobrej formie 15km, jedyne zastrzeżenie jakie mam do siebie to zbyt późny finisz. Miałem jeszcze spory zapas sił.

Organizacja była niezła, ale nie uniknięto wielu błędów.

Na minus:

  1. Brak oznaczeń kilometrowych na trasie
  2. Nie odśnieżone chodniki!
  3. Brak wyraźnego oznaczenia biura, szatni i trasy dojścia na start
  4. Otwarte szatnie bez dozoru i brak depozytu

Żeby nie mówić jedynie o minusach za kilka spraw trzeba pochwalić:

  1. Wysokość wpisowego – 10 zł
  2. Oznaczenie trasy – mimo wielu zakrętów nigdy nie miałem dylematu gdzie tu by skręcić…
  3. Organizacja ruchu – policjanci dobrze regulowali ruchem, w momentach gdy nikt nie biegł przepuszczali samochody
  4. Folia NRC była bardzo przydatna na mecie. Nie wiem jaką chorobą by się skończyło się moje bieganie
  5. Ciepły posiłek i herbata

Czy za rok wystartuję nie wiem. Zależy ile będzie mnie trzymał katar.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.