Po jesiennym dywanie i rekord – 7km

Dzisiaj przebudziłem się około 9:00 i od razu spojrzałem na termometr – było chłodno niecałe 3 stopnie. To jedna z najniższych temperatur przy jakich biegałem. Po dłuższym namyśle nie modyfikowałem stroju. Zabrałem dodatkowo ze sobą chusteczki do nosa. Jak się okazało nie na darmo. Po wyjściu na dwór czuć było niższą temperaturę, chłód szczególnie mnie szczypał w łydki, dlatego przyspieszyłem kroku. Rozgrzewka i ruszyłem. Dystans – ambitniej niż zwykle 10km.

Powrót do Lasku na Kole mnie zaskoczył, spodziewałem się już ogołoconych z liści drzew i ponurego klimatu. Nic bardziej mylnego – jesień w pełni. Wiele drzew ma na sobie kolorowe liście a duża część utkała na ścieżce szeleszczący dywan. Przepiękny widok.

Park był prawie pusty z małym wyjątkiem. Radosnej bandy sznaucerów średnich, które radośnie pędziły w moim kierunku. Gdyby po prostu chciało się im pobiegać to pół biedy, ale kilka z nich próbowało mnie uszczypnąć w łydkę. Musiałem się zatrzymać, pani mnie przepraszała i mówiła, że to są młode trzymiesięczne szczeniaki. Wypadałoby założyć im smycze… Przygoda zakończyła się bez ukąszeń, ale mocno wybiła mnie z rytmu. Pewnie jeszcze spotkam tą "wesołą" gromadkę, bo zdaje się był to początek ich spaceru. Przed końcem kółka napotkałem na dwie powalone gałęzie w poprzek drogi. Omijanie i przeskakiwanie to taka dodatkowa atrakcja.

Po 3km odczuwałem wyraźny spadek prędkości biegu. Dynamiczny początek i trudność utrzymania dotychczasowego tempa to mój duży problem. Tutaj było podobnie, w trakcie biegu mocno zastanawiałem się czy dam radę zrobić więcej niż 5km. Dodatkowo biodro zaczęło o sobie przypominać – muszę zastosować jakieś ćwiczenia rozciągające. Poprzednie zastosowane na mięsień piszczelowy przyniosły zdumiewające efekty.

Na 4km spotkałem szczenięcą wycieczkę – były zajęte sobą i mnie nie zauważyły. Ja walczyłem dzielnie sam ze sobą myśląc o tym na ile jeszcze wystarczy mi sił. Mimo dość długiego biegu, chłód dokuczał mi w stopy(!). To chyba pierwszy element do zakupienia z zimowej kolekcji.

Minąłem 5km – plan minimum zrealizowany. Teraz mogę powalczyć o dystans. Dodało mi to trochę energii do biegu. Po drodze już trzeci raz przestąpiła mi banda szczeniaków. Teraz ja miałem przewagę – biegłem w ich kierunku :) Pogoniłem większość do właścicielki – tylko jeden wykazał się sprytem. Dał mi przebiec obok siebie i chciał ugryźć. Nie ze mnę te numery. Psiak w końcu odpuścił i wrócił do wesołej gromadki, a ja musiałem na nowo wejść w rytm biegu.

Zdecydowałem się na finisz – 10km to dzisiaj zbyt wiele dla mnie, a jeszcze przyjdzie na to pora. Powalczyłem o czas i skończyłem na 7km. Joan Benoit Samuelson poinformowała mnie o ustanowieniu rekord na 1 milę. Szczerze – nie spodziewałem się :) To pokazuje jak szybko zaczynam moje biegi.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.