Jesienny chłód – 5km

Wczoraj siedząc przed telewizorem (zdarza mi się) szukałem bolącego miejsca i znalazłem – w górnej połowie mięśnia piszczelowego przy wewnętrznej stronie. Rozmasowałem je sam dopóki ból nie ustąpił. O dziwo rano czułem mocniej te bolące miejsce, lekki ból w biodrze też. Ciekaw jestem czy te moje działania przyniosą jakiś pozytywny skutek?

Dzisiaj jesień objawiła się w pełni i to nie ta polska złota, lecz zimna i deszczowa. W tym roku i tak pogoda nas oszczędzała. Większość lata i jesieni była słoneczna i sucha. Nie pamiętam już czy kiedykolwiek przekładałem bieganie z powodu pogody. Dzisiaj jednak od początku dnia było pochmurno i padało. Około 16:00 lało tak solidnie, że przełożenie treningu było wręcz wskazane – jak i zostanie w pracy na dłużej. Aura zlitowała się nade mną i już w trakcie powrotu do domu (19:00) deszcz ustał.

Długo zastanawiałem się nad wyborem stroju. Poprzednia sauna dała się solidnie we znaki i o ile góra dresów pozostała bez dyskusji o tyle zastanawiałem się nad dolną częścią dresów. Było około 11 stopni na zewnątrz i biorąc pod uwagę, że szacuje się, że bieganie podnosi odczuwaną temperaturę o jakieś 10 stopni krótkie spodenki powinny być wystarczające.

Początek biegu bez dolnej części dresów był trudny. Odczucie chłodu było dokuczliwe a mięśnie sprawiały wrażenie stężałych mimo energicznej rozgrzewki. Do tego doszedł ból lewej nogi, który pojawił się wcześniej jak zwykle. 3km zajęło mi dogrzanie mięśni i ból ustępował. Zacząlem się rozkręcać. Skorzystałem z energii pochylenia co by ułatwić sobie bieg. Oszczędzałem się w trakcie biegu więc miałem energię na mocny finisz poczułem siłę. Wynik: 30:49 tempem 5:54/km na dystansie 5.21km.

Jeśli w niedzielę pobiegnę trochę szybciej i wytrzymam te 10km pobiję życiówke. Oby tak się stało.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.