Kulawe człapanie na 11km i dyplom od nike

Im bliżej wielkiego dnia testu na 25km (moje sampoczucie po biegu ma decydować czy wystartuję w maratonie)- tym bardziej mój organizm odmawia posłuszeństwa. Zaczęło się od niedzielnego wybiegania, gdzie uszkodziłem na małym dołku mięśień piszczelowy. We wtorek lekko pobolewał i w trakcie biegu udało się znaleźć sposób aby go nie nadużywać. Wczoraj nawet chodząc do pracy czułem jak kuleję. Zapowiadało to ciężki trening i taki był.

Przed samym biegiem staram się przejść szybkim marszem odcinek dzielący moje mieszkanie od Lasku na Kole. Skutkuje to lekką rozgrzewką i nie zmusza mnie do biegania po twardej powierzchni. O ile chodzenie szło mi sprawnie – to po rozgrzewce i krótkim truchcie dokuczał mi uszkodzony mięsień. piszczelowy. Skutkowało to nierównym, kulawym krokiem. Jeszcze chwila rozluźnienia, delikatnego masażu i ruszyłem

trening_2009_08_20

Pierwsze kilometry były naprawdę trudne. Zacząłem wolno. Nawet przy ślamazarnym człapaniu  ból był bardzo dokuczliwy. Liczyłem kilometry, dopiero przy drugim było lepiej. Starałem się utrzymywać tempo biegu i dobra sylwetkę, ale przychodziło mi to z dużym wysiłkiem. Zdawało mi się, że w miarę czasu będę bardziej wypoczęty na tych 10 – 11km odcinkach. Nic bardziej mylnego – walczę z urazami jakich nabawiłem się na wybieganiach :(

Finalnie dotarłem do mety z niezłym wynikiem 1:06:41 (średnia 5:58/km) i złamaniem 1h na 10km. Gdyby nie te problemy zdrowotne – dałbym z siebie więciej. Po biegu byłem bardzo spięty w karku, moja technika również nie była najlepsza. Na kolejny minus można zaliczyć brak rozluźnienia łydek. Cóż – trzeba będzie zająć się techniką i bolącym mięśniem. Zastanawiam się czy wybiegania nie przenieść na niedzielę, tak aby dać odpocząć mięśniowi, wetrzeć masć przeciwzapalną, zrobić masaż

Po powrocie do domu spotkała mnie miła niespodzianka – przekroczyłem 250km przebiegniętych z nike+. Czekał na mnie dyplom do wydrukowania http://nikerunning.nike.com/nikeplus/v1/html/milestones/print_certif.html?id=1691391603&region=emea&language=pl&locale=pl_pl&dateFormat=DD/MM/YY. Mała rzecz a cieszy. Tak niedawno rozpoczynałem od 8km dziennie – teraz szykuję się do 25km i decyzji o maratonie.

Podsumowanie:

Na plus:

  • Przezwyciężenie bólu
  • Dobre tempo

Na minus:

  • ból lewego mięśnia piszczelowego
  • spięty kark i łydki
  • duży odczuwalny wysiłek

Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.