Wbrew sobie – 6km

Są takie dni w życiu każdego biegacza, gdy lenistwo chce wziąć górę nad chęcią biegania.  Szukamy sami sobie wymówki – co akurat jest dzisiaj nie tak: zdrowie, pogoda czy zmęczenie. Nawet gdy odpędzimy pokusę wychodząc z domu, złe myśli pozostają nadal w głowie. Tym razem mnie dopadło :(

Postanowiłem pobiegać w przeciwną stronę co by chociaż lekko odmienić monotonię treningu. Od początku coś mi nie pasowało, a to lekka górka na początku, a to podmuch wiatru. Po pierwszym kilometrze znalazły się kolejne powody do narzekań: błoto na chodniku naniesione przez samochody budowlane na Deotymy. Niedawno prałem buty! :[  Na dodatek jakieś pies bez właściciela na horyzoncie mnie obszczekał. Nie próbował mnie gonić więc nie musiałem się zatrzymywać.

Po pierwszym okrążeniu(2,2km) humor mi się wcale nie poprawił. Myślałem jak wytyczyć trasę co by ominąć błoto. Wymyśliłem, ale spodziewałem się, że pod koniec kółka (4,4km) będzie już koniec. Skąd ta myśl przyszła mi do głowy nie wiem sam. Znam przecież trasę. Niezadowolony z treningu postanowiłem wrócić do poprzedniego kierunku biegu i dokończyć męczarnie.

Skończyłem w 30:02 – co dało średnie tempo 4:56/km na dystansie 6.08km. Podczas rozciągania podszedł do mnie owczarek niemiecki i polizał mnie po rękawiczce :) Jedyny pozytywny akcent na koniec treningu. Potem spotkałem go jak wracałem truchcikiem do domu. Zrobił to samo :)


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.