Głód biegania – 6km

Początek tygodnia odsypiałem pracowity weekend (wdrożenie oprogramowania około 14 godzin na dobę), na szczęście efekt prac został zauważony przez wszystkich. Jak odespałem zaległości – do nadrobienia pozostały codzienne przyziemne sprawy: zakupy, prezenty świąteczne więc bieganie przesunięte na czwartek.

Głód biegania zaczął doskwierać już we wtorek. Siedzący tryb życia, wiele godzin przed monitorem, brak ruchu te grzechy spowodowały ból w kręgosłupie jakiego nie doświadczyłem odkąd biegam. Gdy nadszedł upragniony czwartek, myślałem już jedynie o dzisiejszym treningu. 

Było ciepło jak na tą porę roku – 9 stopni i w miarę bezwietrznie. Czułem, że wypocząłem przez te dni – miałem wiele energii. Niestety już na początku rozgrzewki dało znać o sobie biodro. Po takim długim odpoczynku??? Mam nadzieję, że nie przeszkodzi mi w treningu.

Rozpocząłem bieganie spokojnie chcąc przekonać się czy ból nie będzie narastał. Wbrew obawom biodro w trakcie biegu sprawowało się bez zarzutu. Przyspieszyłem, wydawało mi się że biegłem dobrym tempem jednak wyniki na poszczególnych kilometrach nie dawały powodu do dumy. "Pędziłem" co prawda poniżej 5:00/km, ale do tej granicy niewiele brakowało.

Na ostatnim kilometrze pokusiłem się o przyspieszenie jednak problemy z wyłączeniem iPoda zaniżyły średnie tempo do 4:59/km.
30:29 biegu – teraz tylko dokładnie rozciągnąć mięśnie i pędzę do domu. Zapas sił był spory – potruchtałem do domu świąteczne zakupy czekają :)


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.