Jesienne zające i rekord na 10km

Zbliża się jesień – coraz większymi krokami. Dzień jest coraz krótszy, noce chłodniejsze a wyjście na dziesięciokilometrowe bieganie później niż o 18:30 kończy się w ciemnościach. Poprzednie wybieganie dało mi solidnie w kość, a urazy dokuczały cały czas.

 Wyszedłem punktualnie o 18:30 – nie wiedziałem czy to nie za późno, ale obowiązki w pracy zatrzymały mnie dłużej niż zwykle. W trakcie rozgrzewki nie udało się rozluźnić kręgosłupa w części lędźwiowej. Zwykle dogrzewałem go w trakcie biegu, więc zbytnio się nie przejąłem. Na próbnym odcinku truchtu ból w okolicy lewego kolana nie pozwalał mi równo stawiać tej stopy. Kulawy bieg na początek nie zwiastował końcowego efektu.

 trening_2009_08_18

Zacząłem nadal lekko kulejąc. Próbowałem znaleźć optymalne ułożenie stóp – tak aby ból był jak najmniejszy. Po około 1km mój bieg był płynniejszy, a i ból się zmniejszył. Po drodze zobaczyłem biegacza z plecakiem. Wielki szacunek! Ja nie jestem w stanie mieć kluczy w kieszeni, bo obcieram sobie ciało a on nosi plecak. Chwilę dalej go zobaczyłem – biegł w tym samym kierunku. Instynktownie przyspieszyłem i go dogoniłem. Zdążyłem zapytać o bieganie z plecakiem – stwierdził, że jest całkiem wygodnie plecak przylega ścisło pleców a  nosi go po to, bo trzyma tam picie.  Po drodze kolejne jesienne znaki – zółte liście zaczęły spadać z drzew.

Kolejne kółko i lekki kryzys, który na szczęście dla mnie szybko opuścił. Mięśnie się rozgrzały i mogłem cieszyć się szybkim biegiem. Tempo było tak dobre, że przez myśl mi przemknęło czy uda się pobić kolejny raz rekord na 10km. Po drodze – około 8km kolejny zając. Kolega postury kulturysty, ale biegł zdumiewająco szybko. Nie udało mi się go dogonic przyczynił się jednak do poprawy mojego tempa.

Ostatnie kilometry to próba jeszcze podkręcenia szybkości zakończona szalonym sprintem na 200m przed witrualną metą. Udało się poprawić czas o około 1 minutę  – 0:58:33 co dało średnie tempo 5:51/km. Gdyby nie kryzys około 4km mogło być jeszcze lepiej…

Niestety większe tempo biegu przyczyniło się do kilku urazów: przede wszystkim lekkie nadciągnięcie ścięgna w stawie skokowym prawej nogi, stawiając mocniej stopy zwiększyłem ucisk na palce stóp. Obajwiło się to sinymi urazami widocznymi na paznokciach stóp. Wygląda na to, że mam za małe buty! Do tego jeszcze na koniec przypałętał się skurcz prawej łydki.

Podsumowanie:

Na plus:

  • kolejny rekord na 10km dobre tempo biegu

Na minus:

  • brak kontroli tempa, niekontrolowana pogoń za zawodnikami – zgubne w kontekscie maratonu
  • liczne urazy zagrażające właściwej próbie przed maratonem.

 

 


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.