Running in the moonlight 5km

Zmiany w hamonogramach mają to do siebie, że przesuwa się wiele innych zadań. We wtorek miałem pobiegać. Nie udało się – więc środa ( teraz już co 2 dni do niedzieli biegam). Jednak nie – jadę do Zambrowa w piątek. Jak to ułożyć? Niezła zagadka. Jedynym wyjściem było pobieganie dzisiaj (a tak patrząc na godzinę to wczoraj).

Wyjść z pracy przed 18:00 – to marzenie na tym etapie prac (testy oprogramowania) dodatkowo trafiło się zastępstwo. Na szczęście dzisiaj udało się podjechać pod prawie dom. Była okazja na szybkie wyjście na bieg, ale rozleniwiłem się i zajęło mi to dłużej. Po 19:00 udało się wypełznąć z domu – rozgrzewka i ruszam zdobywać kolejne kilometry. Księżyc świecił już chudym blaskiem. Szybko uciekają dni…

Po wczorajszym biegu czułem się naprawdę dobrze. Brak większych problemów z lewą nogą. W głowie zaświtała myśl biegnij Warszawo? W końcu od niedawna jestem już warszawiakiem :) To teraz spróbujmy lekko zwiększyć dystans a w weekend dycha.

Po starcie miałem problemy z włączeniem iPoda, uparcie wychodził mi do menu. Precyzja wskazana. Próbowałem jak poprzednio jak najlepiej rozluźnić stawy skokowe i łydki. Powoli udawało się. Nawet korzystałem z energii pochylenia. Gdy brakowało mi około 200m do dystansu 5km powrócił mój nieprzyjaciel. Delikatnie przypomniał o sobie skurczem w łydce i z każdym krokiem. Po kilkuset metrach udało się tak ustawić nogę, żeby ból nie był tak dokuczliwy.Więcej jednak niż planowane 6km nie byłem w stanie zrobić. I tak to jeden z niewielu biegów dzien po dniu – bez dotychczasowej regeneracji.

Wynik 6,19km tempo 6:02/km więc dało to 37:26.

Teraz w głowie pozostawała jedna myśl – jest naprawdę dobrze. Większych dolegliwości nie odczuwałem. Cel na weekend 10km i biegnij Warszawo. Jakoś pocieszę się po tym maratonie :)

Podsumowanie:

Na plus:

  • zwiększenie dystansu
  • niezłe tempo biegu
  • bieganie dzień po dniu – bez większych problemów

Na minus:

  • znany ból i skurcz lewej łydki

 


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.