Chiii 10km po nowemu

Wczoraj spędziłem miły wieczór na spóźnionym przyjęciu urodzinowym z żoną ,bratem i bratową. Andrzej z Gosią podarowali mi książkę – Chi Running. Rewolucja w bieganiu, O niej na pewno napiszę, w odrębnym artykule.Mimo, że wygląda na marketingowy, amerykański przepis na sukces typu jak zarobić milion dolarów nie wychodząc z domu, to nią nie jest. Z zaciekawieniem połykałem kolejne strony i część wskazówek od razu postanowiłem wykorzystać: słuchać własnego ciała, stawiać stopy zgodnie z kierunkiem biegu, być wyprostowanym oraz statać się czerpać energię z grawitacji(!!) Bardzo dużo na raz.trening_2009_07_22

 Rozpocząłem od standardowej rozgrzewki. Starałem się jak najbardziej rozluźnić łydki, z których wydaje mi się, że pochodzi większość moich dolegliwośc. Nie udało się :( Lekki masaż i trzeba ruszać, spokojnie, po nowemu, skupiając się na wszystkich elementach, aby ruch był płynny a siła pochodziła z grawitacji.

Muszę powiedzieć, że poczułem różnicę ruch był bardziej płynny, naturalny, każdy krok lądował na śródstopiu. Gdy chciałem przyspieszyć starałem się nie tracąc postawy lekko pochylić się do przodu. Skupiałem się nie na muzyce, trasie, myślałem o tym, żeby lżej biec. Wszystko było tłem do mnie i mojego biegania. Tempo było niewiele gorsze jak poprzednio, ale przyjemność dużo większa. Około 8 km poczułem zmęczenie mięśni, ale nie nóg! Kręgosłupa! Nie byłem w stanie utrzymać prawidłowej postawy.. Naprawdę z każdym kilometrem czułem tam coraz większy dyskomfort.

Podsumowując – przebiegłem 10,35km w 1 godzinę i 4 minuty. To był naprawdę przyjemny bieg. Następnym razem również spróbuję tej metody. Dla chętnych mała rozrywka – iloma szczegółami różnią się obrazki ? Powodzenia.

trening_2009_07_22_new

 


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.