Dzień niepodległości – 5km

Świętowanie rozpocząłem od dość późnej pobudki aż o 11:00. Pogoda nie nastrajała do wcześniejszego wstawania: 5 stopni, deszcz i lekki wiatr. Na dodanie energii nie ma nic lepszego jak banan i woda z syropem. Deszcz zmienił się w lekką mżawkę, ale nie doceniłem przez okno siły wiatru. Już przy rozgrzewce mocne podmuchy wychładzały organizm. Niedaleko stąd inni biegacze rozpoczynali masowy bieg niepodległości. Ja z braku czasu na przeprowadzenie kilku biegów na 10km zdecydowałem się świętować w samotności. Nie byłem sam – spotkałem kilku biegaczy trenujących w pojedynkę.

Zacząłem z wielką ochotą na bieganie, szybko. W połowie okrążenia na wysokości Górczewskiej wiatr zaczął przeszkadzać w utrzymaniu tempa. Prawdziwe wyzwanie przyszło po wybiegnięciu na Al. Prymasa Tysiąclecia. Wiało potwornie mocno: tak, że samo biegnięcie było dużym wysiłkiem. Mocno wymęczony dokończyłem okrążenie.

Drugie rozpocząłem powoli – chciałem wyrównać oddech i tętno. W międzyczasie coraz mocniej zaczął padać coraz gęstszy deszcz. Byłem odpowiednio ubrany więc nie czułem zimna, ale chęć znalezienia się w domu podkręciła tempo. Drugi bieg pod wiatr był jeszcze cięższy. Finiszowałem już przy rzęsistym deszczu. Wynik: 5:09 km w tempie 4:44/km co dało czas: 24:07  Rozciąganie zrobiłem już pod daszkiem na osiedlu. Jakoś nie chciało mi się bardziej moknąć…


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.