Małe kroczki – 5km

Przed bieganiem, gdy dopadają mnie czarne myśli, zniechęcenie staram się coś poprawić w technice. Chętnie wracam do lektury chi running i próbuję znaleźć coś nowego, czego nie wykonywałem. Dzisiaj powróciłem do punktów skupienia. Jeden z nich mówi o rozpoczynaniu biegu małymi kroczkami, a potem skukcesywnym ich wydłużaniu. Niby to takie oczywiste, ale jakoś podświadomie starałem się uzyskać jak najszybciej optymalną pozycję do biegu moim normalnym tempem. Zwykle dopada mnie znajomy ból w lewej nodze i początek dystansu biegam lekko utykając. Po rozgrzewce przystąpiłem do biegu, małymi kroczkami.

Udało się rozpocząć spokojnie choć czułem lekko kulawy krok. Po jakichś 200m dodałem pochyliłem się mocniej do przodu i wydłużyłem krok. Znacznie lepiej niż rozpoczynanie intensywniej. W książce chi running autor porównuje to do ruszania samochodem. Nie wrzucamy od razu czwórki. Niby nie, ale na początku kiedy nie odczuwamy zmęczenia ma się ochotę pobiec z całych sił.

Powolne rozpędzanie się przyniosło skutek – tempo było świetne, a dolegliwości skurczu w okolicach lewego kolana  pojawiły się na 4km. Plan 5km więc był niezagrożony. Wydało mi się, że odkryłem przyczynę bólu. Gdy źle ułożyłem stopę i nie prowadziłem kroku równolegle do podłoża następował skurcz mięśnia. Czyżby to był 1 krok do powrotu do właściwego, dalekiego biegania? Mam nadzieję, że tak.

Finalny wynik 5,3km w tempie 5:59 dało czas 31:49. Nieźle :) Po biegu nie odczuwałem dolegliwości w okolicy kolana, a w łydce. Jest postęp,

Podsumowanie:

Na plus:

  • odkrycie właściwego, powolnego sposobu rozpoczęcia biegu,
  • dobre tempo,
  • niewielkie dolegliwości,

Na minus – nie znalazłem.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.