Pierwszy trening – 7km

We wtorek nie czułem się najlepiej – dlatego przełożyłem moje bieganie na środę. Odkładanie to nie najlepsza metoda realizacji planów treningowych. We środę przyszła duża śnieżyca, która sparaliżowała miasto. Nie zdecydowałem się na brnięcie w śniegu i zostałem w domu. Szanse na odrobienie tego były znikome.

Zagłuszyć wyrzuty sumienia pomogły mi ćwiczenia mięśni brzucha znalezione w Runners World. Szczególnie mocno dało mi się we znaki ćwiczenie na mięśnie skośne brzucha zwane metronomem. Kolejny dzień czułem się jakbym miał połamane żebra…

Temperatura na dworze spadła do -3 stopni, żonie udało się zacerować legginsy i kalesony po przedświątecznej wywrotce. Nie wyglądają źle – szew jest skierowany na zewnątrz, więc obcierek nie powinno być. Po podłączeniu nowego sensora – wyparowała cała historia treningów i ustawienia. Niemiła niespodzianka :( Ustawiłem ręcznie dystans – okrągłe 6.43km(4 mile) i razem z żoną wyszedłem. Ona na spacer, a ja na bieg.

Po rozgrzewce, zanim rozpocząłem właściwy trening musiałem skalibrować sensor. Kalibracja na ośnieżonej i śliskiej trasie na dystansie 0.65km dała rezultat 0,62km dla biegu i 0,68km dla marszu. Przez śnieg musiałem stawiać krótsze kroki niż latem stąd mniejsze rozbieżności. Jak już zrobi się cieplej wykonam ją jeszcze raz.

Śnieg zalegał na 80% trasy.  Momentami był dość głęboki – stąd moje wolne tempo. Nie próbowałem go podkręcać w obawie przed poślizgiem i kolejną kontuzją. Na jedyne przyspieszenie pozwoliłem sobie w połowie dystansu gdy wbiegłem na odśnieżony fragment chodnika.  Tuż po zwolnieniu tempa na 4km dopadł mnie ból kolana i nie odpuszczał do końca.

Bieganie zakończyłem efektownym poślizgiem. Tak to jest jak próbuje się wyłączyć iPoda w biegu. Czas 38:37 na 6.95km. Średnie tempo nie powala – 5:33/km. Po biegu miałem problemy z kolanem przy schodzeniu ze schodów. Jeśli nie będzie poprawy do Biegu Chomiczówki czeka mnie chyba spotkanie z ortopedą:(


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.