Sesja zdjęciowa i rekord na 10km

Tydzień się kończy a moje postanowienie co do biegania regularnie już jest zagrożone. Sobota i niedziela to ostatnie dni w tygodniu w jakich mogłem wyznaczyć bieganie. Nietypowo na dłuższy trening wybrałem drugi dzień tygodnia.

Właściwie nie licząc zdjęć z biegnij Warszawo – nie miałem żadnych :( Dzisiaj z wizytą do rodziców przyjechał mój brat z nowym nabytkiem Canonem EOS 500D. Obaj uznaliśmy, że to idealna okazja na sesję zdjęciową.

Dzień był chłodny, pochmurny – około 2 stopni ciepła  i na szczęście było bezwietrznie. Rozgrzewka – kilka fotek i start.

 

Obecność aparatu spowodowała  że wystartowałem w bardzo szybkim tempie. Kolejne fotki również dodawały sił. Nawet 500m podbieg – nie spowolnił tempa. Sesja zakończyła się około 1,5km (brat nie mógł dłużej kontynuować reportażu). Za chwilę pojawiła się lekka zadyszka (2km), narzuciłem chyba zbyt mocne tempo.

Na 3km pojawiła się kolka. Lekkie śniadanie (2 kanapki z serem i dżemem) zjadłem 2 godziny temu… Przez ten czas powinienem być gotowy do biegu. Śniadanie z banana z miodem znoszę dużo lepiej. Kolejny kilometr będzie decydujący czy uda się przebiec zakładany dystans.

Czwarty kilometr to dalszy ciąg kryzysu i zwątpienie. Mocny początek dał mi nieźle w kość. Wbiegłem w nowootwartą ulicę Ofiar Katynia. W minionym miesiącu odbyła się w Zambrowie uroczystość sadzenia dębów upamiętniających pomordowanych żołnierzy. Sama ulica poprowadzona jest na uboczu miasta, brak jest wokół niej domów, a okoliczne latarnie oświetlają pustą ulicę. Podobno będzie to teren dostępny dla potencjalnych inwestorów. Mam mieszane uczucia co do budowania takiej ulicy na pustkowiu i jej oświetleniu. Może lepiej byłoby wyremontować chociażby taką ul. Obrońców Zambrowa, która składa się z dziur i asfaltu (w tej kolejności)?

Nowe otoczenie oraz konieczność wytyczenia nowej trasy odwróciło uwagę od zmęczenia i przywróciły rytm biegu. Po powrocie ze zwiedzania nowej ulicy na Targową zdecydowałem, że wracam tą samą trasą na miejsce startu. Górki staną się dołkami (przyjemne uczucie) a dołki górkami (już mniej). Będzie na pewno ciekawie.

Na 6km kundelki przypuściły na mnie atak. Napastników było dwóch – oba nikczemnego wzrostu, jeden czarno-biały drugi rudy, z głośnym szczekaniem zbliżały się do moich łydek. Odwróciłem się i z całych sił krzyknąłem -do budy! Pomogło! Zrozumiały, że uciekam nie dlatego, że jestem słabszy.

Mimo, że trasę znam od dawna to zawsze biegałem ją w jedną stronę. Zmiana kierunku przyniosła nowe widoki i inne odczucia podczas biegu. Mała rzecz a cieszy. Muszę zrobić to samo w Warszawie :) Na 7km pojawił się ból biodra, ale nie zwalniałem

8km to duży podbieg pod górkę, o dziwo poszedł lekko. Będzie dobry bieg. Szybko dotarłem do kolejnego kilometra i zacząłem finiszować. Na 500m przed metą rozpocząłem zbieg z górki. Starałem się stawiać długie kroki i być mocno rozluźnionym. Niestety ból w biodrze nie pozwolił mi na to w pełnym zakresie ruchu.

Na mecie – wielkie zdziwienie. Tiger Woods poinformował mnie, że pobiłem rekord na 10km. Szybki zbieg z górki był kluczowy. Czas 48:22 to o 25 sekund szybciej niż ostatni rekord. Nie spodziewałem się, że na tak pofałdowanym terenie oraz.przy boleśnie odczuwanym kryzysie.

Po biegu miałem okazję przeglądać zdjęcia i przyjrzeć się z boku mojemu biegowi. Fotki bardzo mi pomogły w analizie techniki: widzę, że lekko się garbię i źle stawiam prawą stopę (nie stawiam ją równolegle do kierunku ruchu, lecz obracam ją na zewnątrz).

Następnym razem materiał będzie pełniejszy – poproszę o zdjęcia seryjne zarówno z przodu, z boku i z tyłu a może nawet o krótki film z biegu. Serdeczne podziękowania dla fotografa za sesję :)


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.