Facet w rajtuzach i rekord na 10km

Dzisiaj po raz pierwszy przyszło mi biegać na mrozie. Na dworze było -4 stopnie. Wczorajsze zakupy: bielizna i rajtuzy doczekały się premiery. Ciężko mi było ubrać legginsy – są tak obcisłe, że non stop ściągały mi się kalesony. Po kilkuminutowej walce – udało się. To miał być dzień premiery rajtuzów jako zewnętrznej warstwy, ale wychodząc po buty na balkon stwierdziłem, że jest zbyt zimno. Musiałem dołożyć spodnie. Temperatura poniżej zera stanowi dla mnie jakąś mentalną barierę – pewnie dlatego, że nie biegałem w takich warunkach.

Rozgrzewkę rozpocząłem w domu, ale lekko się spociłem i kontynuowałem już na dworze.  Zamiast spacerku do lasku na Kole rozpocząłem bieg co by nie zmarznąć.

Pierwsze wrażenie z biegu to zimno – szczególnie mocno odczuwalne na twarzy i stopach. Mięśnie też były jakieś niedogrzane. Po 1km pojawił się wyraźny ból w biodrze a mróz nie dawał spokoju stopom. Może warto pomyśleć o termoizolacyjnych wkładkach do butów? Na pewno po wczorajszych zbrojeniach na nogach – jest to najsłabszy element w starciu z zimnem.

Moim oczom ukazał się lasek na Kole. Widok jakże odmienny od tego co widziałem latem i jesienią. (w wolnej chwili wrzucę na bloga sesję zdjęciową z końcówki lata) Las smutny, opuszczony, liście wbite w ziemię. Pusty przygnębiający krajobraz. Ziemia też już nie tak miękka jak latem.. Mimo pory – niedziela 12:00 – w lesie było praktycznie pusto. Brak zieleni – tak przyciągającej wzrok pozwolił na dokładne obejrzenie nachylenia trasy. Naprawdę teren nie jest płaski.  Mimo, tej szarości cieszę się, że tu wróciłem.

Dopiero po przebiegnięciu 2km stopy nabrały właściwej temperatury. Biodro bolało już mniej i mogłem się skupić wyłącznie na biegu. Po 3km pierwszy raz sprawdziłem tempo – miało być spokojne a wyszło 4:45/km. Czyżby od mrozu rozkalibrował mi się sprzęt? Nieważne, trzeba to kontynuować. Odkąd zobaczyłem swoją pozycję biegową na zdjęciach (w moim mniemaniu bliską ideału) staram się mocniej się na niej koncentrować. Pochylenie ma się brać z ugięcia w stawach skokowych a nie z garbu. I ta prawa stopa, którą ciągnie do zewnątrz… Nie mogę zapomnieć o korygowaniu tego w biegu.

Co kilometr kontrolowałem tempo. Nie odczuwałem, że biegnę dużo szybciej niż zwykle mimo to nike+ uparcie podtrzymywał zeznania o mojej dużej szybkości. Po drodze, po raz pierwszy odkąd odwiedzam to miejsce,spotkałem patrol policji na koniach. Wyglądali fantastycznie. Ciekawe dlaczego tak rzadko można ich zobaczyć około 17:00 – 18:00 kiedy wiele osób okupuje lasekz puszkami piwka w ręce? Gdyby tak jeszcze sprzątali po swoich wierzchowcach…

W trakcie drugiego okrążenia zacząłem się zastanawiać czy konieczne będzie trzecie. Jednak tak – 8km to za mało.. Do domu mam około 1km. Muszę trzymać tempo. Od 9km starałem się jeszcze je podkręcić, a ostatnie 500m to mocny finisz 4:15/km.  Jest rekord – Joan Benoit Samuelson mi to radośnie obwieściła. Lepszy od poprzedniego o prawie 2 minuty 46:36 (w stosunku 48:22) :)

Rozciąganie przeprowadziłem na powietrzu. Byłem zbyt zmęczony finiszem, żeby dobiec jeszcze do domu. Okazało się to błędem. Wychłodziłem się dość mocno, nawet w trakcie powrotnego truchtu było mi chłodno. Przy tej temperaturze nie wskazane… Do poprawy w następnych biegach.

Na koniec moje wrażenia z zakupionego sprzętu. Pierwsze bieganie w legginsach przyniosło nieznane mi wcześniej uczucie opinania nóg. Nie krępowały mi ruchów, nieco ciężej było mi uginać kolana – pewnie przez ilość 3 warstw na nogach. Po teście nogi miałem lekko wilgotne – zastanawiam się czy to ostatnia zewnętrzna warstwa zapobiegła odprowadzeniu wody czy też legginsy sobie kiepsko z tym radzą. Jeśli nadejdą cieplejsze dni wypróbuje je jako zewnętrzną warstwę i wtedy się przekonam.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.