Po śniegowych alejkach – 7km

W poniedziałek dokuczało mi kolano podczas schodzenia ze schodów. Wydawało mi się, że mam już to za sobą. Nie ukrywam. że niepokoi mnie to przed niedzielnym biegiem. Pozostaje mi realizować plan i pozostaje mi wierzyć, że dam radę. Śnieg dzisiaj już jedynie lekko pruszył. Rozgrzewkę rozpocząłem w domu. Mając w pamięci wywrotkę sprzed świąt -  nie ryzykowałem biegu przez kładkę nad trasą toruńską. Na start doszedłem szybkim marszem.

Podczas biegu spotkałem śnieg we wszystkich odmianach: rozpuszczony solą, sypki, ubity, zlodowaciały. Pełen wachlarz :) Na odcinku kalibracyjnym sprawdziłem ile pokaże iPod. 0.64km na 0.65km. Więc kalibracja była właściwa. Po 1km zlodowaciała odmiana śniegu nieomal nie spowodowała wywrotki. Kolejny zakręt i kolejny poślizg – tym razem bardziej kontrolowany. Takie te uroki zimowego biegania. Wąską ścieżynką wolniejszym tempem dokończyłem okrążenie.

W połowie dystansu zobaczyłem zająca – tym razem ciężko biegnącego. Nogi stawiał ciężko nierówno. Mam nadzieje, że ja biegnę bardziej elegancko i ekonomicznie. Szybkie tempo nie trwa wiecznie – znowu głęboki śnieg. O ile w niedzielę mnie bawił to dzisiaj raczej jego różnorodność mnie męczy.

Ostatnie okrążenie przebiegłem już bez entuzjazmu. Pod jego koniec przypomniało o sobie kolano :( Jeszcze jeden trening i start w biegu. Wierzę, że będzie dobrze.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.