Jedenastka w tym rekord na 10km

Piątek był dniem wolnym od pracy, więc udałem się na poranne bieganie. Wstałem około 6:30 jeszcze raz, zerknąłem do książki Chi Running. Odświeżyłem sobie kilka spraw związanych z techniką biegu. Po wyjściu z domu zaskoczył mnie wiatr: silny, nieprzyjemny. Taki pierwszy oddech jesieni. Na szczęście lasek na kole jest dość dobrze osłonięty przed podmuchami wiatru. Rozgrzewka i mocne postanowienie na skupienie się na technice – nie na tempie biegu.

trening_2009_08_14

Przez pierwsze kilometry skupiałem się na wyprostowaniu rdzenia i rozluźnieniu dolnej części nóg. Przyniosło to natychmiastowy efekt – 4:02/km to jeden z najlepszych czasów jakie osiągnąłem na 1km. W okolicach 3km dopadła mnie potrzeba fizjologiczna. Chwilę się jeszcze zastanawiałem czy może sama przejdzie, ale nie chciała. Udałem się więc do pit stopu co by  sobie ulżyc  Dalej biegło mi się naprawdę dobrze, aż do 4km. Wtedy poczułem dużą niemoc, jakby jakaś niewidzialna ściana stanęła na mojej drodze. Byłem zaskoczony reakcją organizmu i niespodziewaną awarią. Sporo już biegam, ale tak mocna chęć zaprzestania biegu pojawiła się pierwszy raz. Teraz myślę, że biegnąc szybciej zużyłem więcej węglowodanów a organizm jeszcze nie zdążył zaczerpnąć z rezerwy. Zdecydowałem odwrócić myśli od analizowania przyczyny a skupić się na biegu. Skoncentrowałem się na kostkach – trzeba je rozluźnić, co by pomóc sam sobie, zwiększyć pochylenie. Udało się wybiec z dołka.

Mimo, ze prędkość malała jeszcze do 7km ja czułem się coraz lepiej. Ból w biodrach powoli mijał, został jedynie pod łopatkami i nie pozbyłem się go do końca biegu. Od 7 km przyspieszałem, chcąc nadrobić stracony czas. Po 11km usłyszałem znajomy, lekko krzykliwy głos z ipoda oznajmiający, że pobiłem rekord na 10 km! Finalnie tempo biegu było również świetne – poniżej 6:00/km :) Czas 1:05:35 !

Do tej pory zawsze uciekało mi nazwisko tej Pani – tym razem je mam Joan Benoit Samuelson. Któż to jest? To amerykańska lekkoatletka, złota medalistka igrzysk w Los Angeles z 1984 na dystansie maratońskim. Uczestniczyła również amerykańskich biegach maratońskich min. w Chicago i Bostonie. Po odejściu na sportową emeryturę nadal pozostała aktywna. Napisała kilka książek o bieganiu i prowadzi Running Clinic. I teraz najlepsze – w 2008 roku ustanowiła rekord maratoński w swojej kategorii wiekowej 50+ (2:49:08). Któż z nas nie marzy o takiej życiówce? Poniżej odnalezione zdjęcie na flickr z tej imprezy (Joan pierwsza z prawej)

By  Diana the Math http://www.flickr.com/photos/dianathemath/

Wracając do podsumowania i biegu:

Na plus:

  • dobry, luźny bieg
  • wspaniałe tempo (sumarycznie)

Na minus:

  • duży kryzys po 4 km – okazuje się że biegi na dystansie 11km są również potrzebne

Do dopracowania:

  • rozluźnienie bioder na rozgrzewce i w trakcie biegu

 


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.