Pierwszy trening z Nike+

8.00 rano – sobota nietypowa pora jak na przebudzenie. Normalnie smacznie przekładałbym się na drugi bok, ale dzisiaj jest wyjątkowy dzień – wreszcie potrenuję z Nike+ :) Sprzęt gotowy od wczoraj, pozostaje go założyć. Zajęło trochę więcej czasu niż zwykle. Szklanka wody przed wyjściem i do boju!

Ustaliłem trening na 10 km właczyłem muzykę i zacząłem biec. Pierwsze wrażenia pozytywne, muzyka gra, nic nie uwiera – tylko pędzić przed siebie.

trening_2009_07_04

Przez pierwsze okrążenie trudno mi było skoncentrować się na rytmie biegu i oddechu. Muzyka w uszach, lekka izolacja od otaczającego świata pozbawiła mnie tego odgłosu wdechu, wydechu i uczucia kontroli biegu.

Nie wiem czy przez te oszołomienie czy przez standardowy kryzys, na połowie drugiego kółka zwolniłem. Trochę bolała mnie prawa stopa, ale to uczucie ustąpiło. Jak się potem okazało wyskoczył mi potężny bąbel :( Muszę powrócić do artykułu o specjalnych skarpetkach z Runners World.

Potem udało się powrócić do rytmu i cieszyć biegiem. Kolejne piosenki i komunikaty o przebieganych kilometrach. Od połowy dystansu panie zaczęła mówić o kilometrach jakie pozostały do przebiegnięcia. To naprawdę mobilizuje – jeszcze tylko 3 km ! Po komunikacie o 2 km do końca przyspieszyłem, ale finisz chyba był przedwczesny. I wreszcie koniec – 10 km w 60:21 :)

Straty też były oprócz bąbla na prawej stopie, odtarta pacha od strony opaski z ipodem. Może powinienem ją założyć nieco niżej? Do sprawdzenia.

Podsumujmy:

Nike+ to cudowny wynalazek – mamy odtwarzacz, stoper, miernik dystansu.

Na minus jakbym musiał szukać – słuchawki, którym zdarza się wypadać z uszu oraz opaska za przez którą regulacja głośnosci w biegu jest prawie niemożiwa.


Komentarze facebook:

comments

Skomentuj

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.