Laskowy bieg – 5km

Od długiego czasu staram się namówić żonę na bieganie, Już wydawało mi się, że jestem blisko. Dzień wcześniej kupiłem jej buty do biegania i skarpetki na zachętę. W zamian dostałem prezent urodzinowy – słuchawki do biegania.

Liczyłem, że razem wypróbujemy nowy sprzęt. Obudziłem się dość wcześniei czekałem na to jak się obudzi żona.Czekałem niestety dopadła ją choroba.

Dzień wcześniej miałem wykonany masaż łydek i achillesa. Skoro stary znany masażysta nie pomógł, trzeba wrócić do tej, która pomaga. Odkąd zacząłem biegać zacząłem mieć problemy ze ścięgnem achillesa. Na początku pojawił się dotkliwy ból, potem krótka rehabilitacja, ale masaż od tamtej pory nie należał do przyjemności. Teraz właściwie obyło się bez bólu. Po zdecydowanym skróceniu dystansu stan zapalny ustąpił.

Wyszedłem na bieganie. Po drodze mijałem kwatery dla brygad. Trwała imprezka. Mają zdrowie Ci budowlańcy – była jedenasta. Ciekawe czy kończyli, czy po przebudzeniu była druga iteracja :)

Start i ból lewej nogi już od początku. Nic nie pomagało i byłem bliski  zakończenia po 2km. W głowie głos – stary przecież to będzie Twój najkrótszy bieg. Nawet jak zaczynałeś w czerwcu byłeś lepszy! Z trudem zabrałem się za kolejne kółko. Na kolejnych metrach było już lepiej. Noga się dogrzała i mogłem przyspieszyć. Cały bieg był jednak rwany i nierówny, nie zwiastuje to dobrze na przyszłość :(

Po drodze orzechy laskowe leżały rozrzucone po całym lesie. Czyżby nikt nie wiedział co z nim robić i skąd się one biorą w czekoladzie?

Na szczęście nie przejechałem się na żadnym z nich a bieg zakończyłem przebiegając 5,38 km z o dziwo dobrą średnią 5:53/km co dało czas 31:46.

Podsumowanie:

Na plus:

Na minus:

  • powracający ból

 


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.