Michałki i prezent – 10km

W niedzielę przebiegłem jedynie 5km, ale dość boleśnie odczuwałem jego skutki. Dobrze, że nie zaatakowałem 10km, bo raczej skończyłoby się to bolesną kontuzją.. Po biegu dopadły mnie  moje standardowe dolegliwości w lewej nodze. Nie dawało to pomyślnych rokowań na biegnij Warszawo. Nadzieja podobno umiera ostatnia. W przeddzień udałem się na masaż. Moje dolegliwości rozpoczynają się od stopy, i wędrują w górę, staw skokowy, mięsień piszczelowy, aż do łydki. Wszystko kończy się bolesnym skurczem. Masaż odbył się zgodnie z występowaniem bólu: na początek spuchnięta stopa, potem łydka, spięta i mocno grudowata. Wiele pracy trzeba było włożyć w rozluźnienie mięśni, ale czy to pomoże?

To już naprawdę ostatni dzień na sprawdzian przed  biegnij Warszawo. Jeszcze jedynie jutro będzie można zapisać się w cenie 50 zł w Arkadii i innych centrach handlowych. Z pracy wyszedłem późno -  po 19.00. Po drodze przeraził mnie chłód – zmarzłem w ręce! Do tego lekki deszczyk i mamy jesień. Po przyjściu do domu zastanawiałem się nad terminem czy wieczorem czy jutro rano. Temperatura i pogoda wskazywały na wieczór.

Nowy strój z kolekcji jesie/ zima nie został jeszcze zakupiony wybrałem stary, nieoddychający dres.  W głowie mobilizacja – taka, jak nigdy wcześniej – chciałem przebiec ten dystans. W końcu kiedyś potrafiłem. Teraz też dam radę.

Początek był jakiś inny: dresy lekko krępowały ruchy, lewa noga lekko dokuczała, ale nie było skurczów. Pod dresem ciało rozgrzewało się robiąc mi saunę. Trzeba na prawdę poszukać nowych ubrań.

Zacząłem liczyć kółka i z dużym trudem przebrnąłem pierwsze. Pojawił się ból w lewym biodrze. Jezu ile jeszcze zostało! Nie dam rady! – mały atak paniki. Po kolei skup się!  Nie myśl ile zostało. Myśl o skończeniu bieżącego okrążenia potem będziesz się martwił. 

Minęło drugie – zbliżałem się do połowy dystansu. W głowie myśli czy nie odpuścić sobie. Przebiegnę ile dam radę, na razie nie jest źle. Nawet jak będzie dycha to nie muszę się zmuszać do biegnij Warszawo.

Trzecie okrążenie- 6km wszystko w porządku z nogą, ale biodro daje znać o sobie. Wtedy poczułem, że może się udać. Pod koniec zamiast przyspieszać uważałem aby nie doprowadzić do urazu. Udało się! Nareszcie z czystym sumieniem będę mógł zapisać się na bieg :)  Czas przygotowań nie poszedł na marne -będę mógł podsumować treningi startem.

 


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.